fryzjer jak frustracja
Strzygę się sporadycznie, idąc do fryzjera nie oczekuję, że magicznie zmieni mój wygląd na wygląd gwiazdy filmowej, ani że z pyzatej szatynki zrobi eteryczną blondynkę. Do tej pory wychodziłam z założenia, że każdy fryzjer/fryzjerka ma opanowany zestaw czynności podstawowych w rodzaju „podciąć włosy”, „wyrównać”, „ostrzyć na krótko”, „wygenerować grzywkę”, toteż nigdy nie szukałam renomowanego fryzjera i też jakoś nigdy specjalnie efektem nie byłam rozczarowana. Owszem, czasem mi się wydawało, że można by dłużej lub krócej, kilka razy udało mi się wybrać kolor, który do mnie drastycznie nie pasował, ale nigdy wcześniej nie wyszłam od fryzjera totalnie zfrustrowana.
Ze względu na zbliżające się zmiany w życiorysie postanowiłam ostrzyc się na krótko, po prostu nie wydaje mi się, żeby poród i mały bebik dobrze się komponowały z włosami, które akurat osiągnęły długość w sam raz na czesanie w kok i różne takie. Poszłam do fryzjerki, która akurat miała czas, i opisałam, że chcę krótko z dłuższą grzywką, tak żeby przez najbliższe dwa miesiące nic nie musieć z fryzurą robić. No powiem szczerze, że powinnam przeczuć nadchodzące nieszczęście, po tym jak panią zatchnęło i zaczęła się upewniać „o Boże, ale tak na krótko maszynką?” No ale jak ten jeleń grzecznie wyjaśniłam, że nie maszynką, przecież nie chcę wyglądać jak rekrut i chcę grzywkę, asymetryczną, bo u mnie grzywka równo się nie układa. Prawdopodobnie gdyby ostrzygła mnie maszynką, to by przynajmniej równo było…
Nie, nie wyglądam jak rekrut, wyglądam jakby mnie wypuścili z jakiegoś obozu chorych na tyfus, gdzie strzygł pijany woźny. A zamiast grzywki mam dziwnie wygryziony ząbek, bo się pani najpierw krzywo obcięło (co nie jest dziwne, jak się strzyże chaotycznie we wszystkich kierunkach, zamiast w kierunku, w którym grzywka ma się znaleźć), a potem próbowała to wyrównać. No i rzeczywiście, przez najbliższe 2 miesiące nic się z tym nie da zrobić, nawet wyrównać, co najwyżej mogę obciąć się na zero. To nie była jakaś młoda fryzjerka, kobieta wyglądała na bliską 40, strzyże pewnie od jakiś 20 lat i nie potrafi zrobić grzywki. Jak można przez 20 nic się nie nauczyć?
I tak naszło mnie kilka refleksji. Po pierwsze – naprawdę płacąc za tą usługę czułam się fatalnie, niezależnie od niskiej kwoty, czułam się jakbym płaciła za to, że ktoś ma mnie w dupie. Z drugiej strony – jak można się zachować w takiej sytuacji? Obiektywnie – chciałam krótko, to mam krótko, umowa z fryzjerem zakłada pewien zestaw umiejętności fryzjera i pewną dozę zaufania, nie da się tego zobiektywizować. Tak więc od teraz będę jednak korzystać z renomowanych salonów i nawet się normalnie zacznę umawiać do fryzjera (czego szczerze nienawidzę, bo ja się lubię do fryzjera wybrać jak mam akurat taki nastrój, a nie planować to tydzień wcześniej)
A poza tym – jak można tak źle wykonywać swoją pracę? Nie chodzi nawet o rutynę, ale o ewidentny brak chęci nauczenia się czegokolwiek, bo jak wytłumaczyć, że nie najmłodsza już fryzjerka, nie potrafi wygenerować grzywki? Osobiście męczyłabym się pracując tak źle, bo nie miałabym z pracy satysfakcji żadnej. Robisz coś, wychodzi ci przysłowiowe g i co dalej? Bierzesz kasę i robisz dalej tak samo źle? Fryzjer to zawód, który z jednej strony trochę wymaga, z drugiej strony wydaje mi się, że może naprawdę dać sporo frajdy. Widziałam już panie, które naprawdę się cieszyły, że mogły mnie z długich włosów wystrzyc na krótko i jeszcze namówić na ufarbowanie, a potem kontemplowały swoje dzieło, jakby im się co najmniej drugą Wenus z Milo udało wyrzeźbić. Jednak nawet pominąwszy to, że ta konkretna praca może być naprawdę kreatywna, to w gruncie rzeczy każdą, najgłupszą pracę, wykonuje się przyjemniej, jeśli człowiek ma poczucie, że jest w tym dobry. A przynajmniej ja tak mam. Jako studentka wykonywałam różne głupie rzeczy jak wprowadzanie danych i naprawdę – fajniej jest, jak znajduje się sposoby, żeby to robić szybciej/dokładniej niż jak się po prostu bezmyślnie klepie ignorując błędy ortograficzne.
No chyba, że niektórzy czerpią satysfakcję z tego, że udało im się odbębnić kolejny dzień nie włożywszy w pracę wysiłku i nadal mogą się z tego utrzymać?
Posted by By: elffaran |
