the simpsons and the smoczek

Obserwuję jak mały mlekopij przez sen cmokta smoczek – wygląda jak uosobienie Maggi z Simpsonów, a zawsze uważałam, że to poruszanie smoczkiem jest kreskówkowo przesadzone. No i oczywiście w życiu bym nie uwierzyła, że smoczek jest w życiu rodzica niezbędnym bezpiecznikiem bomby. Normalnie szkoda, że nie można tegoż smoka przykleić plastrem do ryjka. Może da się chociaż przymocować gumką recepturką do uszów? Bo zabawa „ja wypluwam smoczek, ty podajesz i tak tysiąc pięćset razy, a jak nie to będę wyć” bywa męcząca. Co więcej mały mlekopij potrafi sam zassać zgubiony smoczek leżący koło buzi, ale robi to wyłącznie wtedy gdy chce spać, a nie bawić się.

2 Responses to the simpsons and the smoczek »»


Comments

  1. komentarz by depesz | 2011/09/21 at 16:48:53

    Witamy w rzeczywistości. Dzieci są okropne. A potem – jeszcze gorsze.

    Ale jakoś tak wychodzi, że im się to wszystko przebacza – przynajmniej w moim przypadku.


Trackbacks & Pingbacks »»

  1. [...] smoczka nie kończy się na prostym podawaniu milion pięćset razy, z czasem nabywamy doświadczenia i zostajemy starszym operatorem smoczka. [...]

Leave a Reply »»