pierwszy dzień majówki drugą parą oczu

Chciałam zobaczyć Ojców, bo to takie miejsce "podręcznikowe" (no przynajmniej w moim podręczniku do geografii było), którego wstyd nie znać. A poza tym – zamki i oryginalne ukształtowanie terenu w jednym pakiecie nie trafia się często. Po tym co zobaczyliśmy przejeżdżając przez Ojców – jeżdżenie tam "w sezonie" to fatalny pomysł. Park Narodowy można rozpoznać po jezdni obstawionej samochodami. Zakaz parkowania nikomu nie przeszkadza, co mnie zresztą nie dziwi – w taki teren zwykle jedzie się samochodem i gdzieś go trzeba zostawić. Dziwi mnie raczej, że gminy żyjące z turystów nie próbują zapewnić miejsca do zostawienia samochodów. Przy takiej ilości zmotoryzowanych w okolicy powinien być wielopoziomowy parking. Szczerze mówiąc widoki sznurów aut zastawiających każde miejsce, gdzie da się wjechać, mam na co dzień i nie widzę sensu oglądania tego gdzieś indziej niż w stolicy. Dlaczego zmotoryzowanych traktuje się jak dopust boży, skoro zarówno w miastach jak i poza nimi to jest grupa nakręcająca ekonomię? W stolicy właśnie mamy kolejną dyskusję o podwyżce cen za parkowanie, ale nie ma dyskusji o zapewnieniu rozsądnej liczby miejsc parkingowych! Warszawskim radnym już dziękujemy, i tym z lewa i tym z prawa, chyba nie powinni myśleć dalej, bo jeszcze się zmęczą.

No a wracając do wyjazdu – okolica poza samym Parkiem jest brzydka i zaniedbana aż dziw. Siedzą na wyciągnięcie ręki od dużego tortu i nie próbują skorzystać. Ciekawe z czego wynika bierność mieszkańców akurat w tej okolicy?

Wizyta w Skale jest pouczająca. W miasteczku nie dzieje się nic. Zauważyłam jedną pizzerię. Pewnie jest gdzieś jeszcze druga. I już. To wszystko w zasięgu "rowerowym" od jednego z najbardziej znanych zabytków przyrody – charakterystycznej "maczugi" skalnej.

Na pamiątkę mam zdjęcie "na targowej zabrania się handlu". Obok tabliczki jest coś co wygląda jak współczesna wersja rynku – miejsce na bazar – duży plac otoczony niskimi blokami w ciągłej zabudowie (rynek w „normalnej” małomiasteczkowej wersji też jest, parę kroków dalej, ale ten współczesny jest bardziej zaskakujący).

Po paru godzinach jazdy można mieć poważne wątpliwości, czy wyjazd w długi weekend to dobry pomysł. W maju wszyscy mieszkańcy Polski przemieszczają się na komendę i po paru godzinach można mieć dość, zwłaszcza patrząc na stada ludzi w mało przyjemnych hotelach. "Masowa" turystyka raczej nie kojarzy mi się z odpoczynkiem, a nawet nie ze zwiedzaniem.

Za Krakowem pojawia się całkiem inna Polska, każda ruinka w okolicy zyskuje drogowskazy "tu zabytek", miejsca noclegowe w okolicy, pub, restaurację i co jeszcze da się upchnąć przy okazji. Chyba dlatego lubię te okolice, zwłaszcza że w pakiecie są zadbane miejscowości z reguły dość spójne architektonicznie. To ostatnie wynika pewnie z rozsądku, górzysty teren to raczej nie jest miejsce na budowanie filigranowych wieżyczek w domkach wyglądających jak przesłodzone ciastko (nie macie wrażenia, że Mazowsze specjalizuje się w takich cudach?).

Po drodze objechaliśmy Wieliczkę jadąc za drogowskazami do hotelu, niektórzy hotelarze traktują informacje umieszczane na znakach dość niezobowiązująco i ustawiają np. po kilka znaków, że "jeszcze 100m". Czy aby na pewno wszyscy mieli matematykę w szkołach? Po wielu godzinach jazdy takie informacje drażnią jak nieprzymierzając „buźki”na znakach o remoncie drogi w Warszawie oglądane setny raz (dla tych co nie zwiedzają objazdów remontowanych dróg w stolicy – te objazdy są obstawione znakami z rysunkami :) , :( , :| i informacją „twój samochód wkrótce to doceni” i byłoby to urocze, gdyby wisiało tydzień a nie kilka miesięcy)

Miejsce w Bochni znalazło się … w dziwnym miejscu. Raczej nie szuka się hotelu pomiędzy szybem kopalnianym a napisem "NFZ". Sutoris to sanatorium, element kompleksu dookoła kopalni soli (a raczej na kopalni), w centrum Bochni. Hotel przystosowany dla niepełnosprawnych to niezły pomysł, nawet sprawnym ruchowo jest wygodniej. Recepcja czynna całą dobę to też miły objaw. Brak telewizora nawet mnie ucieszył, ale losowość pojawiania się ciepłej wody to irytująca cecha. No i oczywiście zaraz po zamknięciu oczu uświadomiłam sobie co oznacza "hotel w mieście". Mieszkając na uboczu odzwyczaiłam się od szumu samochodów i zapachu hmm "miasta".

Leave a Reply »»