kontrola informacji
Świat mediów żyje wikileaks, które mnie wydaje się trochę przesadnie nadmuchaną sensacją. Co za znaczenie ma stwierdzenie, że Putin to samiec alfa? No halo, toż to oczywista oczywistość i nie sądzę nawet, żeby sam zainteresowany się przejął. Co najwyżej stwierdził, że amerykańscy dyplomaci nie są głupi, ale tez głupców się nie wybiera na dyplomatów. Dym jaki ta sprawa zrobiła w mediach martwi mnie, ponieważ
a) jeśli faktycznie opinie o Putinie i Merkel to „największe” sensacje wiki leaks, i media zrobiły z tego taki dym, to nie wróży to dobrze przepływowi informacji niezbędnemu dla społecznej kontroli
b)jeśli zaś są tam istotniejsze informacje, a media (przynajmniej polskie) skupiły się na samcu alfa, to jest to zdecydowanie bardziej smutne, oznacza bowiem, że żyjemy już wyłącznie w otoczeniu bezwartościowych informacji. Nie przekopałam się przez Wiki Leaks, chociaż często sobie obiecuję szukać niezależnych źródeł informacji, to jednak zdaję się na maintstreamowe media oraz internetowych „oszołomów” (to akurat w pozytywnym sensie), którym się chce podbijać znaczenie danej informacji w sieci. Żyjemy w świecie, w którym ilość informacji i ich rozproszenie, przerasta możliwości przetwarzania pojedynczego człowieka. Niestety, ale to co dzieje się po drugiej stronie globu, nie jest już rzeczą obojętną, ma wpływ na nasz kawałek podłogi, a my nie mamy żadnej możliwości zweryfikowania informacji pojawiających się „stamtąd”.
W „Demonie” i „Wolności” Daniela Suareza jest ciekawy wątek dotyczący tego, jak media kreują postrzeganie rzeczywistości. Przy tak małych możliwościach weryfikacji tego, co oglądamy, oraz przy tak dużych możliwościach tworzenia fałszywych obrazów, można wykreować dowolny bieg wydarzeń. Wystarczy mieć w kieszeni np czołowe stacje, albo kilku znanych dziennikarzy, albo też, jak w przypadku amerykańskich wojen (Irak!) monopol na informacje.
W cieniu wiki leaks wydarzyło się coś, co pokazuje, że … wiki leaks jest bez znaczenia. Wystarczy zajrzeć tu, a tu wyjaśnienie. Amerykańskie władze przejęły i zablokowały domeny wystawiając w nich blabla paragraf prawa nr … etc. Zablokowały je nie tylko dla swoich obywateli, ale dla całego internetowego świata. Do tej pory zakusy na cenzurowanie sieci miał tylko rząd chiński, ale ograniczał się do swoich własnych obywateli. Tymczasem Ameryka czuje się panem świata, będzie decydować nie tylko, o tym, co oglądać mają Amerykanie, ale i o tym, co zobaczy reszta świata. Oczywiście – na razie sprawa dotyczy praw autorskich. Amerykańskich praw autorskich, nie wszędzie na świecie prawa autorskie są interpretowane i chronione tak samo, ale USA uważa, że ich podejście jest jedyne słuszne. Innymi słowy obca władza ustawodawcza i sądownicza, na którą nie mam nawet symbolicznego wpływu, narzuca mi swoje prawa. Co ważniejsze jednak, pokazuje mi, że może dość dowolnie odfiltrować informacje, które dostanę „z tamtej strony”.
Dla mnie to jest demonstracja siły. Możemy mówić o społeczeństwach obywatelskich, globalnej demokracji itp, jednak globalizacja nie zmieniła zasady, że rządzi silniejszy. Koraliki i strzelby zostały zastąpione iphone’m i kontrolą informacji, ale i tak – dla silniejszego jesteśmy tylko dzikusami, którzy muszą się dostosować.
Posted by By: elffaran |
