Trzymać się z dala od mojego zderzaka!
Nie jestem kierowcą idealnym, nie ukrywajmy, zdarza mi się mieć na liczniku o te kilka(dziesiąt) kilometrów więcej, niż dozwolony limit (ale nie wielokrotność limitu, jak niektórym warszawiakom). Jednakże nawet przekraczając przepisy staram się zachować zdrowy rozsądek. Niestety patrząc na to jak jeżdżą inni to nie wiem, czy zamiast nadużywać określenia na męski narząd kopulacyjny, nie zacząć strzelać. (no nie zacznę, broni póki co nie mam). W szczególności do szału doprowadzają mnie kierowcy najeżdżający na mój tylny zderzak. Po co? Myśli taki, że mnie popchnie? Bo skoro jadę z taką szybkością jaką jadę to
albo szybciej nie chcę
albo szybciej nie mogę
w obu przypadkach pchanie się na mój zderzak niczego nie zmieni. A że na dodatek generalnie występuje przypadek pierwszy, to jak widzę samochód dobijający do mnie, raptownie mi się włącza chęć zostania praworządnym obywatelem. I jako tenże praworządny obywatel przypominam sobie, że limitu prędkości nie wolno przekraczać nawet na lewym pasie i nawet wtedy, gdy usiłuje się wyminąć konwój TIRów. I co robi praworządny obywatel? Ano zaczyna zwalniać do limitu, a że konwój ciężarówek też jedzie z taką prędkością to pchający się na zderzak dupek ma typowy przykład zakleszczenia. Także jak zobaczycie mały brudny samochodzik z wkurwionym BMW na ogonie to będę ja. A bo zapomniałam wspomnieć, że zwykle jak patrzę w tylne lusterko i widzę, że mam ogon, to jest to wypasione BMW wypolerowane na błysk. Czy osobnikom nabywającym te auta wykonują przy okazji lobotomię? Dla równowagi taki np kierowca mercedesa czy innego lexusa zazwyczaj potrafi z bezpiecznej odległości światłami pokazać, że się śpieszy i chce mnie wyprzedzić. Wtedy to owszem grzecznie staram się przepuścić, zwłaszcza że obecnie szybkim pasem jeżdżę, jak chcę wyprzedzić, a nie żeby się pościągać z własnym ego.
Tak całkiem BTW zdarzało mi się jeździć dużo za szybko. Mam na koncie dwa wypadki spowodowane moją nadmierną prędkością (a raczej bezgraniczną głupotą), w obu mogłam zginąć, z obu wyszłam bez szwanku (w przeciwieństwie do mojego ówczesnego auta, które pożegnało się z tym padołem). Więcej szczęścia mogę nie mieć, więc staram się uważać może i bardziej niż inni. A poza tym zawsze jeśli zaczynałam jeździć niebezpiecznie to robiłam to w nocy, na pustej drodze. Tak więc drogi kierowco, jak masz atak głupoty, postaraj się o warunki, w których twoja głupota nie weźmie innych na przejażdżkę na tamtą stronę Hadesu.
Posted by By: elffaran |
