junk job?

” Wyobraź sobie pracę, w której codziennie wykonujesz te same nudne czynności, a płacą ci tak, że ledwo starcza ci na życie.” Tak zaczyna się artykuł poświęcony junk job.
No nawet nie muszę sobie wyobrażać, codziennie wykonuję te same czynności, od włączenia komputera począwszy, aż po jego zamknięcie 8h później i ledwo mi starcza na życie. Nic, to że ledwo starcza, bo to czego nie wydałam na budowę wydaję na ciuchy, a „te same czynności” to analiza danych. Upraszczam, ale – od lat 80 próbuje się definiować junk job jako zjawisko bezwględne, a ono bezwględne nie jest. Moja praca w równym stopniu może być fascynująca dla mnie, co nużąca dla kogoś innego. A wszystko zaczeło się od eksperymentu amerykańskiej pani socjolog – Barbary Ehrenreich, która opuściła bezpieczne mury uczelni i zatrudniła się jakimś supermarkecie i czy innym fastfoodzie i przez następne kilka miesięcy spisywała swoje traumy.
Naukowcy spod znaku nauk społecznych mają nieustający problem z dwoma sprawami – wartościowaniem (nauka nie powinna operować w kategoriach dobra i zła) i z traktowaniem swojego subiektywnego punktu widzenia jako obiektywnego sposobu badania rzeczywistości. Stąd też mówienie o „pracujących biedakach” wykonujących „śmieciową pracę”, która jest wyniszczająca psychicznie. Nie wątpię, że dla pani naukowiec, która nie tykała się pracy fizycznej przez całe swoje życie, nagła zmiana świata pracy umysłowej na świat pracy fizycznej była wyniszczająca. Jednak – mam podejżenia, że dla osoby, która x lat pracowała fizycznie – wrzucenie w ubranko wykładowcy mogłoby być równie wyniszczające.

Warunki finansowe są bardziej obiektywnym elementem – zwłaszcza, że zawsze znajdzie się coś jeszcze, na co można wydać pieniądze. Zgadza się? A ile z tych wydatków to wydatki na rzeczy, bez których nie można by się obejść? Ciekawostka, niedawno zauważyłam, że sprzęt AGD składa się z kolekcji na dany rok. Lodówka z roku ubiegłego jest już niemodna, jakby ktoś nie wiedział o tym jeszcze…
Istotnym problemem finansowym jest ochrona zdrowia, tu niestety jest zjawisko „pracujących biedaków”. Z pewnością świadomość, że dana choroba jest wyleczalna, ale dla nielicznej garstki, jest upokarzająca i stresująca. Niemniej – przy takim spojrzeniu krąg „pracujących biedaków” byłby znacznie szerszy niż osoby wykonujące proste prace fizyczne. Zresztą tak przy okazji – co to jest „prosta praca”? Wiesz czym umyć wykładzinę, albo jak założyć zakichaną uszczelkę? Jak wiesz, to dobrze, pamietaj, że wielu nie wie.

Brak rozrywki. Jedyną dostępną rozrywką dla socjologa w roli sprzątaczki był spacer po plaży. Brak pieniążków na książki i teatr? Może raczej – niezrozumienie, że co dla niej było rozrywką, nie będzie rozrywką dla koleżanek sprzątaczek, ani to co dawało im odprężenie, nie będzie odprężające dla osoby przeniesionej z innych warunków. To co postrzegamy jako rozrywkę i odprężenie jest wypadkową naszych doświadczeń. Kiedyś przeczytalam amerykańską powieść o rodzinie z klasy niższej. Była szokująca. Nie ze względu na drastyczność. Ze względu na banalny fakt, że opisany tam tryb życia był identyczny jak codzienność, która mnie otaczała w PRL, a rodzina w której się wychowałam biedna w tamtym otoczeniu ani nie była, ani się taka nie czuła. Czy posiadanie jednej łazienki w domu i konieczność wypożyczania książek zamiast kupowania to aż taki dramat.

Nie kwestionuję, że są prace mniej i bardziej męczące, mniej i bardziej dochodowe. To co mnie razi w całej koncepcji junk food to przyjęcie konsumpcyjnego stylu życia jako rzeczy „dobrej”, pracy analitycznej jako swoistej „atrakcji” i całej reszty jako rzeczy złej, plus pomieszanie kwestii finansowych z emocjonalnymi.

