publikacje w sieci
Amazon wycofał kilka książek z oferty e-booków. Samo w sobie mało istotne. Pewnie nawet mało zauważalne, bo ponoć oferta na Kindle(czytnik sprzedawany tylko w USA) jest spora. Tyle, że Amazon wycofując książki z oferty skasował je również z czytników tych klientów, którzy je wcześniej nabyli. Oczywiście w duchu amerykańskiej uczciwości – zwrócił pieniądze.
Jak się nad tym zastanowić, to wizja przyszłości, w której wszyscy będziemy korzystać z elektronicznych nośników danych podłączonych do sieci, wygląda przerażająco. Zapis cyfrowy, w przeciwieństwie do papierowego, ma trwałość wyjątkowo ulotną (a uważamy, że jest inaczej!) i podatną na manipulację. E-book przecież nie tylko można skasować, można go również zmodyfikować, tak, że w cale nie będziesz pewien, co przeczytałeś poprzednio. A jeśli będziesz korzystał z kodeksu prawnego w postaci e-booka to czy będziesz mieć jakąkolwiek pewność na jaki paragraf i wersję się powołujesz?
Jednocześnie sposób korzystania z mediów elektronicznych promowany przez "oficjalne" instytucje niszczy dotychczasową elastyczność prawa autorskiego. Zamiast rozszerzać dostęp do utworów – ogranicza go. Na gruncie obecnie obowiązującego prawa w większości krajów zakupiony legalnie utwór można pożyczyć znajomym. Na gruncie "prawa silniejszego" komercyjne instytucje ograniczają prawo do korzystania z utworów w wersji elektronicznej wyłącznie do nabywcy.
No właśnie. 1 czerwca minęło 10 lat od powstania Napstera. 10 lat i nie poradziliśmy sobie z dostosowaniem prawa autorskiego do zmienionych realiów, a tym czasem firmy zarabiające na prawach autorskich nie czekają, RIAA w ciągu tych 10 lat zachowuje się jak typowy kartel, dążąc do podniesienia cen i obniżenia jakości produktu, a wszystko to pod płaszczykiem moralności.
Istnieje coś takiego jak socjologia moralności a w jej ramach odwieczny spór czy to prawo kształtuje moralność, czy też moralność prawo. Zależność wydaje się działać w obie strony, w zależności od wagi zagadnienia. Prawo autorskie wagi moralnej wielkiej nie ma i można zaryzykować twierdzenie, że to prawo w tym wypadku kształtuje moralność. Tak więc zwykły szary człowiek, który napstera widział jako rysunkowe logo, a o następcach napstera słyszał przy okazji procesów, zakrzyknie gromko "złodzieje" pod adresem siągających utwory z sieci. Zakrzyknie tak, bo nieświadom jak faktycznie wygląda prawo autorskie, przyjmie jako moralną i słuszną wypaczoną wersję tego prawa, jaką starają się reklamować RIAA i koncerny wydające muzykę. A RIAA chyba liczy na zależność odwrotną – jak uda się ukształtować moralność mas, to uda się ukształtować prawo w sposób korzystny dla koncernów.
Tymczasem obecne prawo autorskie nie jest ani święte, ani odwieczne (obecne podejście do tematu ma niecałe 200 lat), ani… zgodne z tym, co koncerny przedstawiają w prasie.
Obecne prawo autorskie ma kategorię dozwolonego użytku, w ramach, którego mogę sobie utwór dla siebie i bliskich skopiować, pożyczyć, czytać/odtwarzać głośno w rodzinnej gromadce, pożyczyć znajomemu. Ogólnie mogę się podzielić zdobyczą z osobami, z którymi pozostaję w związku osobistym(to może być pokrewieństwo, ale również stosunek towarzyski). No i ta kategoria jest problematyczna w współczesnym świecie – czy z osobą, z którą "spotykam się" w sieci, a której nigdy nie widziałam, pozostaję w związku osobistym? Co definiuje taki "związek osobisty"? Może wystarczy odkryty wspólny zakres zainteresowań (już w napsterze można było mieć ulubionych użytkowników i u nich ulubione foldery)? Przecież wspólne zainteresowania, gdzie ludzie wymieniają się informacjami z interesującego zakresu, to jak najbardziej stosunek towarzyski…
Jeśli ktoś ma chęć nadal krzyczeć o złodziejach, to może niech zajrzy na stronę "partii piratów" i zapozna się z argumentami drugiej strony. Prawda zwykle leży gdzieś po środku.
Koncerny płytowe starają się siłą kategorię dozwolonego użytku zawęzić szafując hasłami o kradzieży. Tylko odwracając ich argumentację – czy to te firmy nie starają się klientom ukraść ich prawa do podzielenia się zakupem z bliskimi?
Prawo autorskie musi się zmienić. Myślę też, że musi uwzględnić masowego użytkownika, a nie tylko sprzedawców. Tyle, że na to potrzeba dużo czasu. A co w między czasie?
10 lat temu, przy bardzo małych własnych zasobach finansowych, przy 1Gbit i napsterze używanym codziennie, kupowałam więcej płyt niż obecnie.
Teraz nie kupuję, ani nie ściągam. Nie mam chęci bawić się w ciuciubabkę i szukać coraz sprytniejszego oprogramowania. Nie kupuję – bo nie mam okazji poznać nowej ciekawej muzyki. Czasem wrzucam do koszyka coś, co znam sprzed 10 lat…
Posted by By: elffaran |
