Czy Pani wie, że Pani generuję mudę?
rzekł do mnie oskarżycielsko pewien kierownik.
Czasem człowiek musi opowiedzieć historyjkę z pracy, inaczej się udusi. Najpierw wstęp teoretyczny – zajmuję się programem, w zakres którego wchodzi między innymi wyłączenie kilku tysięcy urządzeń pracujących w sieci na terenie całej Polski. W życiu nie widziałam tych urządzeń i nie zobaczę. Nie mam wejścia do systemu zarządzającego urządzeniem. Nie widziałam pełnej topologii sieci (to akurat chętnie bym obejrzała). Urządzenie stanowi dla mnie pozycję w raporcie, jeśli odpowiednie kolumny się wyzerują – idzie polecenie wyłączenia. Między urządzeniami objętymi programem i nieobjętymi są zależności. Można i należy się chronić przed naruszeniem tych zależności sprawdzając je z pozycji jednostek zajmujących się bezpośrednio urządzeniami na danym terenie, a nie papierkologią.
I otóż – dzwoni do mnie rzeczony kierownik, przedstawia się, że on jest Panem odpowiedzialnym za proces wyłączania na takim a takim terenie i chciał się dowiedzieć… czy urządzenia już są wyłączone tudzież względnie czy może je wyłączyć. Tłumaczę więc grzecznie to, co paragraf wyżej, sugerując, że najlepiej zadać pytanie osobom z nadzoru urządzeń. Zgodnie z tym jak się pan przedstawił to ma takie albo w swojej jednostce, albo w sąsiedniej. Sprawdzą, ustalą, do mnie tylko poproszę informację zwrotną, jeśli wyłączą. Na co pan się oburzył, że tego właśnie sprawdzania chciał uniknąć i oczekuje ode mnie potwierdzenia czy wyłączać. Nadal grzecznie (lata pracy z klientami wyrabiają odporność!) tłumaczę, że ja mogę a) sprawdzić, czy się kolumny zerują, b) poprosić nadzór… I tu właśnie Pan mi z ową mudą pojechał. Finalnie wygenerował oficjalnego maila, na który udzieliłam oficjalnej odpowiedzi – konkretnie wskazane urządzenia poza programem, znane mi zależności zostały wyłączone, co do pozostałych nie mogę udzielić informacji.
Jak widać z powyższej opowieści – muda, czyli marnowanie czasu pracy na czynności nieproduktywne i nie generujące żadnej wartości, jest poważnym problemem organizacji o dużej skali. Problemem którego nie rozwiąże się szkoleniami z metodologii Lean i Kaizen, bo jedynym skutkiem jest oryginalne słownictwo kierowników.
Swoją drogą – interesujące, ale na polskich stronach to pojęcie się praktycznie nie pojawia. Czyżbyśmy jeszcze nie dorośli do zastanawiania się nad efektywnością pracy w firmie?
Posted by By: elffaran |
