rocznicowo

Niedawno minęła nasza trzecia rocznica ślubu. Przy okazji nasunęła mi się refleksja, że gdyby nasz ślub odbył się dziś, to lista gości była by już w dużej mierze inna. Kto wie, może robienie sobie takiej listy co rok całkiem nieźle pokazywałoby miejsce w życiu? A przynajmniej miejsce w międzyludzkiej sieci.

Znajomość, znajomość tak żeby kogoś znać i chcieć znać, wymaga wysiłku i czasu z obu stron. Czasu w wielkomiejskim życiu brakuje zazwyczaj, a co do wysiłku – człowiek chętnie go unika, jeśli nie widzi nagrody. No i – duża część znajomości, nawet tych interesujących, okazuje się płytka i kończy z zmianą miejsca pracy, końcem kursu, po prostu z końcem narzuconego przez życie przebywania razem.

Tym bardziej ja osobiście cenię sobie małżeństwo, które tak owszem, wymaga wysiłku i nie daje gwarancji. Nudno by było brodzić całe życie po kostki, czasem trzeba popływać na głębszych wodach.

Dobra, staram się też cenić innych ludzi. Nadal uważam, że warto. Przynajmniej czasem. Znaczy trafiają się tacy co warto ich cenić, a nie znajdzie się bez próbowania, no nie? (BTW, kto czytał “Znaczy kapitana” ręka do góry ;) )

No w każdym razie – część znajomych już zniknęła w odmętach czasu, pojawili się inni. Dawnych znajomych oczywiście mogę odszukać w którymś z licznych portali społecznościowych, sprawdzić na blipie czy blogu co aktualnie porabiają, wszystko to daje błogie poczucie trwania znajomości. Aczkolwiek – raczej bez entuzjazmu podchodzę do prób reaktywacji znajomości, które sprowadziły się do linku na naszej-klasie na przykład.

Przykrą ciekawostką na takiej liście gości były by osoby 3 lata temu zaproszone z sympatii, które dziś zaproszone by były ze względu na różnej maści konwenanse. Im człowiek starszy tym bardziej grzęźnie w takowych, chociaż prawie wszyscy sarkają na to w wieku nastoletnim, kiedy to ma się to głębokie przekonanie, że człowiek wie jak żyć i jeszcze innych pouczać mógłby. Teraz raczej jestem na etapie słuchania niż pouczania (co oczywiście nie oznacza, że do jakichkolwiek rad się zastosuję, raczej do końca świata będę miała mentalność nastolatki…)

Z innej bajki – nadal mnie szokują wątki zakładane przez panie na forach w rodzaju "profilaktycznie pocztę mężusia sprawdzaj codziennie, zawartość telefonu przeglądaj, jak mężuś bierze prysznic, a raz na kilka lat wynajmij detektywa". To chyba dobrze, że szokuje? Znaczy jakiś własny umysł niezależny od posiadania obrączki zachowałam. Od wizji małżeństwa odstręczało niegdyś to popularne przekonanie, że akt małżeństwa jest tożsamy z aktem własności, a po ślubie dwoje zmienia się w jakiegoś minoga o jednej tożsamości, za to 4 kończynach.

Leave a Reply »»