cosleeping i pan dżdżownica
Człowiek buszując w sieci dowiaduje się różnych ciekawych rzeczy, np dowiaduje się, że wcale nie jest leniwcem, który śpi z dzieckiem, bo mu się wstawać w nocy nie chce. Jestem odpowiedzialnym rodzicem, który w ramach rodzicielstwa bliskości uprawia cosleeping. Od razu to lepiej brzmi. A tak serio spanie wspólne z dzieckiem wygląda o wiele lepiej w teorii niż w praktyce.
Najpierw przynosimy takie małe, bezbronne coś, co krztusi się przez sen i jest oczywiste, że śpimy razem, przynajmniej dla mnie było oczywiste, bo akurat sen mam lekki i spanie obok dziecka daje szanse interweniowania, gdyby się coś działo. Owszem, mlekopij kilka razy zakrztusił mi się własną śliną w pierwszych dniach naprawdę paskudnie. Tempo w jakim człowiek wybudza się w takiej sytuacji jest imponujące, żadna kawa tak nie działa. No ale, na początku układa się taką małą kruszynkę na specjalnym posłaniu z wałeczków utrzymujących malucha w pożądanej pozycji na boku. Nakrywa się malucha osobnym kocykiem i idzie spać obok. Jest super, do karmienia wystarczy wygrzebać malucha z jego posłania i przenieść na chwilę pod swoją kołdrę, da się to zrobić nie wystawiając nogi spod kołdry. Po jakiś 2 tygodniach maluch ogłasza strajk względem rzeczonych wałków, chce spać na wznak i już. A kocyk wykopuje prosto na swoją buźkę. Tym samym likwidujemy posłanko i dzielimy się z malcem własną kołdrą oraz przestrzenią spaniową. W dodatku przez sen cały czas przytrzymujemy kołdrę, aby małe było przykryte, ale z otworem gębowym ponad kołdrą. Uczymy się budzić, kiedy małe zsunie się całe pod kołdrę. Chwilę potem małe załapuje katar gigant i kończy się spanie na płaskim. Materac zostaje złamany w połowie i podniesiony mniej więcej na 45 stopni. Młode zadowolone śpi na skosie i nie dusi się od kataru, dorosły śpi w pozycji siedzącej i każdego ranka modli się, żeby kręgosłup jeszcze trochę wytrzymał. Po jakiś trzech tygodniach katar przechodzi a rodzicowi jest już wszystko jedno w jakiej pozycji śpi, może i na stojąco. No ale, rozpłaszczamy materac z powrotem, stwierdzając przy okazji, że jest już porządnie opluty przez malucha.
Na płaskim standardowej wielkości niemowlę okazuje się zajmować całe, dwuosobowe łóżko. Zostaje nam jakieś 15cm na brzegu i analogiczny skrawek kołdry. No ale przysypiamy na tym skrawku, dbając o wygodę dziecka i staranie pilnując żeby to ono było przykryte. Tymczasem mlekopij okazuje się ósmym wcieleniem dżdżownicy i mimo, że jeszcze nie raczkuje nawet, to przez sen pełza po całym łóżku do momentu, aż namaca rodzica. Po czym człowiek zostaje obudzony dostając małą łapką w nos, albo w oko.
Tym samym rozpoczęliśmy akcję „każdy kocha swoje łóżeczko”
A dla zachowania równowagi psychicznej
… i don’t do drugs, i get high on baby hugs
Posted by By: elffaran |
