Terror karmiącego cyca
„Komu to się nie podoba?” napisano z zdziwieniem w wyborczej kilka dni temu o tym, że galeria Pociąg do Sztuki, która mieści się właśnie w metrze w Warszawie, odmówiła zorganizowania wystawy fotografii promującej karmienie piersią. No bo przecież idea szczytna i tylko zacofany moher jej nie popiera.
Otóż mnie się nie podoba. Po pierwsze karmienie piersią należy ewidentnie do sfery prywatnej, a nie publicznej i nie należy go umieszczać gdzieś między skasowaniem biletu, a ostatnim papieroskiem przed wskoczeniem do pociągu, ale o tym za chwilę.
Zacznę od tego jak dokładnie fundacja „Mleko Mamy” wspólnie z galerią chciała promować karmienie piersią. Otóż zorganizowali konkurs na najładniejsze zdjęcie w tym temacie. Super i jakie zdjęcia wygrały? Numer jeden – niemowlę mamlące sutek, normalnie marzę żeby to mamlanie obejrzeć w powiększonej skali, co najmniej taki billboard jak na biurowcu uniwersalu, nie ograniczajmy się do metra, niech kosmici też zobaczą jakie mamy sutki. Sutki najwyraźniej samobieżne, bo kobiety tam nie ma. Numer dwa – naprawdę ładne zdjęcie macierzyństwa – kobieta z jednym dzieckiem na szyi a drugim „podwieszonym” u piersi, ona i zmęczona i uśmiechnięta. Takie zdjęcia zapewne rzeczywiście nikogo nie urażają, ale tuż za nim numer trzy, czyli zestaw – dwa zbliżenia na samobieżny sutek, oraz trzecie na to jak niemowlę finalnie dorwało się do sutka. Gdybym to ja miała decydować, czy takie zdjęcia umieścić na bilbordach w metrze – odmówiłabym bez zastanowienia, bo z próbki wynika, że jedynie mniejszość wśród tych zdjęć to zdjęcia uniwersalne i estetyczne, pozostałe mają ambicje być raczej kontrowersyjne i traktują kobietę przedmiotowo. Miejsce takich zdjęć jest w albumach albo zamkniętych galeriach, do których idzie się świadomie. Zwycięskie zdjęcia można zobaczyć np tutaj
Jakiejś grupie karmiących się nie spodobała odmowa i urządziły pokaz karmienia na zawołanie w metrze. Mam wrażenie, że te kobiety desperacko potrzebują uwagi od swoich partnerów, bo co innego kobietę może skłonić do pokazywania cycków w metrze i rozglądania się czy fotoreporterzy fotografują? We mnie bunt budzi sprowadzenie kobiety i matki do funkcji sutka i raczej organizowałabym protest niż poparcie dla takiej idei. Za jakieś dwa miesiące urodzi się Mały i zapewne przynajmniej spróbuję karmić go piersią i po prostu nie wyobrażam sobie, żebym dla świata stała się w związku z tym chodzącym sutkiem podporządkowanym potrzebom dziecka. Jak też nie wyobrażam sobie karmienia w komunikacji miejskiej, bo mnie zupełnie nie kręcą obcy ludzie przyglądający się intymnym momentom.
Czy to się karmiącym mamą podoba, czy nie, sutek obcej kobiety jest interpretowany jako sygnał seksualny i jest to mechanizm podświadomy. Jeśli więc wystawia się te sutki w miejscu publicznym, to należy liczyć się z kontrowersjami, a nie wzruszeniem nad macierzyństwem. Metrem poruszają się różni ludzie, i tacy dla których nagość i seks jest tabu, i tacy, których dzieci odrzucają i również tacy, którym kobieca nagość działa na nerwy. Dlaczego mniejszość karmiąca ma terroryzować innych? Drażnią mnie argumenty w rodzaju „a nagość w reklamie, gołe dupy nastolatek i reklamy burdeli to WAM nie przeszkadzają”. Gdzie WY to oczywiście zacofane mohery, sfrustrowane feministki i aspołeczni starzy kawalerowie, bo każdy normalny człowiek mający rodzinę MUSI być zachwycony karmieniem piersią. Nie musi, z karmieniem piersią jest jak z jedzeniem palcami – w gronie prywatnym, rodzinnym, koleżeńskim budzi sympatię, czułość czy rozbawienie, w gronie publicznym, wśród obcych ludzi budzi zażenowanie i niesmak. Nie jesteśmy jedną wielką rodziną, wobec obcej baby odsłaniającej cycki mam całkiem inne odczucia niż wobec kuzynki czy koleżanki. A poza tym – gołe dupy w reklamie i reklamy domów publicznych też mnie drażnią, ale póki co – są o wiele mniej dosłowne, niż to co chciała zaserwować fundacja „Mleko Mamy” . Poza tym damy negocjowalnego afektu nie uważają, że mogą swe walory odsłaniać w dowolnym miejscu miasta.
