„koronkowe” prawo autorskie

Lubię bawić się w wytwarzanie różnego rodzaju rzeczy "metodą tradycyjną". W przypadku wszelkiego rodzaju tekstyliów to daje zarówno satysfakcję z wykonania czegoś własnoręcznie jak i możliwość wykazania się kreatywnością. Jednakże jest to kreatywność w pewnych ograniczonych ramach. Jeśli szydełkowanie czy robienie na drutach ma tradycję kilkuset lat to prawdopodobieństwo, że współcześnie ktoś wymyśli nowy splot jest w okolicach zera. Twórczym wkładem robiących jest aranżacja kolorów, zestawienie grubości włóczek, ale i tu liczba kombinacji nie jest nieskończona. Swoistym podpisem wykonawców są niedoskonałości, sposób naciągania nitki, który bywa nierównomierny, błędy we wzorze. O ironio im większą ma wprawę osoba dłubiąca i im dokładniej wykonuje zamysł, tym bardziej końcowy wybór jest powtarzalny i prawdopodobnie gdzieś jest lub był identyczny. W szczególności dotyczy to wszelkiego rodzaju koronek i frywolitek, gdzie założenia, co do zastosowań i estetyki znacznie ograniczają wybór rodzajów i kolorów nici.

Niedawno trafiłam na stronach poświeconych robótkom na dość nieprzyjemną w tonie dyskusję. Mocne argumenty o prawach autorskich, obrzucanie mniej lub bardziej zawoalowanymi obelgami, pokazywanie zdjęć "złodziei". Najwyraźniej granica, do której są w stanie ludzie dotrzeć w swej pazerności, jest gdzieś w kosmosie. O pazerności mówię, bo te wielkie argumenty o prawie autorskim pojawiają się na stronach ludzi chcących zarabiać na swoim rękodziele. Nie żebym coś do zarabiania miała, zarabianie jest miłe, ale rozsądek milszy. Jeśli chcesz zarabiać na rękodziele, szanuj to, że w sztuce tradycyjnej raczej nic nowego nie wymyśliłeś i jakaś babcia na Syberii mogła sama z siebie 100 lat temu wykonać identyczną koronkę.   Ba, bardzo podobne, na tyle podobne, że nie do rozróżnienia na zdjęciach, efekty można uzyskać przy pomocy różnych splotów. To nie technologia, ani nauka, nie ma liniowego rozwoju, a raczej krążenie w kółko. Tak więc uczciwie zarabiać można tylko na umiejętności wykonywania splotów, a nie na „licencjach”. A prawo autorskie pozwala na wykorzystywanie wszelkiego rodzaju opublikowanych wzorów dla potrzeb własnych. Zresztą gdyby było inaczej to istnienie wszelkiego rodzaju robótkowych czasopism byłoby absolutnie bez sensu. Jakim więc trzeba być durniem, żeby wstawiać zdjęcie cudzej pracy i pisać "dyplom za pierwsze miejsce a gdzie nagroda dla mnie, skoro ten wzór opublikowałem w miesiącu tym a tym, w takim a takim czasopiśmie"? No dobra, a gdzie nagroda dla anonimowych autorów wzorów sprzed kilkuset lat?

Leave a Reply »»