jacy głupi ci Rzymianie

… po przeczytaniu dziennikarskich komentarzy do ustaw i ich skutków chciało by się westchnąć jak znana postać z komiksu. To że politycy mówią, tyle ile społeczeństwo chce usłyszeć, to normalne (w końcu poselska pensja jest niezła, a spora część z nich nie potrafi znaleźć pracy, jak się nie załapie na mandat), ale dziennikarze powinni być tą bystrzejszą i bardziej dociekliwą częścią społeczeństwa. Tymczasem obecnie być dziennikarzem to normalnie prawie taki wstyd jak być posłem.

Z przyczyn oczywistych obserwuję losy tak zwanej „ustawy żłobkowej” i zdumienie ogarnia mnie coraz większe. Najpierw dziennikarze (a za nimi i zwykli ludzie) wyrażali wielkie nadzieje, jak to po wprowadzeniu tej ustawy tanie, gminne żłobki pojawią się na każdym skrzyżowaniu. No pięknie, rzecz w tym, że na podstawie tegoż, co ci sami dziennikarze pisali o ustawie – nie było tam nic, co pozwalałoby mieć takie oczekiwania.

Ustawa wprowadziła dwie zasadnicze zmiany, po pierwsze żłobki przestały być zakładami opieki zdrowotnej, a po drugie nianię można legalnie zatrudnić i zarejestrować w gminie jako nianię właśnie. Obie zmiany bardzo potrzebne i legalizujące nieco bałagan powstały wokół opieki nad najmłodszymi, ale jak to się ma do liczby miejsc żłobkowych? Po prostu nijak. Ani administracja centralna, ani gminy nie mają obowiązku tworzenia miejsc w żłobkach. Gminy, które to robią, robią to niejako „hobbistycznie”, a większość żłobków to pozostałość po dumnych czasach PRL’u, w którym to systemie nikt nie oczekiwał, że kobieta będzie siedzieć w domu z dzieckiem.

Teoretycznie radni w gminach, gdzie jest dużo młodych rodziców, powinni chcieć zakładać żłobki, żeby uzyskać wsparcie w wyborach, ale bądźmy realistami – wielu młodych rodziców głosuje gdzie indziej, mieszka gdzie indziej, a dziecko do żłobka chciało by jeszcze gdzie indziej oddać. Poza tym w miastach, gdzie problem żłobkowy jest istotny, zwykle nie ma bezpośrednich kontaktów radny – wyborca, głosuje się i tak z klucza partyjnego (albo na gamonie i krasnoludki jak już się ma dość)

Po wejściu w życie „ustawy żłobkowej” pojawiło się wielkie zdziwienie, że nie tylko żłobki nie powstają, ale i w istniejących gminy podnoszą ceny. No ojej, a dlaczego miały powstawać? Te prywatne miejsca, jakie mają szansę uzyskać klientów już istnieją, tylko dotąd nazywały się „kluby malucha”, albo funkcjonowały pod przykrywką przedszkoli. Prywatne żłobki są drogie i liczba osób, które mogą sobie na nie pozwolić jest ograniczona. Jeśli stanieją to niewiele, bo opieka nad maluchem jest droga, w końcu ktoś tę pieluchę musi regularnie zmieniać. A że właśnie – taka opieka jest droga, to gminy też chciały by być gospodarne i trochę więcej z tego tortu uszczknąć dla siebie, zamiast wydawać na kosztowne hobby. I tak oto niektóre gminy dobiły w wysokości opłat za żłobek „dla najbogatszych” do poziomu opłat za żłobki prywatne. Przy czym do przegródki „najbogatsi” wpadają całkiem przeciętne małżeństwa, gdzie obie osoby pracują. A że kobiety zwykle zarabiają mniej od partnerów, to znów kolejna rzesza mam stanie przed wyborem – oddawać całą swoją pensję na żłobek, albo zostać w domu.

No dobrze, podziwili się, podziwi nad oczywistościami i ucichło, aż do kolejnego zdziwienia. Otóż pewien poboczny pomysł z ustawy okazał się niewypałem. Nie ma chętnych na opiekunów dziennych, a konkretnie… nie ma chętnych do płacenia za kurs uprawniający do bycia opiekunem dziennym. No doprawdy, baaardzo dziwne. Opiekun dzienny, to osoba, która za pensję wspólnie finansowaną przez rodziców i gminę ma zajmować się kilkorgiem dzieci w swoim mieszkaniu. Aby móc to robić, musi wcześniej skończyć kurs. W ustawie to wszystko wygląda ładnie i pewnie dla dzieci takie rozwiązanie jest lepsze i bardziej naturalnie niż żłobek. A dla rodziców lepsze, bo bardziej kontrolowane niż niania. Tylko że ponownie – ustawa nie nakłada na gminę obowiązku zatrudnienia iluś opiekunów dziennych na liczbę dzieci w gminie. Czyli osoba chcąca być opiekunem musi zapłacić za kurs ( takie kursy kosztują 800-1800 zł) a potem liczyć na cud. Większość gmin póki co, nie jest zainteresowana zatrudnianiem takich opiekunów. A te gminy, które chciały by, to chciały by ustalić stawki na wysokości 3-4zł za godzinę. Haaalooo 3 zł za godzinę opieki nad 5 wrzeszczącymi i sikającymi maluchami we własnym mieszkaniu! Widzicie te kolejki chętnych? Bo ja nie bardzo. Niani do jednego dziecka trzeba dać 8-16 zł do łapki za godzinę i taka niania siedzi w domu klienta. Przy czym te nianie nie muszą mieć absolutnie żadnych kursów, ani użerać się z gminnymi urzędnikami.

I biorąc pod uwagę to wszystko, to ja się naprawdę dziwię… dziennikarskiemu zdumieniu w tym temacie.

Leave a Reply »»