pan kotek był chory

Posted by By: elffaran

Mam kota,  który spędził ze mną większą część mojego życia. Znaczy kot ten wiek ma już konkretny, lat mniej więcej 20.

Statystyczny kot na wolności żyje ok 3 lat, kot domowy około 16. Znaczy mój ma prawo być zrzędliwy, marudny i złośliwy z czystej starości. Niestety z takiego punktu widzenia wychodziłam obserwując, że kot chudnie, wyje w nocy oraz pachnie jak zapach Starego Rona.

Po przejrzeniu przypadkiem ulotki w lecznicy weterynaryjnej zataskaliśmy kota na badania. Kot ma mocznicę i pewnie trafił na leczenie w ostatniej chwili. Na razie ma codzienne kroplówki, docelowo będą to kroplówki raz na tydzień. Jak na razie wizja w rodzaju “właściciele się nauczą podawać kroplówki” wydaje mi się mocno abstrakcyjna.

Zdaję sobie sprawę, że dla masy osób mających koty “zaburtowe” pewnie jest niezrozumiałe ratowanie kota takim kosztem. Niemniej jednak dla mnie to mój mały prywatny dramat. Uświadomiłam sobie, że zwierzak który był “zawsze” i przy całej swojej złośliwości ma umiejętność natychmiastowego zmienienia się w przylepę jak tylko wzrasta mi negatywne nastawienie do świata, pozostanie ze mną już bardzo krótko (młode koty z taką chorobą żyją max 2-3 lata) i że w dodatku przegapiłam moment, kiedy leczenie mogło być bardziej skuteczne. Oraz, że obecne leczenie jest bardzo męczące dla zwierzaka. Co może być podstawą decyzji o sensowności leczenia stworzenia, które w swoim imieniu się wypowiadać nie może? Wydaje mi się, że kot chęć do życia póki co ma nadal (a przynajmniej chęć do regularnego wyprawiania się na zwiedzanie ogrodu), ale takie życie nie będzie łatwe ani dla niego ani dla nas.

Niestety w życiu (przynajmniej moim) element przegapienia prostych życiowych spraw jest na porządku dziennym, bo ciągle brakuje czasu na obserwację żywych stworzeń dookoła.

5

Posted by By: elffaran

W tak zwanym między czasie minęła 5 rocznica naszego ślubu. W związku z czym 5 minut refleksji wskazuje na to, że człowiekowi się po drodze całkiem zmienia wizja świata nawet odnośnie drobiazgów. Przykładowo jeszcze rok temu wydawało mi się, że z okazji okrągłej rocznicy będzie mi się chciało co najmniej jakieś spotkanie w większym gronie zrobić. 5 lat temu wydawało mi się, że będzie mi się chciało nawet coś w rodzaju powtórki wesela organizować. W praktyce to od 2 tygodni nie udało mi się sprawdzić, czy nadal mieszczę się w suknię ślubną, organizowanie przyjęć zdecydowanie mi nie chodzi po głowie. Aczkolwiek jedna rzecz jest przez te 5 lat niezmienna – świętujemy dobrym jedzeniem. W każdym razie, jeśli chodzi o organizowanie, przyczyna jest banalnie prosta, praca plus dom plus zwierzaki, skutecznie konsumują czas. O ile na początku szalenie mi się podobał w tej pracy brak nadgodzin, to teraz tak jakby się popsuło w tym względzie. Kiedy wychodzę na ogród i odkrywam, że drzewo, które “dopiero” co kwitło, ma już dojrzałe owoce, to mam poważne wątpliwości co do sensowności miejskiego trybu życia.

Czytałam kiedyś, że podstawą dobrych małżeństw jest to, że nie muszą razem być. Co może być prawdą, bo im więcej mam pewności, że sama z siebie daję sobie w życiu radę, tym więcej mam też satysfakcji z małżeństwa. Pozostaje mieć nadzieję, że osobisty małżonek też tak się na to zapatruje.

Od czasu do czasu przeglądam fora i czytam “jak on/ona się na gorsze po ślubie zmienił” i zastanawiam się czy ludzie są tak zaślepieni na początku, czy też mają aż tak wydumane oczekiwania? Bo w sumie to przyzwyczajanie robi swoje i z upływem czasu wiele rzeczy wygląda lepiej niż na początku.

