pan kotek był chory
Posted by By: elffaranMam kota, który spędził ze mną większą część mojego życia. Znaczy kot ten wiek ma już konkretny, lat mniej więcej 20.
Statystyczny kot na wolności żyje ok 3 lat, kot domowy około 16. Znaczy mój ma prawo być zrzędliwy, marudny i złośliwy z czystej starości. Niestety z takiego punktu widzenia wychodziłam obserwując, że kot chudnie, wyje w nocy oraz pachnie jak zapach Starego Rona.
Po przejrzeniu przypadkiem ulotki w lecznicy weterynaryjnej zataskaliśmy kota na badania. Kot ma mocznicę i pewnie trafił na leczenie w ostatniej chwili. Na razie ma codzienne kroplówki, docelowo będą to kroplówki raz na tydzień. Jak na razie wizja w rodzaju “właściciele się nauczą podawać kroplówki” wydaje mi się mocno abstrakcyjna.
Zdaję sobie sprawę, że dla masy osób mających koty “zaburtowe” pewnie jest niezrozumiałe ratowanie kota takim kosztem. Niemniej jednak dla mnie to mój mały prywatny dramat. Uświadomiłam sobie, że zwierzak który był “zawsze” i przy całej swojej złośliwości ma umiejętność natychmiastowego zmienienia się w przylepę jak tylko wzrasta mi negatywne nastawienie do świata, pozostanie ze mną już bardzo krótko (młode koty z taką chorobą żyją max 2-3 lata) i że w dodatku przegapiłam moment, kiedy leczenie mogło być bardziej skuteczne. Oraz, że obecne leczenie jest bardzo męczące dla zwierzaka. Co może być podstawą decyzji o sensowności leczenia stworzenia, które w swoim imieniu się wypowiadać nie może? Wydaje mi się, że kot chęć do życia póki co ma nadal (a przynajmniej chęć do regularnego wyprawiania się na zwiedzanie ogrodu), ale takie życie nie będzie łatwe ani dla niego ani dla nas.
Niestety w życiu (przynajmniej moim) element przegapienia prostych życiowych spraw jest na porządku dziennym, bo ciągle brakuje czasu na obserwację żywych stworzeń dookoła.
07.28.10
