Straus-Khan i różnice między męskim a damskim postrzeganiem świata
Jest sobie bogaty, prominentny polityk, wówczas szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego i jest sobie całkiem nic nie znacząca pokojówka. Nie dość, że bida z nędzą, to jeszcze emigrantka. Ona twierdzi, że on ją zgwałcił, on twierdzi, że sama chciała. Słowo przeciwko słowu. Normalnie sprawa nie zaistniałaby w mediach, słowo emigrantki nie ma żadnego znaczenia przeciwko słowom władców, ale Strauss-Khan jest akurat nie wygodny na pozycji szefa MFW. Sprawa jest więc dyskutowana, aż do momentu jak uda się zepchnąć kolesia ze stołka. I tu mniej więcej kończy się identyczne postrzeganie sprawy przez kobiety i mężczyzn.
Męski punkt widzenia, to „biedy człowiek, złamali mu karierę przez fałszywe oskarżenia”. Pojawiły się w mediach informacje o niewiarygodności zeznań kobiety, gdyż
-jest biedną emigrantką i zamierzała na sprawie zarobić
-ma kontakty z dilerami narkotyków (zła kobieta nie może być zgwałcona, taka to zawsze sama chce)
-była prostytutką (zarzut wykreowany przez media, kobieta pozwała gazety do sądu)
Jak wiadomo prostytutki zgwałcić się nie da z definicji (krew mnie zalewa jak słyszę taki argument, to tak jakby twierdzić, ze skoro sprzedajesz orzechy, to nie da się tobie tych orzechów ukraść, bo i tak chcesz się ich pozbyć, więc zasadniczo powinnaś radośnie oddawać sama, bez proszenia, a jak nie oddajesz to słusznie ci się należy dostać w pysk przy okazji)
Poza tym kobieta ma nieść swój krzyż w milczeniu, a nie próbować uzyskać zadośćuczynienie finansowe swojej krzywdy. Na własnej krzywdzie zarabiać mogą tylko mężczyźni.
Damski punkt widzenia to kolejne rozczarowanie, że sprawa zasadniczo została uznana za zamkniętą jak tylko Straus-Khan przestał być (zapewne zresztą chwilowo) głównym rozgrywającym. A skoro cel został osiągnięty, to kumpla trzeba ratować kosztem kobiety, która w końcu i tak jest biedna i głupia, można więc wypisywać w prasie dowolne oskarżenia pod jej adresem (i zdziwić się, że jednak umiała wytoczyć proces o zniesławienie). W Stanach już pojawiły się żądania deportowania kobiety, deportowania do kraju, w którym została wcześniej zgwałcona i gdzie zabito jej męża.
Niestety męski punkt widzenia dominuje w mediach, przypadki nadużyć seksualnych przez prominentnych polityków są często wyciągane, kiedy delikwent staje się niewygodny i zwykle uderzają niemal wyłącznie w kobiety będące ofiarami tych ekscesów (żeby nie szukać daleko, to czy ktoś ma za złe Billowi Clintonowi Monikę? A Monice sprawa zrujnowała karierę. Podobnie z Arnoldem Szwarcenegerem i jego panienkami, Arnold zaczął tracić grunt dopiero jak mu żona zaczęła dywanik spod nóg wyciągać, bo ważne są tylko opinie i krzywda nielicznych kobiet z klasy uprzywilejowanej.)
Wszystko wskazuje, że to również nie był jedyny wyczyn byłego szefa MFW, ale fakt, że pojawiły się inne oskarżenia, o dziwo nie podważa jego wiarygodności (bo to biedny człowiek, któremu karierę zniszczono). Zresztą tu pojawia się kolejny problem. Kobiety boją się, że takie sprawy pozbawią je wiarygodności na innych płaszczyznach (tak się zresztą dzieje, patrz przypadek Moniki Lewinsky), w związku z tym pisarka/dziennikarka Tristiane Banon, która również oskarża Straus-Khana, nie chce zeznawać na procesie emigrantki, której wiarygodność jest podważana. I koło się zamyka. A wpływowi politycy nadal będą czuć się bezkarni.
Posted by By: elffaran |