Rozumiem, że dziecko trzeba nakarmić i zwłaszcza niemowlę je o wiele częściej niż dorosły i krócej może poczekać. Absolutnie jednak nie wierzę, że to musi działać na zasadzie „ojej, jak mnie zaskoczyło, ze dziecko jest nagle głodne w zatłoczonym autobusie i absolutnie muszę tu i teraz go nakarmić”. Można wysiąść, albo można nakarmić wcześniej, bo zwykle jednak dziecko głodnieje w określonych interwałach czasowych. Macierzyństwo to nie pociąg pospieszny, a karmienie piersią to nie McDrive. Skoro tak podkreśla się, że karmienie piersią ma budować bliskość między matką a dzieckiem, to dbajmy o tą bliskość. Karmiąca na osiedlowej ławce czy w parku na pewno zbierze mniej złośliwych komentarzy i mniej gapiów, niż karmiąca w metrze i będzie się mogła skupić na dziecku, a nie na widzach.
Tyle że – te super aktywne mamy nie mają czasu się zatrzymać nawet na karmienie. Ktoś im wmówił, że urodzenie dziecka nic w ich życiu nie zmieni, ot pakujesz takiego Malucha w plecaczek, chustę czy inne nosidełko i biegusiem na miasto, a wieczorem do knajpy z koleżankami. A jak zapiszczy to karmisz, tak gdzie stoisz, planowanie kiedy dziecko ma zjeść to już za dużo. Karmić i przewijać będziesz np w knajpie na stole, bo pomieszczenia do opieki nad dzieckiem „są jak kible”(cytat z jednego z forów), nie ma więc sensu się domagać takich pomieszczeń. Jakiś czas temu taka jedna pani nakarmiła dziecko w muzeum. Ot tak, dziecko zachciało jeść, to go nakarmiła, a że ona wykształcony historyk sztuki czy coś, to do wystawy też ma prawo, a co. Ochrona ją wyprosiła, ale potem muzeum gęsto przepraszało. Moim zdaniem przepraszać nie powinno, bo dla każdego człowieka z maturą powinno być oczywiste, że w muzeum się nie je, nie ważne czy masz 4 miesiące, 4 lata czy lat 40. Nie jesz, bo możesz coś zabrudzić. Małemu dziecku to się np ulewa, albo czasem wypluwa. A matka, która karmi w muzeum piersią zapewne za kilka lat da swemu potomkowi czekoladowy batonik do pociamkania w muzeum, bo czemu nie, jak ono musi? No ale gdyby muzeum nie przeprosiło to zamiast wystawy obrazów miało by wystawę karmiących cyców.
Może lepiej gdyby coponiekóre najpierw kupiły psa? Z psem nie wpuszczą cię do knajpy ani do muzeum, jeśli nie znajdziesz opieki dla psa to nie wyjedziesz na weekend i być może nie zdążysz obejrzeć wystawy, bo trzeba wrócić do domu, żeby psa wypuścić na sikanko. W autobusie psa musisz dobrze pilnować, bo nikt nie potraktuje cię ulgowo, do zatłoczonego autobusu w godzinach szczytu z dużym psem nie wsiądziesz, musisz tak planować, żeby pojechać pustym autobusem a i tak zawsze ktoś cię ochrzani. Psa trzeba karmić regularnie i wracać do domu w określonym czasie. O ironio, wychodzi na to, że posiadanie psa to większe poświecenie niż posiadanie dzieci…
A na zakończenie scena, jak to niektóre panie rozumieją „dyskretne karmienie piersią, które nikomu nie przeszkadza”. Centrum, autobus, godziny szczytu. Ciasno tak, że zasadniczo stoisz na palcach jednej nogi i trzymasz się jedną ręką. Po jakimś czasie rezygnujesz z trzymania się, bo w tłumie i tak nie ma szansy się przewrócić, ani obrócić ani zrobić cokolwiek. Karmiąca mama postanowiła napaść swojego ssaka. W związku z tym zasadniczo oba cycki ma na wierzchu, ssak nie jest zainteresowany, mama pcha mu sutka do buzi, ssak odpycha i wrzeszczy, im bardziej mama pcha tym bardziej ssak jest zapluty, obśliniony i wrzeszczący. Nie ma szans na odwrócenie się tyłem do tej wzruszającej sceny, efekty dźwiękowe też pominąć się nie dają.
Posted by By: elffaran |
