Poruszanie się komunikacja miejską bywa pouczające.
Można przykładowo zobaczyć pracoholika w akcji. Pan nerwowo obdzwania współpracowników ustalając Bardzo Ważne Sprawy, tudzież wyrażając swoje opinie o kontrahentach – koniecznie tak, aby cały autobus mógł uczestniczyć. W przerwach międli nerwowo komórkę prawie że ją obgryzając. Aż w końcu dzwoni do współpracownika na L4 żeby go poinformować, coby wziął rutinoscorbin z aspiryną celem wyleczenia przeziębienia. Współpracownik na pewno był wzruszony troską, jak stary siennik normalnie.
Irytuje mnie konieczność tracenia czasu w autobusach, ale mam nadzieje, ze stanu skłaniającego do obgryzania komórki, nie osiągnę. Póki co ciesze się, ze ogrzewanie w pojazdach poprawiło się na tyle, by zdjąć rękawiczki i zająć się szydełkowaniem. I tu dygresja, w trakcie debaty nad ACTA ponoć jedna pani dłubała coś na drutach, nie widziałam, a wiem, bo w sieci tu i ówdzie zawrzało, ze nie wypada. Witam w świecie, w którym wypada się na zebraniach bawić iPhone/laptopem, ale staromodną włóczką to już nie. Tymczasem z własnego doświadczenia – robótka pochłania mniej mózgowych wątków niż laptop. Osobiście wolałabym na zebraniu wśród słuchaczy osobę z drutami niż laptopem. No ale co zwykle wygrywa w starciu gadżety kontra rozsądek?
Posted by By: elffaran |
