wspomnień trochę z rekrutacji

Do skrzynki na goldenline znów trafiają maile od „rekruterów”, w związku z czym przypomniało mi się, że po zmianie pracy miałam napisać kilka zdań uprzejmej opinii o kompetencjach osób z firm pośredniczących z w rekrutacjach. Dziś już oczywiście nie pamiętam wszystkich smaczków, ale ogólne wrażenie i najlepsze rodzynki pozostały w pamięci.

Firma X rekrutująca dla Y. Osoba z X spotyka się ze mną o godzinie powiedzmy 12. Rozmowa w całości poświęcona była projektom informatycznym, w których uczestniczyłam. Po czym wysyła mnie do Y.

W firmie Y pytają mnie, dlaczego nie pojawiłam się o 12, skoro na tą godzinę firma X mnie zapowiedziała? A poza tym to jak duże jest moje doświadczenie w projektach z branży budowlanej? No poza budową własnego domu, to żadne, ale przecież nie należy się tym przejmować.

Firma powiedzmy Z. Prowadząca rekrutację dla „bardzo dużej, znanej, solidnej firmy”. Po rozmowie umawiamy się, że w ciągu tygodnia poinformują mnie o wynikach, niezależnie czy będą pozytywne czy negatywne. Po 3 miesiącach rozmówczyni dzwoni, że „nie zrobiłam dobrego wrażenia, ale prowadzą projekt dla innej dużej, znanej firmy, która potrzebuje kobiety i czy mogłabym przyjechać na rozmowę”. (na ile sposobów można obrazić rozmówcę, w krótkiej rozmowie, tak żeby to stało się śmieszne?)

Frima V proponowała bardzo atrakcyjną pracę wprowadzania danych do CMS, bo przecież mój profil wypadł im w wyszukiwaniu hasła „CMS”, szkoda, że nie doczytali tego profilu do końca. Proponowanie PMowi wprowadzania danych do CMS wydaje mi się interesującym pomysłem, ale 10 lat temu byłabym na pewno zachwycona tą propozycją.

A wrażenia ogólne – brak szacunku dla czasu rozmówcy, brak szacunku dla ustaleń, brak wiedzy kogo, komu i na jakie stanowisko się rekrutuje. I po drodze doszłam do wniosku, że jednak nie życzę sobie, że jakieś firmy wykorzystywały moje cv w bliżej nieokreślonych celach i wysyłały je niewiadomo gdzie z komentarzem wynikającym z braku wiedzy rekrutera. Jak też irytują mnie osoby, które chcą się ze mną umawiać w środku dnia na drugim końcu miasta natychmiast, chociaż to im powinno zależeć na efektywnym przeprowadzeniu rekrutacji, bo za to dostają kasę. Mnie na zmianie pracy naprawdę niekoniecznie musi zależeć skoro jesteśmy na etapie, na którym nie wiem, czy propozycja w ogóle mnie interesuje.

Firmy zlecające rekrutację na zewnątrz, równie dobrze mogłyby zlecić taką rekrutację dowolnej sekretarce. Skutki mogłyby by być lepsze, bo sekretarka przynajmniej zna specyfikę firmy, w której pracuje.

Finał – wszystkie „sensowne” procesy rekrutacyjne, w których uczestniczyłam, były w całości organizowane przez wewnętrzny HR, a rekruterom zewnętrznym z definicji mówię, że ja chętnie, ale porozmawiajmy po 18 …  co zamyka temat

Leave a Reply »»