Czasem trzeba siedzieć na smyczy
Wyborcza umieściła artykuł o chorym psychicznie człowieku, który na czas kontaktów z ludźmi musi się zapinać w szelki, które przymocowują go na smyczy do ściany. Mężczyzna cierpi na niekontrolowane ataki agresji. Oczywiście szelki mu się nie podobają, bo „odgradzają go od świata” i tenże pogląd przyjęli obrońcy praw człowieka, którzy zrobili dym ze „średniowiecznych metod”. Dzielnym obrońcom jakoś umknęło, że to nie szelki a choroba, oddzielają tego człowieka od reszty świata. Rzeczone szelki najwyraźniej pozwalają mu na świadome kontakty z ludźmi, w tym zapewne z bliskimi. Jaka jest alternatywa? Szyba i słuchawka telefoniczna zapewne byłaby bardziej okrutna i bardziej ograniczająca. Realną alternatywą jest naćpanie tego mężczyzny na stałe taką dawką leków, po której będzie grzecznie leżał w łóżeczku, nie świadom nawet jak się nazywa. Biorąc pod uwagę, że ataki agresji są czasowe, a pomiędzy człowiek zachowuje się normalnie, to takie postępowanie było by szczytem okrucieństwa. Co może być gorszego dla człowieka niż pozbawienie go tej istoty człowieczeństwa, jaką jest myślenie?
Aczkolwiek obrońcy praw człowieka zapewne mieli na myśli „likwidację opresji”, czyli puśćmy go luzem, a otoczenie niech sobie „jakoś” radzi z atakami szału młodego i zapewne dość silnego mężczyzny.
Interesujące jest jak sprawa stała się sprawą publiczną. Powstał film – „Ekipa dotarła do szpitala w Ermelo zaalarmowana przez jedną z opiekunek chłopca. Iris Mourits (w międzyczasie zrezygnowała z pracy w szpitalu) tłumaczyła, że nie mogła znieść widoku Brandona na smyczy.”
Innymi słowy nie jest istotne jakie opcje ma ten chory człowiek, nie jest istotne jakim jest zagrożeniem. Istotne jest, że delikatne sumienia współczesnych nie mogą znieść widoków, które kulturowo im się źle kojarzą. Nie ważny jest cel i sens, ważne jest jak to się prezentuje.
I jeszcze fragment z artykułu:
„Matka Brandona nie ma żadnych wątpliwości. – On czuje się jak pies na smyczy – mówiła ze łzami w oczach w telewizji. Profesor psychiatrii Jan Buitelaar twierdzi, że są inne sposoby na radzenie sobie z agresywnymi pacjentami niż przywiązywanie ich do ściany: odpowiednie leki i podejście personelu czy stworzenie przyjaznego i bezpiecznego otoczenia.”
Po pierwsze matki niemal zawsze uważają, że ich synek jest krzywdzony. Matki morderców na przykład uważają, że winna jest ofiara, która zmarnowała synkowi życie. Charakterystyczne, że dotyczy to głównie relacji z synami. Używanie takich argumentów niestety jest charakterystycznym graniem na emocjach, które pozwala podwyższyć sprzedaż tematu.
Po drugie – współczesna psychiatria preferuje sposób, który opisałam wyżej – pozbawmy człowieka z problemami całej świadomości. Jako że jest to właściwe i „humanitarne” postępowanie, nie kontroluje się specjalnie czy pacjent ma na to chęć, jak to znosi i czy nie jest to nadużywane. Grunt, żeby szpital wyglądał miło i sympatycznie. Kwiatki w oknach, uśmiechnięte mumie na łóżkach, zrelaksowane pielęgniarki w swoim pokoju.
Posted by By: elffaran |
