nowy dom
No to mieszkamy w nowym miejscu tak jakby. Dodam, że mieszkamy w nowym domu niecałe dwa tygodnie, a nie jak się niektórym wydawało od ponad roku. No i w sumie to musieliśmy się przeprowadzić po tym, jak jakimś magicznym sposobem wszystkie naczynia i sztućce zmigrowały się w pobliże zmywarki w nowym domu. W starym został nam jeden głęboki talerz, dwa widelce i jedna łyżka. Małżeństwo zdecydowanie nie może funkcjonować z jedną łyżką. A w ogóle to do nowego domu przeprowadził się nam Internet najpierw, niechcący trochę albowiem przekładając kabel chcieliśmy przełączyć całkiem inny numer.
W każdym razie – jak człowiek jest na etapie oglądania gołych ścian to sobie wyobraża, jak potem wprowadzi się do czystego, pachnącego nowością domku "ready to use". W rzeczywistości to najpierw ma się pył wszędzie, a zapach jest wypadkową różnego rodzaju substancji chemicznych użytych całkiem niedawno. A poza tym mądrą radą jest pomieszkanie w domu, w którym użyto podobne technologie, zanim zacznie budować się własny. Mądrą, ale szkoda, że mało realną. Już za sobą mam zdziwienie, że piec gazowy TAK hałasuje. W końcu wcześniej miałam okazję widzieć tylko piecyki gazowe w łazienkach. Piec kondensacyjny te swoje rurki do odzyskiwania ciepła ze spalin używa też do wygrywania różnych takich, niekoniecznie melodii. A źle ustawiony wyje tak, że słychać go kilka domów dalej (przetestowane pod koniec ostatniej zimy). Co za matoły w czasopismach budowlanych radzą, żeby kotłownię robić w środku domu, toto pod ziemią powinno być zakopane. Poza tym serdecznie dziękuję projektantowi klatki schodowej, że zapoznał się z zasadami akustyki. Ja tego, że taka klatka będzie zbierać dźwięki z openspace’a (pardon salonu) mogłam nie wiedzieć, ale projektant to chyba powinien takie rzeczy przewidywać? Hmm, zresztą może to było celowe, z kuchni można zwołać wszystkich domowników w dowolnych miejscach domu przebywających i to nawet nie podnosząc specjalnie głosu.
Pocieszające przynajmniej, że mechanicznej wentylacji nie słychać – w brew moim wcześniejszym obawom. A poza tym z trudem przyzwyczajam się, że wszędzie dookoła widać innych ludzi i domy. W tym przypadku przeprowadzka o 20m robi różnicę – w starym domu widać było krzaki dookoła, no i ciszej dzięki temu było zdecydowanie, bo (co za niespodzianka…) sąsiedzi dookoła albo trawę koszą, albo drzewo rąbią, albo perfidnie odkurzają przy otwartych oknach. A amant sąsiadki powinien tłumik w samochodzie zmienić. Normalnie zaczynam się czuć jak człowiek mieszkający w mieście (że co? Że to niby zawsze było miasto? No niemożliwe).
Posted by By: elffaran |
