były plany, zostało tylko seo

Krytycy.pl

Minęło kilka miesięcy od startu i krytykom nie udało się zaistnieć w powszechnej świadomości użytkowników sieci. Ba, zapomniała o nich też garstka ludzi zajmujących się netem w szczegółach i detalach. Krytykom nie udało się – nie udało się przede wszystkim przebić do świadomości reklamodawców. Bloger nie jest najwyraźniej nie kwalifikuje się zdaniem reklamodawców na interneowego trendsetlera. Żal, że reklama w internecie prawie nie zmieniła się od 10 lat – nadal króluje "wymiana banerów" w różnych odmianach i wiara, że jedynym skutecznym środkiem jest atakowanie klienta małymi grupami po tysiąc – oczywiście linków, nie Chińczyków.

Krytycy nadal istnieją – jak widać to po obrazku na początku tego artykułu, tyle że kilka aktywnych aktywnych kampanii to kampanie firm zajmujących się SEO w tej najbardziej brutalnej odmianie – rozsiewaniu linków, w dużej mierze rozsiewaniu linków na własnych zwielokrotnionych stronach. W kampanii, którą dość losowo wybrałam to akurat ComWeb czyli jak chcą się wypromować: reklama w internecie i pozycjonowanie stron. W innych kampaniach są klony używające nawet tego samego template strony (jednego z dwu… ;) ) – tylko kolorki inne, ale daleka jestem od świętego oburzenia, jakim pałają niektórzy na ten typ linkowego spamu.

Po pierwsze – jak już wspomniałam reklama w internecie na razie nadal w większej mierze jest prymitywna i sprowadza się do atakowania linkiem czy klient chce, czy nie, co więcej podobno Polacy są podobno w tym całkiem nieźli, ilością spam produkcji na stronach gonimy Amerykę – przy okazji polecam artykuł w Fabryce Spamu (to akurat poza komercyjny link, dla ciekawych jak wygląda pozycjonowanie od środka). Alternatywą do atakowania linkiem w wyszukiwarce, jest walnięcie od razu po oczach layerem zasłaniającym całą treść ekranu – to ja już proszę państwa wolę linki i mistrzów seo manipulujących przy wynikach wyszukiwania. Zresztą centralny atak layerem zwykle oznacza firmę, która sprzedaje jakiś masowy produkt w supermarketach, a internet traktuje jedynie jako dodatkowe, poza tv, medium emisji spotów.

Po drugie – wstawianie linków bo się pan z panem (względnie z panią) umówił dla obopólnej korzyści jest tak stare, jak możliwość wstawiania linków. Bardziej oburza mnie polityka google, które swego czasu zaczęło wycinać strony piszące na potrzeby serwisu działającego w analogicznym modelu jak krytycy. Oburza mnie, bo google robi to z prostej przyczyny – samo chce zarabiać na pozycjonowaniu linków, ale jednocześnie występuje w szatkach obrońcy niemanipulowania pozycjonowaniem wyników wyszukiwania. Patrzyłabym na to może trochę inaczej, gdyby pojawiła się oferta wyników wyszukiwania odspamionego – za określoną opłatą. Jednak nie pojawiła się, a ja nie lubię mieć poczucia, że się mnie mami ideami, których nikt się nie trzyma.

Po trzecie – jeśli ktoś wkłada wysiłek w wypromowanie swojej strony czy sklepu nawet poprzez spamowanie wyszukiwarek (bo do tego sprowadza się SEO) to prawdopodobnie wkłada też w wysiłek w utworzenie takiej zawartości, którą choć trochę warto promować. W sieci nie ma miejsca na ciche talenty – no chyba, że jakiś zagubiony poeta się trafi. Najciekawsze serwisy to jednak zwykle te, które jednocześnie robią wokół siebie wrzawę (choćby dlatego, że panuje na nich ruch, a ruch to opcja na interaktywność i treści generowane przez userów). Z dokładnością oczywiście do serwisów zajmujących się pozycjonowaniem, bo te robią wokół siebie wrzawę żeby zapewnić sobie możliwość spamowania w imieniu innych. A te, które nie znajdą pomysłu na siebie, by nie tylko przyciągnąć klienta, ale jeszcze go zatrzymać – same się spalą. I ta droga czeka obawiam się krytyków. Ilu blogerów zechce napisać artykuł o pozycjonowaniu i nie będzie to wyglądało idiotycznie w kontekście bloga np o seksie i urodzie? Ile razy można powtórzyć ten artykuł, skoro kolejne kampanie mają to samo tło? To jest artykuł "komercyjny", ale na tym etapie – możliwość faktycznego zarobku w ten sposób jest zerowa, bo gdybym powtarzała ten motyw – to co piszę stałoby się monotonne, ale przecież blog jest dla mnie formą wyrazu myśli a nie stroną "podkładką" pod osadzanie linków w kontekście. W każdym razie – obym się myliła uznając te kampanie za ostatnie podrygi – bo szczerze bym chciała zarabiać przy okazji pisania na tematy, które interesują. A u przy okazji i na marginesie link do najciekawszej bodaj realizacji zlecenia z tych kampanii – reklama wierszem :) .

 

Jeszcze słów kilka o wyszukiwaniu – zastanawia mnie gdzie skończy się wyścig zbrojeń między firmami zajmującymi się pozycjonowaniem stron, a firmami zajmującymi się wyszukiwaniem treści takiej, jaką chce znaleźć użytkownik, a nie jaką mu chcą sprzedać. Kto wie – może powrócimy do punktu wyjścia – czyli katalogów, gdzie stronę trzeba będzie zgłosić i pojawi się ona dopiero po ocenie i zakwalifikowaniu. I wiecie co – myślę, że te katalogi będą płatne, ponieważ jakość informacji staje się rzadkim i cennym dobrem. Jakość informacji zapewnia większą skuteczność rozwiązań i oszczędność czasu, a za to wielu zapłaci chętnie. Wówczas reklama w internecie będzie również musiała się zmienić z ilościowej w jakościową i dobrze ztargetowaną, a może nawet zacznie brać pod uwagę specyfikę sposobu udzielania się w necie przez daną grupę (ale czy ja tego dożyję?)

Leave a Reply »»