Samotny tłum, David Riesman

Tak o to po 8 latach od ukończenia studiów zabrałam się za czytanie książek, z których na studiach przeczytałam kilka stron i zostawiłam sobie do przeczytania jak znajdzie się chwila czasu. To niewątpliwie miło jest mieć chwilę czasu.

Czy "Samotny tłum" można jeszcze nazwać książką socjologiczną w czasach, gdy socjologia sprowadza się albo do badań statystycznych, albo do opisywania konkretów bez odrobiny refleksji i polotu? Interesujące cóż powiedziała by gniewna M.Klimowicz, dla której H.Świda-Ziemba "to niewiadomo kto to i po co jest pytany o nowoczesne społeczeństwo" czy jakoś tak. Wśród współczesnych socjologów widoczni są pyskacze, brak, zwłaszcza w necie brak, widoczności osób zdolnych popatrzeć na zjawiska z dystansem i porwać się na refleksje i interpretacje. To oczywiście nie oznacza, że nie istnieją osoby skłonne do patrzenia na społeczeństwo z szerszej perspektywy niż katastrofa jednego dnia. Tylko że mają małe szanse zaistnieć w czasach kilkuwyrazowych wpisów na blipie/twitterze i coraz krótszych migawek w wiadomościach streszczających liczbę tematów jaka już dawno przekroczyła zdolności poznawcze przeciętnego człowieka.

No ale wracając do "Samotnego tłumu" – wydany był w latach 50, oparty o obserwacje z lat 40 w USA, a powraca w kolejnych wydaniach do dziś. Ciekawe jak ma się ta książka do współczesnego społeczeństwa amerykańskiego? Do współczesnego polskiego ma się świetnie. Dookoła można zaobserwować bardzo wiele elementów pojawiania się w społeczeństwie dominacji typu zewnątrzsterownego, wyczulonego na reakcje grupy rówieśniczej, mającego czas na konsumpcję i nie mającego stałych, silnie zintegrowanych z moralnością celów. Z jednej strony to fascynujące, że obserwacje, które sam autor uważał za przypisane do określonego miejsca w czasie i przestrzeni, mają dużo szersze zastosowanie. Z drugiej – od razu widać, że szukanie przyczyn tych zjawisk w zmianach demograficznych było błędem. Jeśli w współczesnej Polsce powtarzają się zjawiska, które Riesman widział w powojennej Ameryce to przyczyn należało by szukać raczej w rosnącym bogactwie populacji (bogactwie rozumianym jako brak konieczności wykonywania fizycznej pracy przez cały okres swojej aktywności dziennej), braku opresji zewnętrznej i braku homogeniczności kulturowej (Polska powojenna, zamknięta za żelazną kurtyną praktycznie kontakty z innymi kulturami miała co najwyżej przez zespoły folklorystyczne). Innymi słowy zmianę typu postępowania generuje nie wzrost czy spadek urodzin, ale wolny czas (czyli coś co autor nazywa "niestrawną wolnością od pracy") i brak powodów by mieć aspiracje wyrwania się ze swojej grupy.

 

Brak potrzeby uczestnictwa w politycznym życiu w USA pojawił się dużo wcześniej. W naszym kręgu kulturowym typ "wewnątrzsterowny" potrzebny był dużo dłużej, raz w związku z chaosem powojennej odbudowy, dwa w związku z rozbieżnością ustroju z moralnością i potrzebami ludzi. Teraz już potrzeby dążenia do wyższych celów nie ma, można się zająć "lansowaniem" w ramach czasu wolnego od pracy zarobkowej.

Tak całkiem na marginesie – ciekawe wrażenie robi fragment, w którym autor wspomina o badaniach gustów muzycznych i tego jakie płyty ludzie kupują i dlaczego – w latach ’40 ubiegłego wieku. Analogiczne badanie w Polsce miałoby sens najwcześniej w latach ’60, ale nadal bardziej związane byłoby z tym co ludzie mogą kupić a nie z tym czym mogliby się kierować mając szeroki wybór.

 

Pomijając smaczki związane z określonym czasem i miejscem, które dziś już wyglądają zabawnie (równie zabawnie wyglądają odwołania do innych publikacji z nauk społecznych, których dziś już nikt nie pamięta, jedynym pamiętanym wyjątkiem spośród tych na których się Riesman powołuje, jest bodaj Margaret Mead) , to "Samotny tłum" może być niezłą pożywką do zastanowienia się dlaczego w społecznych sytuacjach zachowujemy się w określony sposób. Zwłaszcza w kontekście uwag, że kultura oferuje coraz mniej miejsca na buntowniczość i przekraczanie norm kulturowych. No tak, ci którzy w innym miejscu byli by szamanami czy zabawiaczami, dziś lądują w obiektach bez klamek.

 

A dalej przegląd cytatów zamiast streszczenia.

Wstęp do wydania polskiego:

Amerykanin z klasy średnich przestał być zapamiętałym wyznawcom szorstkiego indywidualizmu[…] z samodzielnego przedsiębiorcy przekształcił się w białokołnierzykowego pracownika wielkich firm [..] i stał się początkującym kandydatem na obywatela cywilizacji obfitości, zaprawiającym się w radosnej konsumpcji przedmiotów, wrażeń i czasu.