wybory

Posted by By: elffaran

Ostatnio zobaczyłam plakat wyborczy niejakiego Jarka K. przyklejony na plakacie reklamującym giełdę kamieni różnej maści. Wyglądało to tak, że tuż nad głową Jarka dominował napis “Minerały” i doprawdy wydało mi się do świetnym podsumowaniem dla obecnych wyborów. Mam wrażenie, że żaden z kandydatów nie usiłuje mnie, szarego wyborcę nie lubiącego tv, przekonać. Oni po prostu są i wychodzą z założenia, że samo to bycie, jak w przypadku minerałów, jest wystarczające. Na ulicach nędzne plakaciki z portretami kandydatów. Każdy z miną tak poważną, że zniechęcającą. Zero faktów, zero merytorycznych informacji, zero informacji o osiągnięciach, tylko ponure, za przeproszeniem, ryjki naklejone między reklamą psiego fryzjera i ogłoszeniami o wynajmie. Wybory na najbardziej siwego smutasa w gminie, czy co?
Jako szary wyborca nie lubiący tv, obecnie nie mam nawet wizji mniejszego zła, na które mogłabym zagłosować, o dobrze nie wspominając. Jest duża szansa, że będą to pierwsze wybory w moim dorosłym życiu, na które nie pójdę. Nie dlatego, że miałabym poczucie “zmarnowanego głosu” oddanego na przegranego kandydata (w ogóle nie wiem skąd się pomysł “zmarnowanych” głosów wziął, przecież to nie ruletka), ale dlatego, że nie wiem przy kim ten krzyżyk postawić. Mam listę nazwisk, z których żadne mi się nie kojarzy z pozytywnymi osiągnięciami właściciela nazwiska.

biblioteka

Posted by By: elffaran

Niedaleko mojego miejsca pojawił się duży napis “Biblioteka”. Zachęcający, owszem, bo ostatnio całkiem przestałam czytać z braku chęci kupowania książek jednorazowego użytku. Stanęłam wczoraj pod tym napisem. Przeczytałam czynne od 11:00 do 18:00. Było jakoś 18:15. Gdybym ruszyła z przystanku truchcikiem, to pewnie zdążyłabym na 18:00, może nawet 5 przed. I tak oto zadumałam się nad dostępnością sfery publicznej, która finansowana z podatków pracujących ludzi, dostępna jest głównie dla osób niepracujących.

Byłeś w kościele? A gdzie była Twoja świadomość?

Posted by By: elffaran

Jak to dobrze, że nie przyszło mi żyć w średniowieczu, bo święta inkwizycja jak nic spaliła by mnie na stosie. W końcu nieumiejętność wysiedzenia spokojnie na mszy, bez podnoszenia brwi wysoko w zdumieniu nad bzdurami prawionymi przez kapłana, to jak nic objaw opętania.
No ale skoro współcześnie tak łatwo nie oskarżają o opętanie, to może przyczyna leży gdzie indziej. Może np w tym, że księża coraz większe głupoty prawią?
Kiedy kilka lat temu ksiądz w trakcie pogrzebu matki kilkorga dzieci strzelił pogawędkę o tym, jakim złem jest antykoncepcja i w ogóle “idźcie i rozmnażajcie się”, myślałam, że to odosobniony przypadek. Niestety od tego czasu co wizyta w kościele, to kolejne przykłady na to, że księża muszą powszechnie w seminarium dostawiać skrypt “nie tylko dla orłów:kazania na każdy dzień w roku”. Z którego to skryptu korzystają bezmyślnie. Ale chyba gorsza jest bezmyślność słuchaczy.
Ostatnio z okazji chrztu kilkorga dzieci, ksiądz wygłosił kazanie o tym jak cieżki jest los matki, której zmarło dziecko. Rzeczywiście, dobór tematu wprost wyjątkowo wyrafinowany, a puenta w kazaniu gdzieś imć ksiedzu uciekła (może czas zmienić bryk z kazaniami na nieco lepszy?). I do tego stwierdzenie “rodziców z dziećmi zapraszamy do naczynia, gdzie dzieci zostaną poddane egzorcyzmom”. Nie, to nie był żart, ale najwyraźniej zainteresowani nie zrozumieli, co ksiądz powiedział.

W tym kontekście żenująca piosenka o ks Popieuszce, z rymami takimi, że aż zęby bolały, to normalnie była wisienka na torcie. To, że Popieuszka, o ile się nie mylę, został błogosławionym, a nie świętym, też jakoś umknęło. Zapewne szkoda wiernym mącić w głowach takimi “detalami”. Zwłaszcza, że najwyraźniej wierni są przystosowani odpowiednio do udziału w takim rytualne i skupiają się na zachowaniu cyklu “wstać, klęknąć, usiąść”.

Uważam, że chrześcijaństwo nadal ma coś światu do zaoferowania, chociażby rozdział państwa od religii i silne elementy społecznościowe, tyle tylko że kościół katolicki na tyle zabił te elementy sam, w swojej strukturze, że już nawet nie potrafi o nich opowiadać.  A wierni nie chcą słuchać. Prościej jest bezrefleksyjne klękać i wstawać. W wielkich parafiach, w wielkich kościołach, ani ksiądz nie odróżnia wiernych, ani wierni księży, a kościół wybiera się pod względem dekoracji, albo wygodnego dojazdu, a nie kapłana czy wspólnoty.Tak więc ksiądz może dowolne bzdury opowiadać a uczestnicy mszy i tak nie zwracają na to uwagi. W gruncie rzeczy to fascynujące zjawisko, jeśli wziąć pod uwagę przymus cotygodniowego chodzenia do kościoła, jaki część ludzi odczuwa.

Jeśli byłeś w ostatnią niedzielę w kościele to czy potrafisz streścić kazanie?