Fredro dla dorosłych mężów i żon, teatr Komedia
Byliśmy na sztuce „Fredro dla dorosłych” w teatrze Komedia. I otóż pierwsza refleksja jest taka, że wszystko zależy od punktu odniesienia. W porównaniu z tym gniotem, to sztuka kobiety w sytuacji krytycznej, o której pisałam tu http://www.klaus.pl/2010/03/05/kobiety-w-sytuacji-krytycznej/ jest absolutnie rewelacyjna.
Refleksja numer dwa, to że nie widzę sensu wystawiania sztuk, w których nie ma żadnej, nawet śladowej interakcji aktorów z publicznością. Taki teatr jest tylko uboższą siostrą kina, wystarczy jedna kamera, żeby to nagrać i średniej wielkości ekran do odtwarzania. Efekt będzie ten sam. Nie bawi mnie poczucie, że aktor umie przez 50 dni w roku (czy ileś tam) powtarzać tą samą kwestę będąc ubrany w to samo ubranko.(Czy oni piorą te ubranka?)
Refleksja numer trzy – mój zagubiony piesek Dziamgot wydawał mniej uciążliwe dla uszu dźwięki, niż aktorzy tej sztuki. Oni nie mówili, oni dziamgotali właśnie, najwyraźniej starając się zakończyć tą chałturę jak najszybciej i iść do domu. W efekcie udawało mi się zrozumieć, co któreś zdanie. Jakaś nauka dykcji może by się przydała?
A wracając do sztuki – to takie teatralne disco polo, przez większą część nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy tylko czuć zażenowanie. Doprawdy „gra ciałem” osobnika grającego Alfreda u mnie budziła raczej zażenowanie niż rozbawienie (Justysia tu wypadała dużo lepiej, czyli to samo można pokazać nie robiąc z siebie ćwoka), a cała czwórka aktorów gra tak, jakby byli kompletnie pijani. Być może taki był zamysł reżysera, ale jak się to ma to informacji na stronie teatru*:
„Właśnie przy pomocy Aleksandra Hrabiego Fredry opowiadamy o „ars amandi” współczesnych Polek i Polaków.
Nasz spektakl jest inteligentną zabawą, polegającą na przeniesieniu ponadczasowej Fredrowskiej komedii „MĄŻ I ŻONA” w nasz skomputeryzowany, technologiczny, postmodernistyczny, schyłkowy etc., etc. wiek.”
Znaczy co? Współczesność charakteryzuje się tym, że pijani ludzie potykają się o laptopy? To chyba reżyser powinien otoczenie zmienić.
Jednak żeby zakończyć pozytywnym akcentem – bardzo mi się podobało wprowadzenie telewizora, jako piątego aktora w sztuce, jak dla mnie to był element kreujący najbardziej komediowe sytuacje i rzeczywiście unowocześniający sztukę (bo laptopy i cała reszta gadżetów to tylko scenografia). Niemniej jednak, sztuka raczej męcząca niż zabawna.
*co do strony, to nie zaszkodziłoby gdyby Teatr Komedia zatrudnił jakiś speców od usability, bo to jedna ze stron, która wymaga by user był cierpliwy i spostrzegawczy.
Posted by By: elffaran |
