skunksika już nie ma
Tak naprawdę nie ma go już od września, ale minęło trochę czasu, zanim przestałam nasłuchiwać, czy przypadkiem nie miauczy.
22 września kotek zakończył swoje 20 letnie życie, mam nadzieję, że usnął z poczuciem, że to jego kocie życie było udane. Mam też nadzieję, że zgadzał się z naszą decyzją, żeby przyspieszyć śmierć. Aczkolwiek patrzenie jak na moich kolanach umiera mój mały przyjaciel, było jedną z najgorszych rzeczy w moim życiu. Myślałam, że uda się ten moment odwlec do weekendu, zabrać kota ostatni raz na ogród i spokojnie się przygotować psychicznie. A tymczasem po powrocie z pracy była już czarna noc, a stan kota taki, że przedłużanie jego agonii wydawało się samolubstwem. Tak o to zamiast pożegnań był pośpiech, co wydaje się niestety dość znamienne.
Pamiętam wszystkie swoje zwierzęta, o wszystkie starałam się dbać, leczyć i zapewnić jak najlepsze warunki, ale nie ma się co oszukiwać, tak jak nie wszystkich ludzi lubi się jednakowo, tak nie do wszystkich zwierzaków człowiek się przywiązuje jednakowo. Nie wydaje mi się, żeby to była tylko kwestia czasu, żółwia mam również od wielu lat i pewnie będę miała go do śmierci, ale jak na niego patrzę to mi się przypomina głównie, że zjadł swego towarzysza.
Tak więc będę się upierać, że Skunksik był kotem wyjątkowym, po mimo tego, że był również kotem wyjątkowo wprost złośliwym. Ale był też wyjątkowo wprost empatyczny, okazując bezgraniczne zadowolenie, jeśli się nim zajmowało (włącznie z zadowoleniem, że ciągnie się go za ogon) i do ostatniego dnia witający się rano i po powrocie z pracy, (nadal otwierając drzwi odruchowo patrzę czy nie biegnie koci ogon) i ogólnie „biorącym udział” w domowym życiu. Bo to nigdy nie był kot, który tylko śpi gdzieś na poduszce i pojawia się tylko do miski.
Przez większość jego życia, to nie ja byłam głównym napełniaczem miseczki, a kot i tak okazywał mi maksymalną kocią akceptację i zainteresowanie.
Starość i choroba są podstępne, nie zauważyłam kiedy kot przestał otwierać sam drzwi i włazić na półki pod sufitem. I są okrutne, po odejściu staruszka można było wreszcie zabrać kuwetę z salonu, uprać kanapy i usnąć bez kociego wycia w tle, ale i tak nadal jest mi smutno, smutno nawet mimo tego, że drugi kotek zrobił się strasznie przylepny, odkąd stracił towarzysza.
Posted by By: elffaran |
