jak nie kupiłam milina
W necie można kupić wszystko, tak? No więc jak zobaczyłam u kogoś w ogrodzie pnącze kwitnące pięknymi, wielkimi kwiatami, postanowiłam takie nabyć. I owszem znalazłam. Milin amerykański. Net niewątpliwie jest kopalnią wiedzy. Znalazłam też kilka sklepów
http://www.oczarjk.pl/index.php?act=87 tu niby jest, ale nie ma. Sklep uprzejmie odpowiedział, że tego w prawdzie nie ma, ale może kupię coś całkiem innego? Rewelacja, w miejsce rośliny z dużymi czerwonymi kwiatami na pewno mogę posadzić roślinę z drobnymi niebieskimi kwiatkami w kiściach, zupełnie mi to mojej wizji ogrodu nie zmieni. No wcale. Aczkolwiek doceniam, że przynajmniej odpowiedzieli.
http://truskawka.pl/sklep/39-milin-amerykaski-campsis-radicans-odm-flamenco.html tu też jest, nawet w dwu kolorach w ofercie sklepu. Przesyłka kurierem, w dni robocze, 9-16. Jasne.
Chyba mi się nie chce próbować w kolejnym sklepie. Niestety e-handel inny niż odzież i rtv/agd to trening dla cierpliwych. A pomysłów na rozwiązanie kwestii dostarczania jest wiele, tylko jakoś w praktyce to się sprowadza do tych godzin roboczych, albo kosztów wysyłki przekraczających koszt rośliny, którą chcę nabyć.
Gdybym nie pracowała i siedziała w domu od 9-16 to nie szukałabym tej zakichanej sadzonki w sieci. Czasem mam wrażenie, że osoby zakładające te sklepy jako dodatek do stacjonarnej sprzedaży, po prostu traktują to jak zabawkę, a nie jak sklep.
Posted by By: elffaran |
