bez tytułu
Opowieść o trudnej ciąży – bohaterką jest nastolatka, która świadomie urodziła dziecko niezdolne do samodzielnego życia. Dziecko zmarło tuż po porodzie. Co w tej historii mnie poruszyło, to że dziewczyna została się sama z wyborem przecież zgodnym „z moralnością” większości, została odrzucona.
Kościół katolicki naciska na donoszenie ciąży w każdej sytuacji – czy ma jednak mechanizmy wsparcia dla kobiet świadomych, że nienarodzone dziecko już jest chore? Jeśli ma – powinien je promować bardziej niż groźby piekielne i walkę o coraz ostrzejsze prawo antyaborcyjne.
Ksiądz owszem umiał przedstawić wizję piekła, ale najwyraźniej poza tą wizją, żadnego wsparcia nie umiał zaoferować. Najprawdopodobniej założył, że dziewczyna chce pozbyć się zdrowego dziecka dla własnej wygody. Inny ksiądz zastanawiał się, czy „to” co dziewczyna urodziła jest dzieckiem, no ale ci „zwykli” księża są tacy jak ich otoczenie. Ciąża ma być lekka, dziecko urocze i zdrowe, a nastolatki powinny „płacić” za chwile przyjemności.
Przypadki gdy nie wszystko jest takie proste i oczywiste lepiej upchnąć w nieświadomość. Młode dziewczyny nie są inkubatorami, są często niegotowe psychiczne na ciężar, jaki przychodzi im ponieść. 9 miesięcy ciąży z świadomością, że dziecko najprawdopodobniej nie przeżyje dnia – to może być za dużo dla psychiki osoby już ukształtowanej i samodzielnej, a opowieść jest o nastolatce jeszcze przed maturą.
Przy okazji takich historii przypomina mi się pratchettowski ŚMIERĆ – nit go nie widzi nie dlatego, że jest niewidzialny, ale dlatego, że nikt go widzieć nie chce.
Posted by By: elffaran |
