Pratchett i biblioteka

Zapisałam się do biblioteki jakiś czas temu. Na początek biblotekarka zdziwiła się, że nie pracuję i zaczęła rozważać co ona ma wpisać w miejsce na zakład pracy. No doprawdy interesujące, że miejsce pracy z punktu widzenia biblioteki jest aż tak ważne, jakoś nie widzę tam stad ludzi pracujących (w ogóle żadnych stad, tak szczerze mówiąc), być może dlatego, że przybytek przez pół tygodnia czynny jest do 16, a w pozostałe dni do 18. Dopóki pracowałam, nigdy nie udało mi się zajrzeć do środka. A co do samej biblioteki uczucia mam bardzo mieszane, z jednej strony widać, że takie instytucje cierpią na permanentne niedofinansowanie, z drugiej strony – czy to nie powinny być miejsca z misją? Misją kulturalną znaczy się. Może czasem lepiej kupić mniej a bardziej oryginalnie?

Biblioteka ma pełen przekrój fantasy (dzięki czemu mogę sobie doczytać kilka części „Świata Dysku”), równie wiele SF, tony kryminałów, ładny rządek horrorów Mastertona i Harlequinów (a tak, w różnych kolorach nawet, znaczy różne serie, na ten widok poczułam się tak trochę rozczarowana, tak jak biblioteki nie gromadzą pornosów, tak też nie powinny gromadzić Harlequinów i Mastertona, bo czytanie tych pozycji to naprawdę prymitywna masturbacja umysłu), z nowości całkiem sporo Pilipiuka. Niestety bardzo niewiele jest książek ambitniejszych. Szkoda, bo miałam nadzieję doczytać wszystkie te rzeczy, których nie zdążyłam przeczytać w liceum i na studiach, tudzież „rozszerzyć horyzonty”.

I jeszcze a propos misji – interesującą koncepcją wydaje mi się organizowanie w bibliotece wieczorków dyskusyjnych dla osób, które przeczytały określoną pozycję… której nie ma w żadnej z sieci bibliotek gminnych. Biblioteki promujące kupowanie książek samemu?

A to w ramach „doczytywania”: Terry Pratchett, „Wiedźmikołaj”

Muszę powiedzieć, ze zespół Myślaka Stibbonsa nieodmiennie przypomina mi pewien okres w pracy, ale cytaty będą nie o Myślaku, tylko o „filozofii życia” :)

„Człowiek może przez lata podglądać prywatne życie cząstek elementarnych, a potem nagle odkrywa, że wie albo kim jest, albo gdzie jest – ale nie jedno i drugie na raz”.

„LUBIĘ TEN WYRAZ NA ICH TWARZYCZKACH, oświadczył Wiedźmikołaj.

-Znaczy ten rodzaj przerażenia i podziwu, i niepewności, czy mają się śmiać, czy płakać, czy siusiać w spodnie?

TAK, TO DOPIERO JEST PRAWDZIWA WIARA”

Terry Pratchett, „Wiedźmikołaj”

Leave a Reply »»