gaz i inne atrakcje
Kilka dni temu podłączyli nam gaz w nowym domu. Kolejny etap wykańczania. Z dokładnością do tego, że proces “instalacji” gazu rozpoczęłam mniej więcej rok temu. I nie, nie budowałam gazociągu, ani nie potrzebuję ilości gazu jak dla fabryki. Standardowy piec grzewczy w domu mieszkalnym. Najpierw występujesz o warunki gazowe, bo przecież ta ilość gazu jaką zużyjesz z pewnością zachwieje równowagą gazową państwa. Aha, zanim w ogóle dojdziesz do tego etapu, musisz jeszcze skombinować odpowiednie mapy, ale załóżmy, że już człowieku przeżyłeś kilka bojów o pozwolenia i map masz dostatek. Czekanie na odpowiedź – kilka miesięcy. Zasadniczo dokładnie nie wiadomo ile, no chyba że odgrzebiesz odpowiedni paragraf. Potem projekt podłączenia – myślisz, że zrobi to gazownia, zła odpowiedź, musisz znaleźć wyspecjalizowaną firmę. I musisz mieć aktualną mapę geodezyjną, bo przecież zmiany na twojej działce z pewnością przebiegają w oszałamiającym tempie i ta mapa sprzed 3 miesięcy nie jest ważna. W między czasie występujesz o zgodę na zawarcie umowy o sprzedaż gazu (nie, to nie jest umowa, to jest zgoda na umowę, myślałeś, że warunki gazowe już oznaczają, że mogą ci ten gaz sprzedać?). Teoretycznie możesz to zrobić w centrali w mieście, masz po drodze, więc idziesz. Panienki w centrali robią taaakie oczy, doinformowują się u bardziej doświadczonych urzędniczek, po czym mówią szczerze i od serca, że nie wiedzą o co ci chodzi. Oni nie mają w tej okolicy nowych klientów, a że są centralą na całe miasto – to pech. Rany, to coś ma duży napis MOZG. Oddział lokalny na szczęście jest bardziej zorientowany. Ba, nawet miły i uprzejmy. Dało się załatwić, pani pomogła wypełnić formularz – nie ma opcji, żeby przeciętny człowiek zrozumiał i domyślił się co ma w nim wpisać. No chyba, że planowane zużycie gazu w odpowiednich jednostkach z podziałem na piec i kuchenkę masz w małym palcu. Acha, trzeba uwzględnić, czy to piec z podgrzewaczem, czy nie.
Jeszcze gmina – uff, nie budujemy w pasie drogi, gmina nie musi więc błogosławić mniej więcej 20 cm kawałka podłączenia do gazociągu, ale… musi pobłogosławić instalację wewnętrzną – występujesz o zgodę na budowę, tak jakby fakt, że sobie kawałek miedzianej rurki poprowadzisz w domu, mógł zburzyć co najmniej plan zagospodarowania przestrzennego okolicy. Łaskawie pozwalają zrobić rurkę. Występujesz o dziennik budowy… czekasz. Dobra, dali dziennik. Gazownikowi zajmuje kilka godzin zrobienie czegoś, na co zbierałeś człowieku pozwolenia przez jakieś 10 miesięcy.
Zbierasz papierki i podpisujesz umowę. Acha, najpierw spróbuj się zorientować, gdzie ją podpisujesz. Podmiot, który sprzedaje ci gaz, to wcale nie ten sam, który pozwolił na podpisanie umowy.
Umowa podpisana. Teraz tylko te 20 cm podłączenia między skrzynką a gazociągiem. Da się od ręki? Nie da się. Gazownicy przyjeżdżają w losowo wybranym terminie i są bardzo zdziwieni, że akurat jesteś na drugim końcu miasta i nie ma opcji, żeby podpisać protokół. No to jeszcze jedna wizyta w gazowni…
Teraz jeszcze wizyty specjalisty od rurek, specjalisty od zaworków, specjalisty od czegoś tam… i działa.
Nijak nie rozumiem, dlaczego musi się tą kwestią zajmować kilka urzędów, nie będących oczywiście w stanie skoordynować pracy. Czy naprawdę nie da się tak – przynoszę mapkę, akt własności i zgłaszam chęć zostania klientem, podmiot handlujący gazem zaś przygotowuje analizę, projekt, buduje i podłącza?
Skąd moda na dzielenie takich instytucji, jak sprzedawca gazu na kilku podwykonawców plus prywatne przyrostki żerujące? Przecież jest oczywiste, że firmy z jednej grupy kapitałowej nie będą szukać dostawców w innej, a prywatne przyrostki uzyskają skuteczność dzięki znajomościom. Mogą sobie urzędy antymonopolowe podzielić gazownię na pieldyriald podmiotów, ale klient na tym straci a nie zyska.
A poza tym – co urzędowi gminy do tego, czym ogrzewam dom i jak to jest podłączone? Tak swoją drogą – zajęta kontrolowaniem swoich mieszkańców gmina, ma nieaktualny plan zagospodarowania przestrzennego. Wiele lat temu jakiś urzędnik z fantazją przewidział tu ulice o szerokości alei. Potem jeszcze je poszerzył. Oczywiście – teraz gmina tego pasa gruntu nie wykupi, bo nigdy tu nie były potrzebne tak szerokie ulice, ale też – ani myśli poprawić skutki urzędniczej fantazji. Efekt – 3 linie graniczne. Wszelkie plany muszą odnosić się do tej najbardziej wewnętrznej. Skrzynki gazowe i elektryczne lądują więc w głębi terenu. Można by zrobić na nie małe wcięcie. Można by teoretycznie, bo praktycznie – gaz nie może się krzyżować z elektrycznością i wodą. Skrzynka gazowa, budowana jako ostatnia z zestawu, ląduje więc centralnie przed wejściem. Nie wiesz, że położenie skrzynek należy przewidzieć przed budową – twój problem. Masz co prawda plan zagospodarowania działki (musisz o taki wystąpić), a na nim masz przewidziane nawet miejsce, gdzie ustawisz śmietnik, ale rozplanowanie instalacji to twój problem a nie inżynierów, na których pensje się składasz. Szczerze mówiąc – nie wiem czy można gaz podłączyć przed budową, ale w sumie – wypadałoby tak zrobić.
Posted by By: elffaran |
