cyberslacking czyli walka z wiatrakami

Wrzuciłam w google hasło „korzystanie z internetu w celach prywatnych”, bo zastanawiałam się, czy trafię na analizę przyczyn i konsekwencji zjawiska cyberslackingu. W przypadku przyczyn, mam na myśli coś więcej niż „bo pracownik ma dostęp do internetu”, a w przypadku konsekwencji coś innego niż „to strata dla pracodawcy”, ponieważ oba te twierdzenia są na żenującym poziomie, a w dodatku to drugie poparte analizami rodem z Dilberta.

Cyberslacking jest powszechny, zarówno w małych firmach, które zwykle (przynajmniej w IT) dają swobodny dostęp do sieci, jak i w korporacjach, które dokonują cudów w zakresie ośmieszania się, blokując dostępy. Co ciekawe wydajność pracowników zdaje się być znacząco większa w małych firmach. Co wydaje się oczywistą podpowiedzią, że cyberslaking nie jest główną zmienną jeśli chodzi o wydajność, w związku z czym artykuły takie jak ten (5,5 tys. zł na pracownika traci pracodawca z powodu wykorzystywania internetu do celów prywatnych) powinny być traktowane jako zabawne. Niestety w korporacjach traktowane są poważnie. Co oznacza, ze korporacja traci naprawdę poważne pieniądze, ale nie z powodu surfujących pracowników, tylko z powodu prób powstrzymania tego zjawiska.

No ale po kolei:

-zakładamy, że firma traci, ponieważ pracownik 1h dziennie spędza łażąc po stronach

a teraz spróbuję dodać do tego twierdzenia kilka pytań:

  • Skoro pracownik spędza 1h dziennie na cyberslacking, to oznacza, że pracuje przy komputerze i najprawdopodobniej jego praca jest związana z szeroko pojętym myśleniem. Istotnym elementem skuteczności jego działań, jest tak zwana „świeżość spojrzenia” na zagadnienie. Czy będzie skuteczniejszy myśląc o swoim zagadnieniu 8h bez przerwy, czy też 7h+przerwy na sieć? Czy informacje nie związane bezpośrednio z jego zajęciem, nie wpłyną pozytywnie na jego zdolności analityczne? (podpowiedź, analizując informacje zwykle nieświadomie posługujemy się uogólnieniami, pochodzącymi z naszej wiedzy o świecie, osoby mające „intuicję” to zwykle osoby ciekawe świata i gromadzące duży zasób różnych informacji)
  • Człowiek jest istotą społeczną, pracuje zwykle zespołowo, konsultując się z innymi (nadal mówię o pracach wymagających myślenia). Ponieważ żyjemy w świecie dążącym do coraz większej specjalizacji, jest prawdopodobne, że znajomi zajmujący się tą samą działką, nie siedzą z nim na open space, ale korzystają z tych samych forów, stronek i innych komunikatorów. Czy więc podtrzymywanie tych kontaktów negatywnie wpływa na efekty pracy?
  • One more time – człowiek jest istotą społeczną, ale w pracy nie zawsze ma się przyjaciół, czy kontaktowanie się z przyjaciółmi, podwyższające życiowy entuzjazm i pozwalające odreagować stres, wpływa negatywnie na efekty pracy?
  • Pracownik to nie maszyna, ma zwykle rodzinę, dom, lekarza i cały zestaw spraw prywatnych. Oczywiście można się upierać, że nie powinien ich przynosić do pracy, ale halo, ktoś kto musi zapisać się do lekarza czy zarezerwować wakacje w godzinach pracy, zrobi to. Jeśli nie przez internet, to przez telefon, lub wyskakując „na chwilkę”. Ciekawostka,  zauważyłam, że firma w której pracuję, zablokowała stronę http://www.kazimierzdolny.pl/ zapewne w związku z nadchodzącym długim weekendem na Boże Ciało. Osobiście uważam, że ludzie głupi nie są i poradzą sobie ze znalezieniem kwater w godzinach pracy i sprawdzeniu atrakcji, a na dodatek poświęcą dodatkowy czas na kombinowanie jak to zrobić.
  • A co jak pracownik jest wkurwiony na maksa, czy aby na pewno lepiej, żeby od razu napisał maila do klienta, czy może niech lepiej najpierw poczyta dilberta?
  • Człowiek nie lubi się nudzić, naprawdę nie znam osób, które są w stanie siedzieć i gapić się w ścianę, jeśli nie mają co robić. A osoby, które są w stanie, raczej nie są całkiem zdrowe. Co więc zrobi pracownik, który chwilowo nie ma co robić, bo np czeka na efekty pracy kogoś innego? Może oczywiście poplotkować odrywając od pracy kolejną osobę, ale czy zawsze będzie to lepsze rozwiązanie dla pracodawcy niż cyberslacking?

