Wiedza wynikająca z jeżdżenia autobusem – bezcenna

Jeżdżenie autobusami bywa bezcenne, jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy o świecie, społecznym zwłaszcza. Wiedza potrafi rosnąć skokowo, jeśli akurat zdarzy się nam usiąść obok dwu licealistów z klasy maturalnej, właśnie wracających ze szkoły.

Dla ustalenia uwagi – klasa maturalna liceum do dorośli ludzie pretendujący do miana inteligentów i na chwilę przed podjęciem studiów wyższych.

I od nich można się dowiedzieć, że:

-uczenie się historii w klasie maturalnej jest bez sensu

-uczenie się historii w ogóle jest bezsensu, bo to się da oporowo (??) wyrzeźbić (to słówko nadal funkcjonuje jak widać)

Przykład „rzeźbienia oporowo”

Było pytanie, na sprawdzianie, jak doszło do powstania Chińskiej Republiki Ludowej. To proste, tam była wcześniej monarchia, wiec wiadomo, było źle, a komunizm był nieznany to się ludziom wydawało, że będzie fajnie.

No niby wszystko prawda, a to że przy okazji gubi się kilkanaście lat chińskich prób demokratycznych, wojnę domową, wojnę z Japonią i powstanie Tajwanu to detal i pryszcz. Czy uczenie się historii jest bezsensu? Ale może, gdy wie się o tym dość dramatycznym okresie chińskiej historii to łatwiej zrozumieć stosunek Chińczyków do demokracji, Tajwanu i Japonii?

-uczenie się fizyki w klasie maturalnej nie ma sensu, bo na maturze nie ma prądu i elektrostatyki, a tylko „elementy ruchu” (jeśli to prawda, to moje serdeczne gratulacje dla MEN próbującego przygotować pokolenie technologicznych idiotów)

-uczenie się biologii nie ma sensu, bo pytania będą, co najwyżej o nazwanie poszczególnych elementów cyklu fotosyntezy, pytania „opisz cykl Calvina” na pewno nie będzie, bo to za trudne (kolejne serdeczne gratulacje dla MEN, bo wydaje mi się, że ktoś kto zdaje biologię na maturze, powinien jednak przyswoić zrozumienie fotosyntezy, a nie tylko nazwy elementów)

Najlepsze w tym wszystkim było to, że rozmówcy sprawiali wrażenie osób inteligentnych i generalnie mających całkiem sporą wiedzę.

Ogólnie – uczenie się na pamięć wszystkiego z wszystkich przedmiotów sensu oczywiście nie ma. Jeśli ktoś nie rozumie, po co mu ta wiedza, nie widzi celu posiadania takiej wiedzy, to nauczenie się na pamięć będzie epizodem. Tak naprawdę szkoła będzie spełniać swoją funkcję, jeśli pokaże sens wiedzy.

Gdy wysłuchuję takich rozmów, to nachodzi mnie refleksja, że ustalenie matury egzaminem zastępującym egzaminy na studia, tworzy z jednej strony zamknięte ścieżki (twoja dalsza droga życiowa zależy od tego, jakie przedmioty są na twojej maturze), z drugiej tworzy pokolenie ludzi o wiedzy powierzchownej, nadającej się tylko do zaliczenia ogólnego, „sprawiedliwego dla wszystkich” testu z przedmiotu. A wizja, że można nauczyć się jakiegoś przedmiotu, nie do testu maturalnego, ale dlatego, że chce się dalej rozwijać wiedzę, może się nie mieścić w tych ramach.

Leave a Reply »»