Proszę Państwa oto Miś
Miś jest bardzo grzeczny dziś.
Chętnie Państwu łapkę poda.
Nie chce podać? A to szkoda…
Na zdjęciu mój misiowaty pitbulterier plus kot. Jak widać kot się nie boi, a pitbulterier nie zamierza go zjeść. A miś łapki nie poda, bo go nigdy tego nie nauczyłam, nigdy też nie był na specjalnym psim szkoleniu, które to szkolenia mają uczynić z psów uosobienia grzeczności. Mimo braku szkolenia jest psią przylepą, nie skacze na ludzi, myje swoje koty (a przynajmniej próbuje, koty nie są do tego entuzjastycznie nastawione), nie warczy, nie szczeka w domu (co mu nie przeszkadza obszczekiwać świat po drugiej stronie ogrodzenia oczywiście).
To będzie wpis wywołany kolejną informacją o tym, że amstaff pogryzł dziecko. Hektor jest akurat bardzo „amstafowaty” w wyglądzie i rozmiarze, chociaż zgodnie z wytycznymi polskiego związku kynologicznego jest zwykłym kundlem. No ale dla sąsiadów i listonosza jest „amstafem”, w związku z czym pewnie znów listonosz mi powie, że pies biegający po podwórku jest niedostatecznie zabezpieczony (pewnie go drutem kolczastym powinnam obwiązać). Dzięki paranoi podsycanej przez media, listonosz boi się domowego psa zamkniętego na podwórku, bardziej niż dzikich psów biegających luzem.
Niestety media robią bardzo złą robotę siejąc propagandę, że amstafowate rasy są predestynowany do zagryzania wszystkiego dookoła, z rodziną właścicieli na czele. Tymczasem jedyną winą tych psów jest to, że stały się modne wśród pospolitych dresów, którym się wydaje, że agresywny pies dodaje uroku ich napakowanym karkom. Agresji można nauczyć każdego psa. Paradoksalnie rasy wyhodowane do walk psów są o wiele spokojniejsze i bardziej opanowane niż np psy myśliwskie. Pewnie dlatego pies, który potrafi bez problemu skruszyć kość wołową, tylko pogryzł, a nie zagryzł. Aczkolwiek to nie zmienia faktu, że polskim właścicielom psów brakuje elementarnego rozsądku, a reszta społeczeństwa też nie rozumie, że wobec każdego psa obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Tak samo niebezpieczny jak amstaff, jest wilczur, terier i praktycznie każdy pies, który potrafi rozdziawić szczękę wystarczająco szeroko, żeby złapać za nogę lub rękę. Do szału doprowadzają mnie ludzie przyprowadzający swoje duże pieski do weterynarza bez założenia im kagańców, „bo przecież to wilczur”. Znaczy wilczur zębów nie ma? Może jest słabszy od pitbulteriera, ale wystarczająco silny żeby zrobić krzywdę człowiekowi lub innemu psu. Równie „sympatyczne” są małe pieski, które warczą mi u kostek, czekając na chwilę nieuwagi, żeby mi się w kostkę wbić, a właściciel uśmiecha się „proszę się nie bać, one nie ugryzą, to małe pieski…” Jassne. Jestem całkowicie pewna, że mój piesek też nie ugryzie, ale pan miałby coś przeciwko, gdyby to on warczał pod nogami? Zresztą duży pies mnie nigdy nie ugryzł, a taki mały uroczy pudelek to i owszem, skorzystał z chwili mojej nieuwagi.
Hektora dostałam jako dorosłego psa. Przedtem trochę poczytałam o rasie. Na polskich stronach jest masę informacji o tym jak zwiększyć u psa siłę ścisku szczęk, wytrzymałość etc i zdjęcia wyszczerzonych pitbulterierów z obciętymi uszami. Na amerykańskich… zdjęcia pitbulterierów z uszami jakie im Pan Bóg dał i ze stadem dzieciaków poprzytulanych do psa. Zdaniem amerykanów to świetny pies rodzinny, cierpliwy, spokojny, odporny na ból, więc dzieciak może go szturchać w żebra. Dobierając psy do walk psów, eliminowano osobniki wykazujące niekontrolowaną agresję wobec ludzi, to są spokojne psy. Nie zmienia to faktu, że żadnego psa nie można zostawić z dzieckiem bez kontroli. Pies to zwierzę stadne. Słucha się przewodnika stada, ale to nie znaczy, że nie spróbuje podnieść swojego miejsca w stadzie, jeśli na przykład przypadkiem przewróci dziecko. Bo małe dziecko w oczach psa to dysonans poznawczy. Z jednej strony to „szczenię”, ale z drugiej strony nie ustępuje z drogi , nie obsikuje się okazując podporządkowanie i stoi w hierarchii wyżej niż dorosły pies.
A tak całkiem na marginesie, kiedy kilka dni temu zbieraliśmy się, żeby pojechać na ostry dyżur, najbardziej przerażonym członkiem naszego domowego stada był pies. Widok trzęsącego się z strachu pitbulteriera – bezcenny. W takich chwilach widać jak bardzo Hektor jest przywiązany do rodziny. Pies odmówił wyjścia z domu, nawet na poranne sikanko.
Posted by By: elffaran |