Tutaj są wyniki badań, czy pracownicy uważają korzystanie z internetu za nieuczciwe, cytat:

Zdecydowana większość spośród nich (74 proc.) uważa, że korzystanie z internetu w pracy w celach prywatnych nie jest niczym złym, jeśli nie przeszkadza w obowiązkach służbowych. Ponad połowa badanych twierdzi, że jest to potrzebne jako chwila odpoczynku (57 proc.). Zdaniem co drugiego respondenta (50 proc.) korzystanie z internetu w pracy w celach prywatnych jest normalne i wszyscy, którzy mają taką możliwość korzystają w ten sposób z internetu – wynika z badania firmy Gemius.

O a tutaj jest jeszcze artykuł, o tym jak biedne pracowite mróweczki nie przyznają się do negatywnego wpływu korzystania z sieci na ich pracę, albowiem są nieświadome szatańskiego wpływu tegoż, oraz wstydzą się własnych słabości.

Z wszystkich przerażających i kosztownych konsekwencji korzystania z sieci do celów prywatnych mogę się zgodzić z dwoma:

-obciążenie sieci firmowej wzrasta

-trudniej jest monitorować pracę pracowników

To ostatnie związane jest jednak nie tylko z siecią, ale generalnie z wzrostem zajęć analitycznych i usługowych, a zmniejszaniem się liczby stanowisk pracy „przy taśmie”.

Jednak całkiem serio widzę negatywne strony ograniczania dostępu do sieci i pozytywne efekty przeglądania stron niezwiązanych z pracą. Zamiast ograniczania dostępu, potrzebna jest analiza co jest powodem korzystania z sieci i czy ewentualnie można tą przyczynę usunąć (stres? może zrobić pomieszczenie z workiem do boksowania?)

W pewnej firmie pracownicy nagminnie korzystali z forów gazeta.pl, bo była to jedyna dostępna strona, jaki sens było blokować dostępy do stron, na których były informacje związane z zawodem? Ooops to była korporacja, gdzie „związane z zawodem” mogło się okazać 3/4 stron. Na forach bankier.pl i money.pl jest stado troli w godzinach pracy, bo spora część pracowników banków ma dostęp tylko tam, jasne, strony związane z zawodem to dokładnie to co im jest potrzebne, w czasie gdy oni potrzebują odreagować zjebkę od szefa. W pewnym banku nie da się poczytać o scoringu behawioralnym, skądinąd związanym z bankowością, bo hasło zawiera słowo „oralny”.

Po kilku latach pracy mam sporo opowieści z cyklu „jak firma z internetem walczyła” i co jedna to śmieszniejsza i wszystkie wynikające z skupianiu się na tym, że firma traci te 5,5 tysiąca na łebka. A może lepiej skupić się na tym co i jak firma może zyskać?

Właściwie pytanie nie brzmi ile pracodawca traci na cyberslackingu, właściwe pytanie to dlaczego pracownicy mają potrzebę korzystania z sieci prywatnie i które z tych przyczyn można i trzeba usunąć, a gdzie wyleczenie pacjenta będzie miało gorsze skutki niż choroba.

Leave a Reply »»