tylko bogaci zasługują na dzieci

Posted by By: elffaran

Bulwersuje mnie działanie pomocy społecznej wobec rodzin bezradnych życiowo. Bulwersuje, bo to nie „pomoc”, a raczej przemoc społeczna. Rodzicom odbiera się dzieci, bo rodzice nie mają dowodów, nie mają dowodów, bo nie potrafią ich wyrobić nie mając meldunku, a pomoc społeczna ma do powiedzenia tyle, że zostawili formularze i rodzice mają umieć. Jak nie umieją to ich problem. Tylko czy aby na pewno to dobry powód do zabrania dzieci?

Społeczeństwo jest coraz bardziej zbiurokratyzowane i przez to coraz trudniej jest w nim funkcjonować. Dla części ludzi zbyt trudno, ale to nie znaczy, że ich dzieci będą miały lepszą opiekę w domu dziecka. Nie będą, bo to właśnie z domów dziecka wychodzą ludzie, którzy nie rozumieją nawet, że pastę do zębów się kupuje a nie pobiera z magazynu.

Nie widzę nic dziwnego w tym, że część ludzi gubi się w mnogości procedur i formularzy. Mnie mimo wyższego wykształcenia, nie raz zdarzało się prosić w urzędzie o pomoc w wypełnieniu papierów. Szczęśliwie w większości urzędów obecnie to już nie problem, ale patrząc po kolejnych historyjkach o rodzinach niezaradnych – problem pozostał tam, gdzie urzędnik powinien być najbardziej zaangażowany w pomoc w wypełnieniu formularzy.

Wobec aparatu „pomocy” społecznej człowiek jest bezradny. Policja żeby przeszukać dom, potrzebuje nakazu, a panie z opieki mają prawo buszować po szafkach, jeśli domownicy im przeszkadzają, to wystawią im złą opinię, bo „rodzice nie współpracują”. W sprawie kryminalnej przysługuje ci obrońca z urzędu, w sprawie przed sądem rodzinnym jeśli nie stać cię na adwokata, to wyłącznie twój problem.
Gdzie jest granica współpracy dla dobra dziecka, a gdzie naruszenie miru domowego? Oczywiście rodzina niezaradna nie oskarży urzędników o naruszenie miru domowego, skoro nie potrafi wyrobić sobie dowodów osobistych. Wychodzi na to, że najlepszą szansą tych rodzin jest trafienie do mediów, państwo i społeczeństwo jest dla nich wyłącznie aparatem przymusu. Instytucje, które powinny te rodziny traktować jako klientów, traktują ich jako podwładnych. Kolejne pomysły na nowelizację prawa, mają tą tendencję wzmocnić.

Kilka miesięcy temu, przy okazji sprawy Róży odebranej rodzicom, bo w domu było brudno, rodzice nie mieli ślubu, a urzędniczce nie podobało się, że po podwórku biegała świnia, miałam napisać jak wielki niesmak budzi u mnie ocenianie kwalifikacji rodzicielskich przez wielkość portfela. Nie oszukujmy się, w bardzo wielu domach, jeśli wpaść z zaskoczenia, można zobaczyć kurz na podłodze, brak chleba, i brudną lodówkę. I coraz więcej dzieci rodzi się w związkach konkubenckich. Różnica polega na tym, że mając pewną kwotę w kieszeni – stać cię na spacyfikowanie nadgorliwych kuratorek.

Chciałabym zobaczyć statystyki dzieci odebranych rodzicom ubogim i dzieci odebranych rodzinom zarabiających powyżej średniej krajowej. O ile wiem, nie ma dowodów na to, że znęcanie się psychiczne i fizyczne nad dziećmi jest związane z zasobnością portfela rodziców. Są związki z alkoholizmem, ale ten występuje i u lepiej sytuowanych, tyle że lepiej zamaskowany.

No właśnie – uważam, że znęcanie się nad dzieckiem, jest powodem do odebrania go rodzicom, takim powodem nie jest brud w domu, ani problemy z papierkami. Brud nie przeszkodzi dziecku w rozwoju, znęcanie się nad nim owszem. Tak nawiasem mówiąc – domy dziecka zwykle są sterylne, ale znęcania się nad dziećmi nigdy nie udało się do końca z tych instytucji usunąć. Tam gdzie jest całkowita nierówność stron, a nie ma elementu miłości rodzicielskiej (czy też instynktu macierzyńskiego, jak kto woli) zawsze będą pojawiały się nadużycia.

odbierz telefon, bo to może twój szef dzwoni ;)

Posted by By: elffaran

oraz orginał

kobiety w sytuacji krytycznej, och teatr

Posted by By: elffaran

Najpierw disclaimer. Jestem stworzeniem wyjątkowo wprost niewrażliwym na sztukę „wysoką”. W większości przypadków rani ona moje poczucie estetyki. Tak więc zacznę od tego, co utrudniało strawienie tej porcji kultury.  Zaraz po wejściu do och teatru (hmm, czy tylko dla mnie wcale nie jest oczywiste, że to teatr ochota?) – na scenie stały badziewne krzesła ustrojone pseudo skrzydełkami. Odpowiednio uwrażliwiony recenzent dopatrzyłby się w tym z pewnością jakiejś głębokiej gry z formą. Zwykły człowiek możne uznać, że osoba, która to wymyśliła, powinna pić procentowych napojów mniej. Względnie oglądający sztukę nie powinni przychodzić na trzeźwo, ale z tym mogło być trudniej.

