Wakacje 2009 – Baranów Sandomierski

Przy okazji pobytu w Sandomierzu trzeba też zobaczyć kilka rzeczy dookoła. W końcu skoro się ciągniemy wszędzie samochodem, to trzeba korzystać.

Baranów Sandomierski na początek. Miał być głównie ze względu na ogród. No ogród może być, ale – w założeniach to ogród francuski (chyba?) w sensie regularnie strzyżony, tyle że… miejscami nie ostrzyżony ostatnio. No ale tam trzeba koniecznie na wiosnę, bo wtedy kwitną tulipanowce. Znaczy całkiem spore drzewa z kwiatami podobnymi do tulipanów. Podobno jakiś egzemplarz jest także w Łazienkach w Warszawie, ale nie przypominam sobie. (Łazienki w sumie kojarzą mi się tylko z wiewiórkami, które niezależnie od zmieniających się realiów dookoła, są tak samo łakome).

Sam zamek (pałac?) należy do kilku pretendujących swego czasu do nazwy "małego Wawelu". W sumie jak pamiętam z wystawy miniaturek w Wiśniczu, to "małym Wawelem", jest wszystko, co jest czworokątne i wystarczająco duże, żeby w środku zmieścić krużganki. Wiśnicz jako zamek jest bardziej efektowny, ale Baranów jest żywy. W sensie są to nie tylko puste mury, w środku oprócz muzeum (słabe), są sale konferencyjne, hotel, restauracja. Jak ktoś ma ochotę i kasę – dobre miejsce na wesele z rozmachem. Zwiedzanie zamku zaczyna się od kaplicy i to jedno z dwu najciekawszych miejsc. Witraże robią wrażenie. Oczywiście okraszone są historyjką, o tym jak to ciemne wojsko radzieckie wybiło witraże w trakcie stacjonowania w pałacu(obecne zostały otworzone na podstawie rysunków), bo im za ciemno było, a lud okoliczny wzburzył się tym strasznie. W to ostatnie nie wierzę, bo lud okoliczny zapewne był równie ciemny jak to wojsko, a w kaplicy rzeczywiście niewiele widać poza witrażami.

Zresztą odnośnie tego, że do niszczenia pałaców lud polski wcale nie potrzebował pomocy żołnierza radzieckiego to jeszcze będzie w historii tej wycieczki. Anyway, witraże warto zobaczyć.

Muzeum to w zasadzie wystawy obrazów różnych, z których z bliżej nieokreślonych powodów część wolno fotografować, a część nie. Piękne są obrazy kwiatów, piękne także poprzez kontekst, w jakim je umieszczono, pomiędzy ornamentami i oknami z widokiem na ogród. Zastanawiający jest obraz Adonisa i Wenus. Zastanawiający, bo zarówno Adonis jak i Wenus nie są specjalnie atrakcyjni patrząc na nich współczesnymi oczami. Poganianie przez przewodnika i przepędzanie ludzi przez zamek w dużych grupach jest irytujące, ale pewnie strach zostawić sale otwarte.

Zamkową restaurację też warto odwiedzić, dania z grzybkami godne polecenia, ceny rozsądne. Aczkolwiek deser radzę sobie odpuścić, nawet szarlotki przygotować nie potrafią.

A w ogóle przed wycieczką do Baranowa nastąpiła nagła zmiana aparatu fotograficznego, jako że mój stary olympus wziął sobie i zawisł wygenerowawszy wcześniej oryginalny zestaw kolorów. No i kolejne zdjęcia zamiast w kilobajtach mieszczą się w megabajtach, a jakość mają gorszą (gorsza optyka, gorsze możliwości kadrowania z braku wizjera). To by było tyle jeśli chodzi o trwający wyścig na liczbę pikseli w matrycy. Dzięki temu mam tylko więcej roboty przy wrzucaniu zdjęć na bloga.

One Response to Wakacje 2009 – Baranów Sandomierski »»


Comments


Trackbacks & Pingbacks »»

  1. [...] teraz nastąpi zapowiadany ustęp opowieści, czyli Polacy nie potrzebują armii rosyjskiej żeby dowolny pałac doprowadzić do ruiny. Przejeżdżaliśmy mianowicie przez Włostów. [...]

Leave a Reply »»