A może tak próba innego spojrzenia? Pracuję w sporym biurowcu. Codziennie rano w drodze do swojej biurowej klatki mijam innych przedstawicieli klasy średniej pędzących do swoich komputerów. Ponurych i ignorujących otoczenie. Zestresowanych koniecznością przetworzenia kolejnej porcji informacji, obawających się braków własnej wiedzy tudzież wyścigu szczurów.
Musiałam się nauczyć, że „dzień dobry” mówi się tylko ludziom po 40, albo… paniom sprzątającym. Rówieśnicy nie potrafią zareagować, rzucają wściekłe spojrzenie i zamykają się w swoim pokoju. Mam wrażenie, że coraz większa rzesza specjalistów ma problemy z drobną międzyludzką komunikacją, o ile nie służy ona uzyskaniu informacji potrzebnej do projektu i nie zawiera kilku technicznych określeń.
Przychodzę do biura i w mniej lub bardziej poważnym nastroju spędzam tam kolejne godzinny w bezruchu. Część osób spędza ten czas literalnie „bez słowa”, nie odzywając się. W między czasie obserwuję lotne brygady pań sprzątających – ubawionych zwykle jakąś toczącą się między nimi rozmową i ogólnie wykazującą większą radość życia niż cierpiętnicy znad komputerów. Nie odważyłabym się twierdzić, że ich praca jest gorsza od mojej, chociaż – dla mnie byłaby traumatyczna.

2 Responses to junk job? »»


Comments


Trackbacks & Pingbacks »»

  1. Pingback by praca ¶mieæ? – Gurthg Shae | 2008/01/23 at 08:20:38

    [...] Elfaran pope³ni³a by³a wpis junk job?, który jest komentarzem do artyku³u Junk job – kiedy praca staje siê udrêk±, generalnie zawieraj±c w swoim komentarzu to co najwa¿niejsze. ¯e ocena “¶mieciowo¶ci” pracy jest ocen± kogo¶ dla którego taka praca jest na tyle abstrakcyjna, ¿e mo¿e j± wykonywaæ tylko w ramach badañ socjologicznych, a nie w celu zaspokojenia potrzeb finansowych. No i tylko osoba znaj±ca inn± perspektywê mo¿e wiedzieæ na co kasy nie starcza. [...]

  2. [...] Może trochę w ramach postscriptum do wpisu o junk job – Pianola. Zdecydowanie nie jest to szczytowe osiągnięcie pisarskie Vonneguta. Może każdy pisarz mający skłonność do refleksji nad rodzajem ludzkim musi popełnić swoją wersję “Nowego, wspaniałego świata” czy “Roku 1984″. To co różni “Pianolę” to refleksja nad znaczeniem pracy w życiu człowieka. Pracy i złudzenia, że człowiek choćby mały i szary – decyduje o swoim życiu. Złudzenia. Ludzie z “Pianoli” nie przejrzą na oczy, zniszczywszy jeden system segregujący ich jak przedmioty i pozbawiający indywidualności, natychmiast zaczną budować kolejny. No i – fragment, którego nie da się zamknąć w cytatach, a który na mnie zrobił największe wrażenie w tej, w sumie raczej słabej powieści, to kilku zdaniowa opowieść o romansie “przeciętnego człowieka” mającego “przeciętną rodzinę”, gdzie ten romans brzydki i bez celowy jest jedną rzeczą, która sprawia, że w życiu “coś się dzieje”. A co do “junk job”, pewnie znalazły by się w moim życiu okresy, z których pracę tak bym określiła – a określenie to wynikało by z sposobu odnoszenia się do mnie przełożonych, czy poczucia sensowności (lub raczej jej braku) działań na rzecz firmy, a nie rodzaju pracy, chociaż zdarzało się, że roznosiłam ulotki, czy przepisywałam dane. W gruncie rzeczy otoczenie potrafi sprawdzić, że każda praca staje się interesująca i stymulująca do myślenia – chociażby poprzez jakość kontaktów z współpracownikami, przełożonymi i klientami. [...]

Leave a Reply »»