Dostęp do Internetu mam praktycznie całe moje dorosłe życie. Były okresy, że sieć stanowiła ważny kawałek mojego funkcjonowania, dostarczając informacji, pracy i innych kontaktów międzyludzkich. Pozwalając działać szybciej i "wiedzieć więcej". Nadal jest podstawowym źródłem rozrywki i podręczną encyklopedią. Inne funkcje przestały być istotne. Dzięki sieci poznałam wielu interesujących ludzi, ale żadna z znajomości zawartych i podtrzymywanych przez sieć, nie przetrwała. Moim zdaniem jednak za duża jest pokusa "sprawdzania" co u znajomych poprzez czytanie bloga/blipa/naszej klasy, zamiast zadania pytania. Aczkolwiek, to może działać całkiem inaczej wśród młodzieży, która zawiera przez Internet znajomości w ramach własnej grupy, Internet nie jest już medium łączącym kontynenty, ale raczej pozwalającym zagadać do Tomka z 3b. Co do informacji – internet z medium tekstowego staje się coraz bardziej obrazkowy. Szukam przepisu i zamiast tekstu trafiam na filmik. Zirytowana zamykam przeglądarkę i idę szukać książki kucharskiej. Przejrzenie filmiku zajęłoby mi 15-20 minut, zanim ocenię czy to właściwy przepis i czy chce mi się go wykonywać, czy mam składniki itp. W tym czasie przejrzę kilkanaście innych przepisów tekstowych i zrobię listę zakupów. Filmiki dla mnie osobiście powodują, że Internet zaczyna równać do TV i dla mnie staje się nużący i bezużyteczny. Informacja obrazkowa dla mnie jest zbyt ograniczona i zbyt powolna, w dodatku ogranicza wielozadaniowość. Mogę czytać kilka artykułów równolegle, oglądać kilku filmików na raz nie potrafię.Jakiś czas temu na blogach można było zaobserwować modę na ogłaszanie bankructwa rss/e-mail. Znaczy biedny miś już miał tyle rss-ów i maili, że czytać nie nadążał. Zdecydowanie nie nadążam za modą. Z skrzynki pocztowej zdążam przejrzeć nawet spamy, które przedarły się przez zaporę. A przedzierają się, bo ich kasowanie zajmuje mi mniej czasu niż definiowanie kolejnych reguł w zaporze. Rssy też czytam na bieżąco. Zresztą – regularnie ich ubywa. Zasubskrybowane mam głównie blogi, próba zasubskrybowania wiadomości z portali szybko kończy się skasowaniem tego rss’a. Portale nie potrafią i nie chcą tego wykorzystywać, wysyłanie jednego, urwanego w połowie zdania, jak robi to Onet, skutecznie sprawia, że feed jest bezużyteczny. A poza tym – nie widzę serwisu, z którego wiadomości interesowałyby mnie aż tak, żeby sprawdzać je codziennie. W części, dlatego, że serwisy stają się coraz bardziej wyspecjalizowane. To ok., jeśli szukam konkretnej informacji, ale to nudne jeśli czytam, bo mam akurat na to czas. No właśnie ta specjalizacja serwisów jest naprawdę nużąca, niedługo będzie można trafić na serwis społecznościowy zbierający osoby, które skręciły kostkę prawej nogi. Ile czasu można spędzić w takim serwisie i nie zaziewać się na śmierć? Naprawdę jedyne "kreatywne" pomysły na nowe miejsca, to zrobienie z jednego miejsca dwu? Wracając do blogów – znikają kolejne, bo zostają zahasłowane, albo skasowane. Nowe nie mają tej bezpośredniości w pisaniu o życiu i opiniach, co miały wcześniej znalezione. Znikają zbyt otwarte blogi – to dobrze, ludzie coraz bardziej zdają sobie sprawę, że anonimowość w necie to fikcja. To źle bo nie mam co czytać. Podsumowując – dla mnie obecna sytuacja to zmierzch Internetu jako medium szybko przekazującego różnorodne informacje i era sieci jako bardziej elastycznej odmiany TV dla wszystkich. Chyba, że ktoś wymyśli serwis, gdzie będzie dużo do czytania i różnorodnie
Ok., po części takie miejsca to serwisy z gazetami. Nie skusiłam się jak dotąd, bo obawiam się, że sam fakt możliwości czytania gazet online to jeszcze mało, przydało by się grupowanie tematyczne artykułów, losowanie artykułu i inne gadżety pozwalające znaleźć sobie coś do czytania. Tymczasem, kiedy się przyglądałam takim serwisom, to sprowadzało się to do możliwości zasubskrybowania konkretnego tytułu. Znów nudne.Skusiłam się za to kiedyś na serwis z artykułami domorosłych dziennikarzy, well wniosek taki, że dziennikarstwo obywatelskie to może w stanach, u nas to jest gazetka uczniowska, gdzie się pisze, bo pani kazała. Tylko nie wiem, kto tym ludziom kazał. Jaki wniosek ogólny – że masowość narzuca ograniczenia i w formie i w treści. Mało odkrywcze. Z tego wszystkiego najbardziej żal mi blogów. Te najciekawsze pod względem treści i najoryginalniejsze pod względem formy artystycznej pamiętam z czasów, kiedy enginy blogowe stały u kogoś na prywatnym serwerku. Pomysły dużych graczy niestety robią blogom kuku, tak jak ostatnio na blog.pl, gdzie rss ograniczono tak jak na wszystkich serwisach Onetu – do zdania i linka do źródła. Problem tylko, że link kieruje do archiwum, a popularną funkcjonalnością tam jest hasłowanie archiwum przy pozostawieniu otwartej strony głównej. Do tego "cudowny" mechanizm debat. Wszystkie marzące o sławie blogerki niunie piszą na komendę na jeden temat, generuje się duży ruch i pod względem wprowadzonych treści i pod względem odwiedzających, tylko ech ten poziom…adekwatny do tego, że pisze się na zamówienie, a nie na temat naprawdę interesujący/bulwersujący piszącego. Pod względem usera masowego to są genialne posunięcia, ale ja poproszę jakiś mały serwisik dla ludzi lubiących czytać i myśleć. Wierzę, że trochę jeszcze takich zostało. Ktoś zna taki? (i nie, nie mam na myśli pseudobilotecznego serwisu, gdzie ludzie zaznaczają, jakie książki przeczytali, kolejny żenujący sposób na lansowanie się)