O wrażliwym sumieniu
Gdybym była filozofem, albo chociaż socjologiem moralności, napisałabym rozprawę o dwoistości wrażliwego lekarskiego sumienia, z szczególnym uwzględnieniem sumienia ginekologów, które w swej złożoności godne jest przynajmniej pracy doktorskiej. Jednak filozofem nie jestem, więc mnie całkiem zwyczajnie wkurwiają (hmm, czas spróbować używać słowa „irytują”…) informacje o lekarzach, pracujących na kontraktach z NFZ, którym sumienie nie pozwala wykonywać zakontraktowanych przez NFZ, i jak najbardziej dozwolonych przez prawo, usług.
W kwestii wrażliwości sumienia na kontrakcie przodują ginekolodzy, którzy jakimś przypadkiem przodują też w prywatnej praktyce, gdzie sumienie im jakoś nie przeszkadza, ale na NFZ to biedactwo nie może wypisać tabelek antykoncepcyjnych (sumienie!), ani założyć wkładki domacicznej (krzyk nienarodzonych zapewne powstrzymuje!). Jednak chętnie przyjmie taki wrażliwiec w zaciszu prywatnego gabinetu, gdzie zapewne zrelaksowany w miłych warunkach wypisze recept nawet na zapas. Biorąc pod uwagę tę dwoistość to ginekolodzy powinni się ustawiać w kolejkach pod gabinetami psychoanalityków.
O ile się nie mylę, to praca na umowie z NFZ nie jest obowiązkowa, tak więc lekarz, którzy ma problemy z wypełnianiem kontraktu z powodu sumienia, powinien natychmiast ten kontrakt tracić. Naprawdę nikt nie musi wykonywać pracy, z którą się etycznie nie zgadza, przymus pracy i skierowania do zakładów pracy zlikwidowano jakiś czas temu, razem z poprzednim ustrojem. A prywatnie lekarz może mieć nawet taką zasadę, że przyjmuje tylko blondynki. Ostatecznie prywatnie to wówczas brunetki mu nie płacą i wszystko jest w porządku.
Sprawa lekarzy nieprzepisujących antykoncepcji z powodu „sumienia” bulwersuje mnie z prostego sposobu, to uderza w najbiedniejsze kobiety. Takie, dla których prywatna wizyta plus tabletki to wydatek za duży. Mnie osobiście tu i teraz to rybka, bo nawet nie wiem gdzie miałabym się zgłosić do specjalisty „na NFZ”, ale miałam w życiu taki okres, kiedy wydatki kalkulowałam na zasadzie, albo będę jadła, albo zapłacę za lekarza i naprawdę wtedy człowiek ma całkiem inną perspektywę. Czy takie osoby mają zawiesić swoje prywatne życie, również seksualne, do czasu aż więcej zarobią? Przecież to jest cokolwiek nieludzkie podejście.
Tabletki antykoncepcyjne nie są bezpłatne nawet dla bezrobotnych, nie są też tanie. Dzięki czemu to biedniejsze kobiety antykoncepcji nie stosują, dzięki czemu podziemie aborcyjne ma się dobrze i tu sumienie lekarzy nie boli, bo oczywiście aborcja jest nielegalna i nikt głośno nie powie, że ją wykonuje. Aczkolwiek autorzy filmu o podziemiu aborcyjnym nie mieli problemu z dotarciem do kobiet, które aborcje w Polsce wykonały, nie same bynajmniej, a z pomocą ginekologa. A aborcja akurat bulwersuje moje osobiste sumienie, nawet jeśli uważam, że kobieta powinna decydować sama, to i tak optymalna jest sytuacja, kiedy nie musi podejmować takich decyzji.
Także sumienie ginekologa naprawdę zasługuje na porządną filozoficzną analizę!
Kolejna ciekawa kwestia to tolerancja dla takich zachowań w samym środowisku lekarskim, bo przecież niektórzy sumienie mają prostsze. Aczkolwiek w tej kwestii zapewne obowiązuje stara zasada „sorry Winnetou, business is business”
Posted by By: elffaran |
