na listonosza wszystkie psy szczekają
Mamy w okolicy listonosza, który zamiast większych listów, lub paczek, zawsze wrzuca awizo, że adresata nie zastał. Czasem robi to, gdy adresat właśnie obserwuje go zza płota, albo też gdy adresat już dawno paczkę odebrał. A jak ma wyjątkowy udany dzień, to wpisuje na awizo zły adres odbiorcy, niewłaściwą pocztę (mamy 3 w okolicy), albo w ogóle wrzuca do skrzynki cudze listy (dzięki czemu już kiedyś zaliczyliśmy poszukiwania odbiorcy listu, który znalazł się w naszej skrzynce). W sumie – mnie to nie rusza, przyzwyczaiłam się. No i zapewne też by mi się nie chciało wozić paczek na rowerku. Irytuje mnie tylko awizowanie paczek już odebranych, ale to ostatecznie nie zdarza się aż tak często.
Listonosz ma jeszcze jedną cechę prawdziwego listonosza – nie lubi psów z wzajemnością… To, że listonosz jedzie można poznać po niosącym się echu szczekania. Odkąd siedzę w domu (a raczej na ogródku), wrzucanie do mojej skrzynki awizo „adresat nieobecny w dniu…” stało się najwidoczniej lekko krępujące i listonosz przeszedł do kontrataku. Mianowicie za każdym razem poucza mnie, że pies jest niezabezpieczony, między innymi furtka nie jest zamknięta na kłódkę. No szczerze mówiąc nie zauważyłam, żeby mój pies wyhodował sobie chwytne palce zdolne otwierać różne zamknięcia, o czym za każdym razem cierpliwie informuję naszego najdroższego listonosza.
Ostatnim razem listonosz strzelił focha „żeby nie było, że nie ostrzegałem, jeszcze pani pożałuje”. W związku z czym dziś tłumaczyłam straży miejskiej, że mój stary, wygrzewający się w piasku pies, nie jest w stanie przeskoczyć prawie 2 metrowego ogrodzenia, ani sforsować zapór z palet, które ułożyliśmy dookoła. Na temat zamykania furtki panowie jakoś nie dyskutowali, widocznie też zauważyli, że pies chwytnych palców nie ma… Pies do straży poczuł sympatię większą niż do listonosza, szczekał słabo, po czym demonstracyjnie poszedł do domu jak tylko uchyliłam drzwi. A panowie stwierdzili, że przepraszają, ale sama powinnam wiedzieć, że teraz na takie psy jest nagonka (kiedy wreszcie ktoś zrobi reportaż o kochanych staffikach i krewnych pitbullka?). No jest, ale mam nadzieję, że dzisiejsza demonstracja posłusznego pieska załatwi sprawę (nie zawsze jest aż tak demonstracyjnie posłuszny)
Niemniej w związku z zaistniałą sytuacją – wie ktoś może, gdzie złożyć skargę na pracę listonosza? W końcu życzliwość za życzliwość…
Tak przy okazji – zasieki czyniące nasze ogrodzenie mało estetycznym ułożyliśmy właśnie, żeby psa powstrzymać przed wyprawami w nieznane. Raz, że dla niego to niebezpieczne (nie potrafi przechodzić przez ulicę, nie rozumie, że czasem inne psy chcą go zaatakować), dwa, że owszem rozumiem niechęć sąsiadów do trochę dużego pieska, który przesiadywał im pod furtką. Tyle, że sąsiedzi poskarżyli się mojej mamie, a nie straży miejskiej. Taka mała różnica. A w okolicy, gdzie co jakiś czas panowie wyrzucają mi butelki po procentach w krzaki, całkiem miło jest mieć na własnym podwórku dużego pieska. W końcu nikt nie musi włazić na to podwórko i zapoznawać się z pieskiem.
Posted by By: elffaran |
