kredytowo

Gazeta.pl czyli mój ulubiony wypełniacz czasu (tak, jedni wolą pudelka inni gazetę, poziom bywa porównywalny) ostatnio zasypuje czytelników artykułami o dramatach ludzi mających kredyty we frankach ("kredytowa narzeczona" już sam tytuł buduje dramatyzm). W szczególnie strasznych przypadkach pani musiała zwrócić bardzo drogie buty, bo rata wzrosła o kilkaset złotych. Dramat normalnie no. No ale bardziej poważnie, to niepracujące żony szukają pracy w związku z wzrostem raty. Kryzys straszliwy. Ta sama gazeta w innej odnodze podaje, że dla kredytu 300 tysięcy wziętego na 30 lat rata wzrosła około 250zł i nadal jest mniejsza niż analogicznego kredytu wziętego w złotówkach.
Biorąc pod uwagę, że przy braniu kredytów w walucie obcej, człowiek jest z każdej strony atakowany ostrzeżeniami o ryzyku kursowym, to taka zmiana w ogóle nie powinna powodować wzmianki w prasie. Jak ktoś wziął kredyt wielokrotnie większy to z pewnością jego największym zmartwieniem nie są buty – ani teraz ani w przeszłości. Być może rzeczywiście niektórzy pójdą do restauracji raz mniej, albo kupią jedne buty mniej w tym miesiącu, ale chyba niespecjalnie jest, nad czym płakać. Jest za to z czego się cieszyć, deweloperzy przypomnieli sobie ponoć o takim wynalazku jak kredyty gwarantowane przez państwo, a do tych kredytów ceny mieszkań muszą mieścić się w określonym limicie. Dotąd się "nie opłacało" budować po cenach mieszczących się w limicie, teraz wobec trudniej dostępnych kredytów zaczęło się magicznie opłacać obniżenie cen. Czyli może dzięki "kryzysowi" niektórzy będą mogli kupić mieszkanie. Czyż to nie zabawne?
No ale te buty… dramat. Też bym nie chciała oddać.
Żeby nie było – owszem martwi mnie spłacanie kredytu. Tyle, że martwi mnie od momentu podpisania umowy kredytowej. Człowiek ma świadomość, że praktycznie całą resztę życia będzie miał to cholerne zobowiązanie i „pizdnięcie” wszystkiego nie wchodzi w grę. Zaczyna się myśleć, że jednak umowa o pracę i stabilna firma to fajniejsza rzecz od zabawnej firmy krzak i spółka, no i ma się różne podobne zmiany w nastawieniu do świata.
Tak przy okazji, nie zaczynam dnia od sprawdzenia kursu franka, co ponoć jest powszechnym objawem.

Leave a Reply »»