A dziś to już drugi bobas!

powitała mnie pielęgniarka w hospicjum przy ostatniej wizycie. Faktycznie, drugi bobas był. A pomyśleć, że kiedy kilka miesięcy temu przyszłam się spytać, czy możemy wejść z niemowlakiem, to panie miały duże okrągłe oczy. No bo wejść można, przeciwwskazań nie ma. Jeszcze się upewniałam czy nikogo chorego zakaźnie nie ma. No nie ma, ale raczej z dziećmi nikt nie przychodzi, zwłaszcza z bardzo małymi dziećmi. Moja osobista rodzicielka panikowała na myśl, jakie to straszne rzeczy mogą się malutkiemu stać w takim miejscu. I tak przez te kilka miesięcy byliśmy rozpoznawani przez pielęgniarki jako ci „z dzieckiem”.  Drugi pacjent z pokoju na powitanie mówił, że tata czekał na wnuka. Mówił, w czasie przeszłym, bo już nie żyje. Hospicjum sprawia, że człowiek przejmuje się śmiercią osoby, która powiedziała do Ciebie jedno zdanie. No ale wracając do drugiego bobasa – może trochę oswoiliśmy to miejsce dla innych? Bo brak dzieci w miejscu, gdzie jest wiele starszych osób, za pewne mających wnuki, jest dodatkowo przygnębiające.

Choroby, zwłaszcza w tym ostatnim stadium są straszne. Odruchowo każdy chce chronić przed tym dziecko, ale z drugiej strony – straszność wynika z naszej dorosłej świadomości tego co się dzieje.  Dla dziecka taka chora osoba to i tak jeszcze jedna interaktywna zabawka, względnie po prostu jeszcze jeden dorosły, o tyle fajniejszy, że skupia całą uwagę na maluchu.

Taszczymy tam dziecko, bo wyczytałam, że dla starszych, uziemionych przez chorobę osób, to wnuki są sensem życia, namacalnym dowodem, że „coś” się w życiu udało. Nasze sprawy, sprawy dorosłych dzieci, już nie interesują rodziców tak bardzo, bo chora osoba po prostu oddala się od codzienności dorosłego. Dziecko stanowi psychiczny bufor dla mnie i dla taty, nie trzeba wysilać się na sztuczną rozmowę. Przy ostatniej wizycie tata odezwał się tylko po to, żeby spytać się, czy przywieźliśmy małego (nie zauważył nosidełka).

Leave a Reply »»