2008

Mamy rok 2008. Ustrój zmienił się w naszym pięknym kraju w roku 1989. Przedtem była ciemność, jeśli wierzyć politykom. W 1989 miałam 13 lat. O ile pamiętam to nie stała się w tym roku jasność, tak jak i wcześniej nie była ciemność. No ale co pamiętam "sprzed"? Pomarańcze raz do roku, kolejki po papier toaletowy (tak, i słynne naszyjniki z rolek papieru, jakie ludzie wynosili ze sklepu, gdzie "rzucili" ten cenny towar), przejściowe aresztowanie brata, oczekiwanie na czołgi na ulicy (z ciekawością), słuchanie solidarności w radiu (nudne, czasem zakłócali dobranockę jak za wcześnie zaczęli), pytanie o puste kartki wrzucane przez rodziców do urny w czasie wyborów do rady czegoś tam (narodowej?). Tak naprawdę – zwykłe życie, żadnej traumy. Może nie było zajebiście kolorowo, a misie były szare a nie różowe, ale było zwyczajnie całkiem. Te puste karty do głosowania też mi rodzice wyjaśnili w miarę neutralnie, że zostawiają wybór tym, co to aktywnie chodzą na zebrania i znają kandydatów. Bo wiecie co, przed 89 to ja byłam dzieckiem i wyobraźcie sobie, że dzieci polityką się zazwyczaj nie interesują. Oczywiście można powiedzieć, że rodzina mi ten brak zainteresowania utrwalała, ale – no halo, do zaangażowania każdy musi dorosnąć sam i za siebie decydować. Postacie bohaterów, którzy poświęcali życie i swoje i swoich rodzin budzą we mnie mieszane uczucia. Zresztą – jak wierzyć wspomnieniom publikowanym czasem, to tacy bohaterzy mieszane uczucia budzą też w swoich dzieciach, raczej nikt nie lubi być poświęcany na ołtarzu słusznej sprawy, zwłaszcza jak ma lat kilka i nie rozumie, o co chodzi. Czasem nie ma wyboru, ale w Polsce lat 80 jakiś skromny wybór był. A ja za mało pamiętam, żeby ten wybór oceniać.

Mamy rok 2008. Minęło 19 lat. W "nowym świecie" urodziło się i dorosło całkiem nowe pokolenie. Halo, głosować już mogą ludzie, którzy PRL nie widzieli nawet przez chwilę i nawet w tej najłagodniejszej, kończącej się formie. Czy ktoś mógłby tą wiadomość przefaksować do IPN? Do naszych babrzących się w lustracyjnym błocie polityków? Durni debatujących czy astronom, który podpisał lojalkę może być naukowcem? Bo co, jest jakaś komunistyczna wersja astronomii? Może uczyć studentów byle głupek, ważne że poprawny politycznie? To chyba wracamy do PRL-owskich źródeł, tylko ideologia się zmieniła.

Niewiele pamiętam, ale tak w sumie to mi się kojarzy, że większość mieszkańców PRL była tak albo inaczej umoczona w komunistyczne państwo, albo w partię, albo w służby, albo chociażby w pochody pierwszo majowe. Z drugiej strony – w archiwach SB zostało się to, co swego czasu SB uznało za potrzebne mieć w archiwach. Myślę, że raczej "haki" na ludzi niż prawda. No i w roli "haków" teraz to nasze polityczne ciałka wykorzystują. Te archiwa to tylko element historii, jako taki powinny być dostępne dla wszystkich, a nie do użytku wybrańców szukających sposobów żeby innych przyciąć przy ziemi.

Sądzić nie powinno się za podpisanie lojalki. Sądzić powinno się za konkrety. Że trudno teraz ustalić, kto na kogo doniósł? To czy to uprawnia do losowania winnych i niewinnych? Wiecie co? Nawet zawzięty izraelski sąd wypuścił osobę, co do której byli prawie pewni, że jest nazistowskim zbrodniarzem. Dlaczego? Bo byli _prawie_ pewni. Prawie czyni różnicę. A znęcanie się nad więźniami obozów i tak ma nieco inną wagę krzywd niż donoszenie, że sąsiad ma dewizy.

Podsumowując – nie obchodzi mnie czy Wolszczan podpisał lojalkę, myślę że większość jego studentów i współpracowników też nie obchodzi. Obchodzą mnie konkrety. Konkret jest taki, że trochę brak nam naukowców z sensownymi osiągnięciami. Zamiast tracić kasę na IPN można by trochę dołożyć do polskiej nauki.

_____________

Leave a Reply »»