majówka 2008 – Nowy Wiśnicz

Przez Nowy Wiśnicz przejeżdżaliśmy w sobotę, ale zwiedzanie zamku odłożyliśmy na kolejny dzień. Kolejnego dnia okazało się, że słońce ma własne plany na spędzenie tego czasu. Zamki w strugach deszczu może i są romantyczne, ale aparat fotograficzny to źle znosi. W każdym razie – dla miłośników cudów architektury – Wiśnicz koniecznie. Zamek był budowany przez rodzinę Kmitów przez 200 lat, potem jeszcze kilka lat przebudowywany przez Lubomirskich. Tak swoją drogą – Nowy Wiśnicz - fragment murów obronnychnajwybitniejszy z Kmitów zmarł bezpotomnie, w takich przypadkach zastanawiam się, czy taki był zapracowany czy może miał odmienne upodobania? Wracając jednak do zamku – grubość murów i konstrukcja gwarantowała, że był niezdobytą twierdzą, ale – został zdobyty bez walki. Właściciel był wtedy gdzie indziej. Polacy jak wiadomo wolą bronić przegranych spraw.

Solidna konstrukcja ocaliła zamek też przed działaniem czasu – mimo, że długi czas przed wojną i po wojnie opuszczony i bez dachu – najwyraźniej dał się odremontować. Ile ten remont kosztował – to w świetle kosztów budowy zwykłego małego domku, nawet boję się pomyśleć. Przez chwilę w budowlach około zamkowych (zachowała się też część zabudowy wewnątrz murów obronnych) urządzono hotel, co niewątpliwie było fajnym pomysłem, dającym możliwość zarobku bez blokowania całości. Hotel jest już jednak zamknięty, ponieważ trwa proces miedzy tarnowskim muzeum a stowarzyszeniem Lubomirskich o prawa własności. Przyznam, że w takich kwestiach nienaruszalność prawa własności budzi moje zastrzeżenia. Obiekt ma przede wszystkim wartość historyczną, a nie materialną. Ewidentnie nie jest obiektem mieszkalnym, ani usługowym. Jest za to obiektem kosztownym w utrzymaniu. W dodatku "prywatny" właściciel w tym przypadku to nie osoba prywatnawejście do zamku tylko stowarzyszenie, którego ciągłość istnienia od czasów przedwojennych jak dla mnie jest rzeczą dziwną – jakby nie było historia brutalnie obeszła się z naszym kawałkiem Europy i choć wiele fundacji i przedsiębiorstw wpisuje sobie rok założenia z XIX wieku czy wcześniejszy, to jednak żadne z nich faktycznie nie istniało w sposób ciągły przez okres dwu wojen światowych i zmiany ustrojowej. Jednak – prawnie można dowodzić ciągłości, mnie bardziej interesuje fakt, że obiekt ma przede wszystkim wartość historyczną – co zrobi z nim prywatny właściciel? No i – czy zwróci nakłady jakie poniósł skarb państwa, celem doprowadzenia murów ponownie do stanu "bycia zamkiem"? Przewodnicy wspominali, że jak na razie wkładem stowarzyszenia Lubomirskich w działanie zamku jest organizacja tam przyjęć na kilkaset osób. No cóż – to jest pewnie jedyne alternatywne do muzealnego zastosowanie zamku – zachowanie go dla garstki wybrańców. Gdyby to dotyczyło Wawelu poczulibyśmy się trochę urażeni, co? Tak na marginesie – Wiśnicz ma większą salę balową niż Wawel.

Oczywiście można mieć nadzieję, że Stowarzyszenie Lubomirskich zachowa muzeum i doda jakiś twórczy element zarobkowy – mnie bardzo brakuje w takich miejscach kawiarenek, które wnosiły by trochę życia w sztywne, wielkie mury, w końcu kiedyś to były miejsca, gdzie toczyło się życie.

