pseudo filozoficznie
Kilka dni temu zmarła Irena Sendlerowa. Z okazji bijących po oczach linków poczytałam raz jeszcze o historii jej życia. Życia o całkowicie odmiennych realiach od tego co mnie otacza.
Żyjemy w spokojnym miejscu i spokojnych czasach. Dla wielu osób decyzja wyrażająca przekonania to wybór między ThinkPadem a Mac’iem. Dla innych szczytem poświęcenia jest ruszenie zadniej części sprzed komputera i wzięcie udziału w głosowaniu raz na cztery lata. Innym nie chce się nawet tego zrobić, bo “to nic nie zmieni”.
Działania Ireny Sendlerowej w skali kraju czy historii niczego nie zmieniły. Były wyłącznie wyrazem jej własnej niezgody na otaczającą rzeczywistość. Były też wyrazem zaufania do ludzi, z którymi te przekonania dzieliła. Żadna z tych osób – ani działaczy ruchu oporu w czasie wojny, ani z działaczy związkowych przed wojną, nie działała samodzielnie.
Podejmowali decyzje, których konsekwencją była konfiguracja życia i śmierci – własnej, znajomych, obcych. I potrafili innym ludziom zaufać swoje życie. W porównaniu z tym współczesne relacje międzyludzkie wydają się miałkie. Nie wiem jak wy, ale ja żadnemu ze swoich znajomych nie zaufałabym tak dalece.
Posiadamy bardzo wiele kanałów komunikacyjnych pozwalających w trybie natychmiastowym sprawdzić, co myśli czy robi dana jednostka. Ten nadmiar możliwości wcale nie uczy zrozumienia i szacunku dla drugiej osoby, za to eliminuje potrzebę poznania i spędzenia pewnej ilości czasu potrzebnego na to poznanie. Przestałam korzystać z pewnego typu komunikatora – rozwiązało to kwestię części znajomości, chociaż był to tylko jeden z możliwych kanałów nawiązania kontaktu. Znajomości i przyjaźnie “w internecie” uroczo opisuje ten obrazek na blogu piksele (swoją drogą współczesny nurt rysunków z hasłem popularny na blogach, bardzo przypomina mi formę plakatów socrealistycznych, może w końcu się wybiorę do muzeum plakatu?).
Łatwo uwierzyć, że “poznajemy” się na podstawie blogów czy profili w społecznościowych serwisach, ale w tych miejscach unika się eksponowania własnych przekonań – zresztą słusznie – coraz więcej specjalistów hr przeczesuje internet – przecież nikt nie chciałby stracić możliwości zaistnienia w dużej firmie tylko dlatego, że prywatnie ma przekonania inne niż rekruter. I chyba to wszystko po trochu sprawia, że w porównaniu z minionymi pokoleniami jesteśmy nijacy.
A socjologowie zajmujący się internetem szukają w nim społeczności i relacji. Powodzenia. Można też poszukać na słupach ogłoszeniowych.
Posted by By: elffaran |
