Procentów nas nie uczono
Wczoraj współmałżonek lampił się w tv, a ja tak zwanym końcem ucha złowiłam z tejże tv fragment wypowiedzi maturzystki, której na maturze się nie powiodło. Owa panna stwierdziła, że złe wyniki matur z matematyki, to efekt tego, że „procentów nie zdążyliśmy przerobić”. Się zbulwersowałam i małżonek kazał mi usiąć spokojnie
.
No ja nie wiem jakich procentów nie przerabiali, chyba alkoholowych, bo ułamki dziesiętne to zdaje się nadal dość wcześnie pojawiają się w programie matematyki, bez nich po prostu trudno zrozumieć inne tematy.
Dotąd byłam przeciwnikiem przymusowej matury z matematyki, wychodząc z założenia, że w wieku lat 18 i kawałek człowiek jest dość dorosły i świadomy, żeby podjąć decyzję czego i jak chce się uczyć. Sama matury z matematyki nie zdawałam (mimo bycia na mat-fizie i mimo, że po kilku latach poszłam studiować informatykę), bo rezygnując z matematyki, mogłam nie chodzić do szkoły przez ostatnie pół roku i nadal zdać maturę, a z pewnych przyczyn parę miesięcy do szkoły chodzić nie mogłam. Tak więc – to już jest ten moment życia, kiedy człowiek powinien podejmować decyzję za siebie, źle by było gdyby odgórnie podjęto za mnie decyzję, co muszę zdawać, skazując mnie na niepotrzebne powtarzanie roku. Matematyki na poziomie egzaminu na studia nauczyłam się sama, kiedy potrzebowałam się nauczyć.
No ale po tej wypowiedzi z procentami zastanawiam się, czy egzamin z matematyki nie powinien być warunkiem wydania dowodu osobistego. Pal licho maturę, ale ktoś kto „nie przerabiał procentów” nie rozumie zapewne, że wódka od piwa różni się nie tylko smakiem, nie zrozumie dlaczego za promile traci się prawo jazdy, a o ordynacji wyborczej i podatkowej to już w ogóle nie ma co myśleć.
Posted by By: elffaran |
