aktywność w sieci?

Wędrując sobie po sieci zastanawiam się czasem nad kwestią aktywnego uczestnictwa użytkowników w tworzeniu zawartości sieci. Konkretnie – jaki procent (procent właśnie a nie ilość!) użytkowników publikuje samodzielnie w sieci i czy procent ten zasadniczo się zmienia na przestrzeni czasu. Skąd temat? Kryterium aktywnego tworzenia treści przez użytkowników serwisów to ten element wyróżniający Web 2.0, co do którego właściwie wszyscy się zgadzają. Web 2.0 to serwisy, które istnieją dzięki zawartości generowanej przez swoich użytkowników – wszystko jedno czy to przepisy kucharskie czy wiersze.

Web 1.0 – to bierne korzystanie – wyszukiwarki, portale… Czy naprawdę? Brak mi niestety dostępu do jakichkolwiek badań, więc podeprę się swoimi subiektywnymi wspomnieniami zaczynając od "dawno, dawno temu…"

Wiele lat temu ktoś mi zainstalował modem i pokazał altavistę. Alta Visty użyłam do znalezienia ICQ, o programie wiedziałam wcześniej, ponieważ dość powszechnie korzystali z niego studenci do komunikacji z znajomymi, czy rodzeństwem pozostawionym w innych miastach. W Polsce to studenci w początkowym okresie działania sieci zdawali się stanowić większość internautów, nic w tym dziwnego, bo uczelnie udostępniały centra komputerowe z dostępem do netu jeszcze przed pojawieniem się numeru dostępowego. Z chwilą instalacji ICQ przestałam być "biernym odbiorcą treści". Zaraz potem zaczęłam też bawić się IRCem i HTMLem. Uściślijmy – byłam wtedy studentką humanistycznego kierunku, a nie komputerowym maniakiem.

ICQ dość szybko oprócz komunikatora zaczęło udostępniać miejsce na strony WWW swoich użytkowników, ale i tak było daleko w tyle za gigantycznym geocities składającym się z hobbystycznych stron WWW. Praktycznie 99% tego co znajdowała mi wyszukiwarka to były prywatne strony. Stron firmowych czy oficjalnych stron muzyków/aktorów było niewiele. Za to niemal każdy portal oferował miejsce na strony WWW tuż obok darmowych kont e-mail. Posiadanie przez Internautę własnej stronki z obowiązkową częścią "o mnie" było wówczas częstsze niż obecnie posiadanie bloga. Stąd też pytanie, które chętnie postawiła bym wszystkim bawiącym się w "profesjonalne" pisanie o sieci (hmm, swoją drogą ciekawe kiedy pojawi się profesja "historyk sieci"?) – o ile zmienił się procent aktywnie publikujących internautów? Czy wogóle się zmienił w istotny sposób? A może całkiem zwyczajnie – procent ludzi, którzy odczuwają potrzebę tworzenia czegoś na potrzeby publiczności, jest w populacji stały i w Internecie ten procent się nie różni od rzeczywistości poza siecią? Choć to ostatnie przyznam, że trudno by porównać – zbyt wiele sposobów na uczestniczenie w życiu kulturalnym oferuje rzeczywistość.

Wszyscy potrafimy powiedzieć, że zmieniła się liczba Internautów i ich poziom wiedzy. Serwisy dostosowały się do tej masowości, zastępując "miejsce na WWW" miejscem na bloga. Jednak w pewnym sensie wcale nie zaoferowały swoim użytkownikom więcej swobody, jedynie dopasowały pewien ograniczony stopień swobody do możliwości technicznych użytkowników, wśród których pojawiły się osoby bardzo młode, ale też i osoby starsze – jedna i druga grupa jest mniej elastyczna i wolniej się uczy od studentów. Jednak to wszystko nie oznacza, że procent ludzi chętnych dodać coś od siebie się zwiększył (a więc sposób korzystania z sieci wcale niekoniecznie jest obecnie bardziej nastawiony na aktywność niż na konsumpcję), ani że "ideologia" serwisów się zmieniła.

Właściwie to ciekawsze od bawienia się w definicje różnych podejść do kreowania serwisów, jest obserwowanie etapów wchłaniania Internetu w ciąg "codziennego" życia. Zaczęło się od tego, że sieć była ciekawostką dla naukowców – wynalazki całkiem często zaczynają od zabawki dla naukowców (np. telewizja) albo patentu dla wojska. Potem był etap upowszechniania wśród studentów i uczniów. Kolejny krok – stawanie się elementem życia kulturalnego całego społeczeństwa. Jaki jest krok następny? Niepostrzeżenie Internet stał się stałym elementem życia ekonomicznego. Obecnie kolejne portale obok blogów zaczynają ofertować także e-sklepy "dla każdego", a allegro obok swojego pierwotnego życia pchlego targu wprowadziło regularny pasaż. Gra już nie toczy się o sporadyczne transakcje, które wykonuje się dla samej zabawy z zawierania transakcji, czy dla reklamy, ale o regularny obrót. Coraz częściej sklep w necie nie ma reklamować sklepu w realu – zaczyna być odwrotnie – poza siecią reklamuje się zakupy w sieci. I jak w realnym życiu ekonomicznym – w pewnym momencie obiektem handlu staje się sam pieniądz – kokos, monetto i finansowo to próba ugryzienia tematu, nie ostatnia na pewno.

Leave a Reply »»