demon, wolność i głupota

Jeszcze parę słów o „wolności”. Teraz trzeba robić do wszystkiego procedury i instrukcje, ludzie najchętniej wyłączyliby myślenie, a oto jak przedstawia to Daniel Suarez w „Wolności”:

„Razem będzie czternaście trzydzieści dziewięć.
Pete Seeck zmarszczył brwi.
- Chyba raczej nie.
Spojrzał na chudego nastolatka w przydużym służbowym uniformie – jednym z tysięcy obowiązujących atrybutów współczesnego świata sprzedaży. Dzieciak jeszcze raz sprawdził wynik na ekranie komputera i wzruszył ramionami.
- A jednak. Czternaście dolarów trzydzieści dziewięć centów.
Sebeck oparł się o ladę.
- Słuchaj, mały, wziąłem zestaw numer dwa i numer dziewięć. Dodaj ich ceny i ile Ci wyjdzie?
Kasjer kolejny raz sprawdził sumę na ekranie.
- Czternaście trzydzieści dziewięć.
- Przestań w końcu gapić się na ten komputer i pomyśl, do diabła – mówiąc to, wskazał palcem na ceny zestawów na tablicy nad stanowiskiem z kasami. – W jaki sposób zestaw dwa za trzy dziewięćdziesiąt dziewięć i numer dziewięć za pięć dziewięćdziesiąt dziewięć dają czternaście trzydzieści dziewięć?
- Nie mam pojęcia proszę pana. Mówię tylko, ile się należy. Jeśli nie chce pan tych zestawów…
- Oczywiście, że chcę, ale nie pozbędziesz się mnie, dopóki nie podliczysz tego rachunku jeszcze raz!
- Nie staram się pana pozbyć. Za dwa zestawy należy się czternaście trzydzieści dziewięć – i żeby udowodnić, że się nie myli, obrócił ekran do Sebecka.[...]„

Z moich obserwacji z punktu widzenia podejścia do IT ludzi można podzielić na trzy grupy:

  1. Osoby, które na komputerach się nie znają (szczęśliwcy)
  2. Osoby, które znają się na komputerach (spotkajmy się na facebooku),
  3. Osoby nie tylko znające się na komputerach, ale wiedzące jak to działa (to najmniejsza liczebnością grupa)

Istotne w tym podziale jest to, że dwie pierwsze grupy mają całkiem mylne moim zdaniem pojęcie o informatyzacji. Albo nie rozumieją absolutnie o co w tym wszystkich chodzi, albo mitologizują systemy informatyczne, przyjmując, że jeśli jest coś „zrobione przez komputer” musi być dobre.

Jakiś czas temu kolega z pracy znając moją przeszłość zdziwił się, że wszelkie opłaty za rachunki robię na poczcie. Odpowiedziałem mu, że robię tak celowo, aby mieć papierowy dokument potwierdzającą płatność. Nie ufam systemom i ludziom je obsługującym, wiem jak łatwo niechcący wykonać „DELETE FROM tabelka_z_wpłatami_za_prąd WHERE klient=’tryt’; „. A faktury mam zebrane od początku jak je zacząłem płacić – taka drobna paranoja :) .

Innym przykładem jest PIN. Wielka zakrojona na wszystkie banki operacja wprowadzenia kart chipowych z PINem, które miały polepszyć bezpieczeństwo transakcji. To marketingowa ściema mająca na celu przerzucenie odpowiedzialności za skradzione transakcje na klienta. Podpis „analogowy” można poddać badaniu wiarygodności. Jeśli ktoś podejrzy twój PIN i użyje, nie jesteś w stanie udowodnić, że transakcja zrealizowana przez kogoś innego nie była Twoją transakcją.Poza tym łatwiej zapamiętać podejrzane w sklepie 4 liczby niż jakiś dość skomplikowany czasami bazgroł :)

Podobnie sprawa ma się z podpisem elektronicznym. Żeby używać technologii komputerowych TRZEBA też używać mózgu. Niestety informatyzacja idzie w kierunku upraszczania. Im mniej użytkownik musi myśleć tym lepiej się takie cuś sprzedaje. Przykładów nie będę podawał bo nie chcę tu obrażać użytkowników IPhonów. Nie wszyscy podchodzą do tych małych zabawek bez refleksji, a niektórzy celowo nie chcą kłopotać się skomplikowanymi rozwiązaniami. Rozumiem to, sam wybrałem windowsa zamiast linux’a jakieś 3 lata temu i to nie ze względów bezpieczeństwa czy funkcjonalności. Jeśli mam być szczery bezpieczniej czułem się pracując na linuksie, na którym sam skompilowałem jądro, depesz skonfigurował mi firewall, mogłem przejrzeć logi każdej usługi, miałem podgląd wszystkich procesów i wiedziałem czym w danej chwili zajmuje się mój komputer.

Wracając do głównego wątku, powszechnej informatyzacji nie unikniemy, systemu będą miały  coraz bardziej „przyjazne interfacy” zwalniające użytkownika z myślenia lub po prostu ułatwiające działanie. Mam nadzieję tylko, że zostanie jakieś 10% ludzi, którzy będą rozumieli o co w tym wszystkim chodzi i jak to działa.

Leave a Reply »»