notatki z ubiegłego tygodnia
Klikając tu i tam trafiłam na zdjęcia z manifestacji przeciwko złagodzeniu ustawy aborcyjnej w Hiszpani. Na zdjęciu morze babć i dziadków z plakatami przedstawiającymi płód. Kurde „jacy głupi ci Rzymianie”. Ależ chwila. Dokładnie tak samo było u nas. Morze „popierających” wszyscy w wieku, w którym osobiste dotknięcie tym dylematem absolutnie nie grozi. Stado ludzi, którzy najwyraźniej znaleźli jakąś sadystyczną przyjemność w sprowadzeniu młodych kobiet do podziemia, w wystawianiu ich zdrowia i życia na ryzyko. Nie kupuję uzasadnień wiarą, wierzysz to postępuj sam zgodnie ze swoją wiarą, nie zmuszaj innych. Jasne, możesz przekonywać, ale narzucanie rozwiązań prawnych tam gdzie nie ma społecznego kompromisu, to już przemoc a nie przekonywanie. Wierzysz, że każde życie jest cenne? To biegusiem, na pewno jest sporo dzieci z patologicznych rodzin, które potrzebują wsparcia, niektóre z nich być może poważnie chore i mogące przeżyć właśnie dzięki twojemu wsparciu. Inne nie mające możliwości edukacji. Narodziny to dopiero początek drogi. Nie sztuka zmusić kobiety do rodzenia, sztuka zadbać potem o dzieci i matki. Udowadnianie swoich poglądów kosztem innych, zmuszanie innych do bycia kamyczkami w swojej „drodze do raju” to obrzydlistwo. I co więcej, na ile pamiętam zasady chrześcijaństwa, to podkładki na zmuszanie innych nie ma innej, niż precedensy historyczne w rodzaju krzyżaków i konkwisty. A twierdzenie, że zapłodniona komórka ma duszę to kwestia wiary, w żaden sposób tego udowodnić się nie da. Wiary, ze akurat ta komórka jest cenniejsza od plemnika czy dowolnej komórki krwi. “Zgodnie z naturą” to duża część tych komórek ginie, kiedy organizm nie jest gotowy na ciążę.
Żeby było śmieszniej – osobiście generalnie zgadzam się z tym, ze to jest życie i jest cenne. Ale nie zgadzam się, żeby programowo i odgórnie poświęcać życie istniejącej kobiety dla życia nieistniejącego X, jeśli to ma być wybór mniejszego zła. Niech to wreszcie przestanie być kwestia wyboru jednego ze złych rozwiązań – niech ktoś wreszcie zajmie się tym, co dzieje się po tym jak kobieta w trudnej sytuacji życiowej jednak ciąży nie usunie. Co dzieje się jak rodzi? Co dzieje się przez kolejne lata… Najmniej aborcji jest w krajach, w których jest najlepsza opieka nad matkami i dziećmi.
Przy okazji bardzo mi się podoba hiszpański pomysł tworzenia publicznych list lekarzy odmawiających aborcji w państwowych szpitalach z powodów sumienia. W polskiej praktyce to by się przypadało tak na wypadek, gdyby np w prywatnej praktyce sumienie mieli mniej wrażliwe, albo gdyby to sumienie im się robiło odporniejsze w przypadku pracy za granicą. Ponoć hiszpańscy lekarze boją się stygmatyzacji. Urocze. Znaczy ewidentnie ich wiara nie jest aż tak głęboka, żeby uzasadniała podejmowanie takich decyzji.
Kilka kliknięć dalej i debata na temat in vitro. Debata między Kościołem a wyimaginowanymi „Onymi”, którzy chcą przeprowadzać „eksperymenty genetyczne”. Głos lekarzy w tej farsie jest niemal niesłyszalny. Tym bardziej nie należy liczyć się z głosem par, których ten problem mógłby dotyczyć, przecież jest jedynie słuszna prawda, którą można nadać w mediach publicznych(??), czy rozłożyć w postaci broszurek „informacyjnych” na miejscach posłów w sejmie (przecież to chroniony obiekt, jak do tego dopuszczono?). Broszurek zawierających ewidentne kłamstwa w rodzaju zrównywania skuteczności „chrześcijańskiej” naprotechnologii z in vitro. Zaraz, zaraz, czy nauka katolicka nie potępia kłamstwa? Ale cel uświęca środki, tak? Tylko co do powiedzenia o rodzicielstwie mają organizacje, dla których z definicji to obszar zakazany? I to nawet jeśli pominąć, że ewidentnie nie interesują się faktami medycznymi.
I tak można by długo, ale moim zdaniem nie chodzi ani o aborcję, ani o in vitro, ani o rozwody czy co tam jeszcze, w czym KK się udziela. Chodzi wyłącznie o zademonstrowanie władzy i dominacji jednej organizacji nad innymi. Organizacji z definicji niedemokratycznej i niebiorącej pod uwagę dobra całego społeczeństwa.
Posted by By: elffaran |
