Pełna kontrola

Wśród reklam trafiłam na link do programu pozwalającego szpiegować zdradzającego małżonka. Nie pytajcie jakim cudem google wynalazł odpowiednie słowa kluczowe akurat tutaj, niezbadane są bowiem wyroki google. Oprogramowanie do zapisywania działań użytkownika to żadna nowość, szpiegowanie w sieci też nie szokuje, komputery mają to do siebie, że wiele rzeczy na nich można podglądnąć bez świadomości nadawcy. Jednak ubranie tego w „dobry” PR i przedstawianie jako całkiem normalnej rzeczy, że sobie logujesz smsy i maile małżonka – dla mnie jest odrażającą manipulacją.

Prawo nie nadąża za techniką, ale – skoro mamy prawo do tajemnicy korespondencji, to logiczną konsekwencją jest, że tajemnica obejmuje również e-mail i IM i sms. Hmm, nie do końca niestety tak jest – raz jeszcze prawo _nie_nadąża. Trafiłam na informacje o wykorzystaniu sms’ów i IM w sprawach rozwodowych, czy sąd zadał pytanie, skąd te informacje powód czy powódka ma? Czy fakt zdrady jest przestępstwem karnym, które uzasadnia naruszenie prywatności? Jak daleko potrafią posunąć się ludzie, żeby pogrążyć osobę, której jakiś czas wcześniej obiecywali „na dobre i na złe”?
A tak w ogóle po co „wykrywać zdradę”? Takie wykrycie na pewno nie posłuży związkowi, więc to tylko zemsta „w dobrej sprawie”. Czy jakakolwiek zemsta może być dobra? Tak jakoś z „sprawiedliwymi wojnami” mi się to kojarzy.

Nie jestem prawnikiem i tak naprawdę najbardziej mnie interesuje ludzki wymiar tej kwestii. Kto chciałby dzielić życie z kimś, kto nie szanuje intymności drugiej osoby? Jasne, już słyszę te twierdzenia, że kto nie ma nic do ukrycia tego nie boli. Otóż – twierdzę, że to nie prawda. Zawierając związek pozostaje się nadal odrębną osobą, osobą która ma swoje refleksje, marzenia i pomysły – cały ten świat emocji, wyobraźni i wspomnień, do którego może chcieć zaprosić drugą osobę, ale przecież nikt nie chce tego oddać! Obiecujemy sobie nawzajem wsparcie, a nie utratę tożsamości. To co napiszemy, kiedy i do kogo, powinno pozostać w sferze osobistej decyzji, a nie w sferze kontroli.

Małżeństwo jest tą najważniejszą relacją między dorosłymi ludźmi, ale nie jest jedyną relacją w jakiej człowiek pozostaje. Osoba szukająca „dowodów zdrady” poprzez szpiegowanie korespondencji narusza nie tylko prywatność małżonka, narusza też prywatność jego/jej przyjaciół, rodziny, znajomych, którzy być może chcieli przekazać coś konkretnej osobie, a nie szpiegowi. Raz jeszcze – nawet w małżeństwie pozostajemy osobnymi istnieniami o własnych tożsamościach i relacjach niekoniecznie kopiowalnych na małżonka.

Kiedyś na prywatną sferę składały się pamiętniki i listy, współcześnie coraz bardziej to osobisty komputer, telefon i konta w internetowych serwisach. To sprawia, że upilnowanie prywatności jest coraz trudniejsze (zdecydowanie łatwiej było zabezpieczyć pamiętnik!), ale tym bardziej od najbliższych oczekuje się wsparcia w chronieniu tego dobra a nie naruszanie go. Być może sfera prywatności będzie się nadal kurczyć, mimo wszystko – nie wyobrażam sobie sprawdzania komputera męża, nawet nie sprawdzam bez pozwolenia co czyta na ekranie w danym momencie i naprawdę nie chciałabym żyć z osobą, która wykorzystuje chwilę nieuwagi, by wrzucić pluskwę na komputer.

2 Responses to Pełna kontrola »»


Comments

  1. komentarz by tryt | 2008/02/16 at 11:30:17

    Hmm, ciekawe dlaczego ten temat akurat poruszyło moje kochanie jak wyszedłem ze znajomymi na piwo? Czyżby próbowała znaleźć mnie przy pomocy google?

    A na poważnie: ja bym to sprowadził do kwestii zaufania. Relacja ta jest nie symetryczna rozpatrując ją jednostkowo. Jedna osoba ufa drugiej. Jak sie straci zaufanie bardzo ciężko jest je odzyskać. Tak naprawdę zależy to od dobrej woli osoby, którą zawiedliśmy i od ogromnej pracy nad sobą. Jeśli obie osoby darzą się zaufaniem jest szansa, że dla dobra jednej relacji będą pielęgnować drugą. Bo o zaufanie trzeba dbać.

    Byłem światkiem związku polegającego na ciągłym udowadnianiu zaangażowania i zaufania, ale tylko z jednej strony. Z zewnątrz to był koszmar i trwał dość długo bo 3 lata i się skończył. Jedna stroną żądała bez przerwy dowodów miłości, przywiązania i zaufania. Przy okazji sama nie była do końca w porządku. Związek się rozpad.

    A chciałbym spłętować moją wypowiedź tymi słowami: Jeśli wiesz, że inni nie mogą Ci ufać, jak możesz zaufać innym?

  2. komentarz by elffaran | 2008/02/16 at 21:53:30

    Wystarczyło użyć telefonu, żeby namierzyć moje kochanie ;) , świat poszedł do przodu, już nie trzeba sprawdzać kolejnych imprezownii.

    Mnie nie chodzi o samą kwestię zaufania, bo w takim przypadku można by debatować co jest bardziej istotnym naruszeniem zaufania pluskwa czy zdrada. Jest jednak coś takiego jak szacunek i akceptacja drugiego człowieka i te rzeczy idą w pył przy próbach szpiegowania.

    Prawdopodobieństwo zdrady czy nawet sama zdrada moim zdaniem nie usprawiedliwia naruszania prywatności. Wydaje mi się, że przyznawanie sobie takich „policyjnych” uprawnień wynika z traktowania drugiej osoby jak rzeczy, którą się „ma”, ale drugiego człowieka nie można mieć na własność.

    Zdrada chociaż niewątpliwe jest przykra, nie jest przestępstwem. A zebranie dowodów związkowi nie pomoże, zwłaszcza że – albo osoba zdradzająca ma tendencję nie być monogamiczną i wtedy to da się zwykle zauważyć przed zawarciem małżeństwa (i wtedy należy zadecydować czy się to akceptuje, a nie próbować później wychowywać siłą), albo ta osoba ma jakiś deficyt do zaspokojenia, czy wręcz kompleksy.


Leave a Reply »»