Wykształcenie, czas wolny, usługi – wzrastają łącznie z wzrostem konsumpcji słów i obrazów, rzucanych na rynek przez środki masowego przekazu[…]Ludzie zewnątrzsterowni również polityczne zdarzenia przeżywają poprzez ekran słów, który je zazwyczaj rozczłonkowuje i nadaje im cechy jednostkowe i pseudoosobiste. Tendencją człowieka wewnątrzsterownego […] jest natomiast systematyzacja tego potoku słów i rozpatrywanie ich w kategoriach moralistyki.

Uczucia wstydu i winy zostają znacznie osłabione, natomiast podstawowym mechanizmem psychologicznej autokontroli osobowości zewnątrzsterownej jest rodzaj nieokreślonego niepokoju. Ten mechanizm kontrolny nie przypomina żyroskopu, przypomina natomiast radar.

 

I treść:

W istocie w niektórych pierwotnych społeczeństwach jednostka jest dużo bardziej ceniona niż wielu dziedzinach społeczeństwa nowoczesnego. W społeczeństwach sterowanych tradycją jednostka żyje bowiem w ściśle określonym funkcjonalnym stosunku z innymi członkami zbiorowości. Jeśli nie zostanie stracona naprawdę należy do grupy, nie jest zbyteczna, jak zbyteczny jest współczesny bezrobotny. Ale właśnie na mocy tej przynależności, życiowe cele, które są rzeczywiście jej celami[…] zdają się w nikłej mierze kształtować jej losy[…]

[…] życie w społeczeństwie scentralizowanym i zbiurokratyzowanym i świecie skurczonym, wstrząsanym przyspieszonym przez industrializację zetknięciem się ras, narodów i kultur.

W tych nowych warunkach przestaje być niezbędny twardy upór i duch przedsiębiorczości ludzi o wewnątrzsterownym charakterze. Coraz bardziej istotnym problemem stają się inni ludzie, a nie środowisko materialne.

[…] gdy dalsza działalność może mieć już charakter planowy i zrutynizowany, wtedy na wierzchołkach organizacyjnych struktur otwiera się szansa dla jednostek zewnątrzsterownych.

Dobrze poinformowany […]wie zbyt dużo o polityce, aby tak łatwo dać się uspokoić, zbyt mało jednak by docenić odpowiednio własne możliwości działania. Jego wiedzę bowiem limituje troska o odbiór wyłącznie "właściwych" informacji, to znaczy najbardziej poufnych, pochodzących zza kulis, od najbardziej wtajemniczonych. Nieustannie zaniepokojony, czy jest na właściwym torze, broniący się przed zaangażowaniem, lękający się jak ognia pomówieniem o naiwność (która znaczy dla niego tyle samo, co rozważanie spraw z osobistego punktu widzenia)[…]

(zewnątrzsterowni rodzice) Jakiekolwiek treści przekazywali by dziecku, przekazują mu również swą zaraźliwą, udzielającą się niepewność. Wzmacniają to wychowanie udzielając dziecku swej aprobaty – która jednocześnie jest aprobatą samych siebie – gdy zyskuje ono poklask otoczenia. […] Dziecko zewnątrzsterowne natomiast staje wobec podwójnego zadania, nie tylko ma postępować właściwie, lecz ma również samo ocenić, co znaczy owo "właściwie". Stwierdza, że zarówno jego wybór, jak i to, co jest wart w oczach innych, zależy od towarzystwa, z którym przestaje.

Nastolatek, rozpoczynając w wieku lat dwunastu czy trzynastu, swoje liryczne romanse, dość wcześnie uprzytamnia sobie, że jego upodobania uczuciowe, tak jak i konsumenckie należą do tematów, które musi on udostępnić w rozmowach z kolegami. Podczas gdy etykieta budowała między ludźmi bariery, społeczny obieg konsumencki upodobań wymaga bądź zrezygnowania z prywatności, bądź ukrycia jej w głębi własnej natury na podobieństwo Boga liberalnych teologów. Sąd rówieśniczego zespołu nie znosi żadnych zapór chroniących przed samooskarżeniem.

Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek grupy rówieśnicze posługują się słowami w sprawowaniu władzy, a zarazem bardziej niż kiedykolwiek padają ich ofiarą.[…]Co kilka lat dojrzewają całkiem nowe słowa. Grupa rówieśnicza pośredniczy między jednostką a przekazami, nadawanymi przez środki masowej komunikacji.

Wystawione coraz to bardziej na działanie środków przekazu dzieci są dziś za mądre, aby pozwalać sobie na "nierealne" marzenia.

(Batman co prawda zastąpił książki o bohaterskich Indianach/kowbojach, ale żadne dziecko nie marzy o posiadaniu cech Batmana)

Człowiek wewnątrzsterowny skłonny jest traktować pracę jako kształtowanie pozaludzkiego świata rzeczy; w ten przedmiotowy, urzeczowiony sposób traktuje również społeczną organizację wytwórczości. Człowiek zewnątrzsterowny traktować będzie proces pracy raczej jako kwestię współpracy ludzi – i to ludzi pojmowanych raczej jako coś więcej niż suma ich wytwórczych umiejętności i postaw.

[…]człowiek wewnątrzsterowny odczuwał daleko mniejsze niż człowiek współczesny pragnienie, aby był lubiany za swe rozrywki i kochany za swoje grzechy.

[…]rynek przyjaźni przegrodzony jest wieloma barierami gospodarczymi, politycznymi, kulturalnymi. Najwyższą z nich stanowią wielkie różnice dochodów, wykluczające możliwość równego uczestnictwa w konsumpcji dóbr, wczasów i zabawy.

Leave a Reply »»