W ubiegłym roku byliśmy w Winnej Górze w czymś, co jest namiastką muzeum w pałacyku wykorzystywanym i zamieszkanym przez właścicieli – ale tam jest to oddział muzeum gnieźnieńskiego. Nie mamy tradycji prywatnego muzealnictwa, nie mamy nawet umiejętności wykorzystania i wyeksponowania zabytków. Mamy za to tradycje walki z konserwatorem zabytków. Często mijam zabytkową willę "grancówkę" na obrzeżach Warszawy. Cudo sztuki murarskiej zbudowane z wielokolorowej cegły ułożonej w murze we wzory. Kilka lat temu kompletne mury z rozpadających się dachem odzyskał prywatny właściciel. Teraz już są tylko szczątki murów. Za dwa-trzy lata nie będzie po niej śladu, będzie za to teren pod zabudowę w niezłym z komercyjnego punktu widzenia miejscu – jakieś pytania co do celów właściciela? Nie dziwię się, że prywatny właściciel chce zarobić, smutno tylko trochę, że nasze prawo i państwo nie wspiera właściciela, żeby jednak bardziej opłacało mu się ocalić zabytek i pokazać go innym, a nie planowo budynek doprowadzić do zawalenia.

widok z zamkiemwieżaWiśnicz jak już wspominałam jest zbudowany zbyt solidnie, żeby w przeciągu jednego pokolenia zawalił się sam z siebie. Prywatny czy państwowy – pozostanie przede wszystkim fantastycznym elementem krajobrazu. Widok jest jak z ilustracji do powieści fantazy. Zamek ma cztery wieże – każdą inną, jedna z nich pokryta jest malowniczą czapeczką. Do klimatu fantazy pasowały by też okna namalowane na fasadzie – udające prawdziwe.

 

W sąsiedztwie zamku jest cały masyw zabudowań o charakterze fortecznym, wieczorem oświetlone wyglądają niesamowicie. Z rozmów wyglądało, że nie tylko my z rozpędu pojechaliśmy właśnie na teren tych zabudowań, mijając zamek. Z bliska nie są już takie imponujące – są za to zakratowane i pozamykane. Miejmy nadzieję, że solidnie pozamykane – obecnie jest tam więzienie. Kiedyś były to tereny klasztorne, połączone przejściem podziemnym z zamkiem i stanowiące zaplecze zamku. Zwiedzać się ich teraz nie da – ale ich urok (czy też raczej moc…) i tak widać przede wszystkim z daleka.

 

Wnętrza zamku nie są urządzone, ale też – mnie to ogólnie nie przeszkadza, ponieważ uważam, że o ile rekonstrukcja i konserwacja architektury ma sens, o tyle – urządzanie wnętrz chyba dalekie jest od tego, jak mogło wyglądać życie w danej epoce. Zresztą – jaką epokę z kilkusetletniego życia zamku wybrać? Bardziej mnie przekonuje wykorzystanie wnętrz jako sal wystawowych dla malarstwa. No i … kawiarenka czy restauracja w stylu jednej z epok była by fajnym akcentem, zwłaszcza że turysta przeciągnięty po długim ciągu sal pewnie zgłodniał. Czasem przeszkadza mi ogólna "sztywność" obiektów do zwiedzania. Niczego nie można dotknąć, nigdzie nie można usiąść. Tu można było przynajmniej spróbować działania sali spowiedzi z sufitem tak ukształtowanym, że szept z jednego rogu można usłyszeć w drugim. Kolejna taka jest podobno w klasztorze kamedułów na warszawskich Bielanach, no proszę trzeba było jechać na drugi koniec Polski, żeby dowiedzieć się co jest po sąsiedzku.

Tak swoją drogą – to co usłyszeliśmy od przewodnika na miejscu jest sprzeczne z tym co jest w Wikipedii na temat zamku, co niestety pokazuje jakość „wspólnej” wiedzy – aby móc korzystać z wikipedii trzeba mieć wiedzę pozwalającą zweryfikować poziom wpisu – ale na podstawie tego co usłyszałam i co w tym wypadku wydaje się bardziej wiarygodne – zamek nie powrócił do książąt Lubomirskich, przynajmniej w obecnej chwili. No i nie „ród” stara się odzyskać zamek, bo ród to pojęcie nieistniejące z punktu widzenia prawa. A herb Szreniawa nie jest odmianą Drużyny – Lubomirscy zmienili herb wprowadzając się do zamku. Szreniawą legitymował się wcześniej ród Kmitów.

One Response to majówka 2008 – Nowy Wiśnicz »»


Comments


Trackbacks & Pingbacks »»

  1. [...] swego czasu do nazwy "małego Wawelu". W sumie jak pamiętam z wystawy miniaturek w Wiśniczu, to "małym Wawelem", jest wszystko, co jest czworokątne i wystarczająco duże, żeby w [...]

Leave a Reply »»