Kolejny ból zębów – pani „a la  późna Maryla Rodowicz”, dużo fałdek w pogniecionej satynie, i kiepskie piosenki, wszystko razem nijak mi się nieklejące z resztą. Jak monogram doklejony do innego scenariusza. Nieprzekonywujący w dodatku, bo jeśli wstawia się teksty o powrocie na scenę i podniesieniu z upadku, to wypadałoby przynajmniej marynarkę mieć odprasowaną. Generalnie fragment u mnie powodujący patrzenie na zegarek.

A poza tym – cztery kobiety „w sytuacji krytycznej”, matka, narzeczona, rozwódka i wdowa. No może trochę szkoda, że wszystko zdefiniowane w kontekście relacji do nieobecnych na scenie facetów,  wydaje mi się to trochę przesadzone (gdzie, no gdzie niezależna bizneswoman? albo niezrozumiana przez kobiety pani bazodanowiec??) ale taka koncepcja, a teksty fajne. I zabawne i czasem refleksyjne.  Dla rewelacyjnych tekstów mamuśki i wdowy można strawić te tandetne śpiewy w miedzy czasie.

Całość nie ma jakiś sensownych ram, w postaci historyjki spinającej postacie, ale to już wymaganie mózgu analitycznego pożądającego uporządkowania, może i warto się od tego uporządkowania oderwać. Ale krzesełka – zdecydowanie zwykłe stołki sprawdziły by się lepiej!

Jako zwykły człowiek stwierdziłam, że poczytałabym sobie jakieś recenzje czy coś. Hmm, google nie znalazło. Mnóstwo serwisów z listami wystawianych przedstawień, serwisy do kupna biletów itp., ale wszędzie tylko streszczenia, bez komentarza.  Tak jakby osoby, które chodzą i oglądają twórczość różną potrafiły tylko bezmyślnie streszczać. Trochę słabo to świadczy o teatromanach.

Biorąc pod uwagę, że teatrów, teatrzyków i scen off’owych jest trochę, to widzę wielki informacyjny szum bez sposobu na uporządkowanie. Ale jak wspomniałam – ja tam prosty człowiek z IT jestem.

Avatar raz jeszcze

Posted by By: elffaran

Od czasu do czasu trafiam na blogach na kolejne recenzje Awatara. Zaciekawiła mnie pewna zależność – osoby, które generalnie kina nie lubią, są Awatarem zachwycone, a „kinomaniacy” piszą, że to płaskie jak naleśnik i można, co najwyżej dla efektów obejrzeć, ale efekty 3D to też lepsze w grach komputerowych są. Ot ciekawostka. Jakoś tak się złożyło, że do rangi filmów dobrych dorastają wynalazki w rodzaju Pulp Fiction i inne cuda pokazujące na ile wyrafinowanych sposobów można człowiekowi zrobić krzywdę, względnie jak efektownie rozbryznąć krew po okolicy. A liście w 3D zdecydowanie przegrywają z trójwymiarową włócznią. Co się z nami stało, że artyzm widzimy tylko w brudzie, mordzie i agresji? A reszta to kicz i naleśnik?

Moje poczucie estetyki źle reaguje na widok krwi na ścianach. Może dlatego, ze wychowałam się na klatce, na której przez wiele lat taka rozbryźnięta, zaschnięta krew była. Co więcej widziałam jak tam trafiła. (Chomiczówka, Chomiczówka…) To wcale nie jest artystyczne, ani warte podziwiania. Nie chcę oglądać w kinie tego, co przy odrobinie pecha mogę obejrzeć w rzeczywistości.

e-booki dla zdesperowanych

Posted by By: elffaran

Czy 16 zł za wypożyczenie książki na 3 miesiące to dużo czy mało? Dodatkowa informacja – papierowa wersja książki kosztuje złotych 30.

Jak dla mnie model biznesowy ibuk.pl budzi niesmak. E-book z definicji kosztuje wydawcę dużo mniej niż wersja papierowa. 16 zł zapłaciłabym bez wahania za dostęp „life time”, ale za 3 miesiące nie zapłacę. Kupię wersję papierową, bo na niej mogę pomazać, dodać notatki, a jak się zdezaktualizuje to użyć jako podpałki. Czy ibuk liczy na to, że przeważy w użytkownikach chęć oszczędzania papieru? Biorąc pod uwagę „dostęp semestralny”, to zapewne kierują ofertę do uczniów i studentów, którym nie udało się książki upolować w normalnej bibliotece. Na zdesperowanych zawsze najłatwiej zarobić, ale to mało rozwojowa grupa.

Chciałam skorzystać z książki dotyczącej oprogramowania. Taka książka zdezaktualizuje się najpóźniej za rok, ale do tego czasu chcę mieć możliwość zaglądania w razie wątpliwości i robienia sobie notatek. Jak na razie – kolejny argument, że za wcześnie korzystać z polskiego rynku e-booków.