wrrr
Historia z gatunku tych, co zdarzają się prawie wszystkim, ale złoszczą tylko jak zdarzą się tobie.
Huśtam się na krzesełku w spokojny biurowy dzień. Telefon. Recepcja z Twardej pyta czy zgadzam się na przełączenie rozmowy. Hmm, no co mam się nie zgodzić. Twarda to w naszym korporacyjnym światku siedlisko dyrekcji dyrekcji i marketoidów, telefony stamtąd dobrze jest odbierać. A jak ktoś nie dzwoni osobiście, tylko przez recepcje/sekretarki to dobrze jest też zacząć szybko myśleć i sprawdzić listę grzechów.
Lista chwilowo pusta, a na Twardej dawno (hmm całe 2 miesiące pewnie) nie byłam.
No dobra. Pani nie powiedziała w jakiej sprawie, ani nazwisko mi nic nie mówiło, ale ok część spraw, z którymi mamy do czynienia jest poufna, a resztą też nie uszczęśliwia się wszystkich dookoła. Nazwisko, jak nazwisko – w projekcie zetknęłam się pewnie z dwoma setkami różnych nazwisk, no halo, pamięć ma swe ograniczenia nawet w komputerze, pamiętam pięćdziesiątkę najaktywniejszych. Ludzie na dodatek są z różnych firm.
Panie zestawiły rozmowę, bla bla "witam agencja rekrutacyjna taka a taka, prowadzę projekt rekrutacyjny…" no rzesz kurwa mać, na telefon służbowy poprzez recepcję wszystkich świętych dzwonią? Fantastyczny profesjonalizm. Ciekawe skąd się w tych agencjach bierze przekonanie, że osoba dorwana przy biurku natychmiast rozwinie przed nimi swój wachlarz wiedzy, umiejętności i doświadczenia, a następnie w podskokach pogna na spotkanie. W godzinach pracy oczywiście. Dodam, że jeśli ktoś już zna moje imię, nazwisko i miejsce pracy to łatwo jest znaleźć w necie mój profil zawodowy i tym samym możliwość kontaktu przez odpowiedni serwis. A jeśli już się do mnie dzwoni to lepiej jest wskazać źródło kontaktu, bo przynajmniej jestem w stanie dookreślić temat i potencjalną ocenę. W moich oczach rekruter ukrywający takie informacje, wcale nie jest wiarygodny. Jeśli wylosował mnie przypadkowo i nawet nie wie jak wygląda mój zakres doświadczeń, to nie życzę sobie, żeby zajmował mój czas i już.
Posted by By: elffaran |
