Dziewczyna…

Ostatnie wakacje, dzień w którym po pięknym słonecznym ranku i bezchmurnym popołudniu rozszalała się prawdziwa nawałnica. Deszcz lał się strumieniami. Ale wpierw…

Niedziela, godzina 16:15, wsiadam do autobusu, który ma dowieźć do centrum. Tam mam się przesiąść w metro, a następnie w autobus, który dowiezie mnie na urodzinową imprezę moich dwóch bratanic.

Wyszedłem z domu, kiedy świeciło piękne słońce, temperatura osiągała 35-42C. W autobusie nagle zrobiło się ciemniej. Ciemne chmury doganiały autobus relacji Wawer – Centrum. Coraz głośniej było słychać grzmoty nadchodzącej burzy.

Po kilku przystankach do autobusu weszła smukła blondynka. Cudo, ze oderwać oczu nie mogłem. Długie włosy, długie nogi, przewiewna letnia sukienka. Wyprostowana prezentowała najwyższą godność i szacunek do kijów od szczotek, które musiała połykać chyba każdego ranka. :-)
Dzięki nienagannej postawie umożliwiała podziwianie kształtów, które wyszły spod iście mistrzowskiego dłuta naszego Stwórcy. Siedziałem w drugim rzędzie od drzwi autobusu. Dziewczyna usiadła na siedzeniu po drugiej stronie drzwi, tyłem do ruchu pojazdu. Mogłem ją bez trudu obserwować. Na ramieniu nosiła damską torebkę, w drugim ręku trzymała torebkę z butiku.

Przejechała jeden przystanek i zaczęła zaglądać do torebki. Po chwili namysłu wyjęła z niej parę białych butów na wysokim obcasie. Schyliła się, przesuwając kolana w stronę okna zaczęła rozpinać zapięcie w lewym trzewiku. Zdjęła go i wsunęła na nogę biały but na wysokim obcasie. Trzewik schowała do torebki. Ponownie się schyliła i zapięła lewy but. Operacja była wykonana z niewyobrażalną godnością i misterią. Przyszła kolej na but prawy. Tu sprawa była troszkę trudniejsza, gdyż obucona już lewa nóżka nie chciała współpracować i niesfornie lewe kolanko odłączyło się od prawego. Na przeciwko Dziewczyny siedział napity w sztok menel. Ale na to dziwo otrzeźwiał natychmiast. Co prawda walczył jak mógł z sennością, ale ciekawość zwyciężyła. Zmiana prawego buta przeprowadzona została sprawnie i nie dała, niestety, okazji obserwacji czegoś więcej. Menel zasnął.
Burza zaczęła nas doganiać. Wiadome już było, że przed nią nie uciekniemy. Pogodziłem się z faktem, ze suchy z tej sytuacji nie wyjdę. Dziewczyna jednak przewidując co będzie za kilka przystanków postanowiła skorzystać z „koła ratunkowego” czyli „telefonu do przyjaciela”. Oto co mniej więcej usłyszałem z tej rozmowy. Oczywiście tylko z jednej strony, czyli będzie to monolog:

- Kochanie, to ja. Słuchaj, jadę autobusem i tu się zrobiło STRASZNIE ciemno i zaraz zacznie STRASZNIE padać. Czy mógłbyś po mnie wyjść na przystanek? Bo ja się STRASZNIE boję.
[cisza]
- Ale tu już STRASZNIE leje i ja STRASZNIE zaraz zmoknę, no kotku. Bo się STRASZNIE rozchoruję.
[cisza]
- Kochanie STRASZNIE Cię proszę, STRASZNIE mi zależy.

Dziewczyna miała minę bardzo poważną, ale STRASZNE negocjacje chyba nic nie dały, mimo użycia wielu straszeń i tonu głosu zagubionego dziecka Kochanie było nieugięte. Widocznie Kochanie było już przyzwyczajone do tych sztuczek :-)

Dojeżdżaliśmy już do metra „Centrum”, burza szalała dookoła, deszcz lał się jak z cebra. Obmyśliłem sobie plan szybkiego sprintu do przejścia podziemnego. Okazało się, że Dziewczyna również wysiadała na tym przystanku. Przeszła na tył autobusu, a ja za nią. Autobus się zatrzymał. Wyszła. Ja za nią i od razu rzuciłem się do biegu. W podziemiach byłem w niecałe 10sek. Wyprzedzając ją widziałem jak spokojnie i majestatycznie kroczy w kierunku podziemia.Kiedy już byłem na dole zastanawiałem się kiedy ona dotrze. Minęło 30 sek. i nic, zacząłem sobie wyobrażać jak będzie wyglądać po minutowym przejściu w takim deszczu. Ja byłem cały przemoczony po 10sek. Po minucie zobaczyłem jak schodzi ze schodów. Wyobrażałem sobie, istny konkurs mokrego podkoszulka. A tu nic. Oprócz lekko zmoczonych włosów dziewczyna była praktycznie sucha. Powoli z godnością odeszła w kierunku Rotundy.
Wniosek: Zachowuj się z godnością, a wszystko ujdzie ci na sucho. :-)

Leave a Reply »»