klasa niekoniecznie nasza
Łatwość wykorzystania jako podstawy serwisów "społecznościowych" ludzkiej chęci popatrzenia czy Kasia z 6c przytyła bardziej od Asi z 5d, jest tak oczywista, że aż dziwi tak późny rozkwit serwisów bazujących na tym pomyśle. Aczkolwiek – classmates, nasza klasa i odmiany – to nie pierwsze podejście do tematu. Dużo wcześniej element powiązań z kolegami z szkół zaczął wykorzystywać livejournal, tyle że tam potraktowano to jako jeden z elementów budowania sieci, a nie jako oś serwisu. Jako jeden z elementów – pewnie relacje z kolegami ze szkoły trafią na marginalną pozycję, w końcu w życiu są ważniejsi ludzie niż koledzy ze szkolnej ławki (na szczęscie!)
No ale – do rzeczy misiek, do rzeczy! Zarejestrowałam się w naszej klasie, z całą moją niechęcią do tematu, bo nie wierzę by na WWW dało się odnaleźć więzi zgubione lat temu kilkanaście i więcej. Do żadnej miłości ze szkoły też sentymentu nie mam. Mam za to sporą dozę ciekawości co do sensu serwisu w sumie, echem, badziewnego. Oglądałam go kilka razy wcześniej, ale odrzucał mnie swoją nieintuicyjną budową i fatalnym jak dla mnie sposobem wyszukiwania szkół. Na moje oko serwis jest źle zaplanowany.
W dobie personalizacji stron, w naszej klasie nie widzę żadnej możliwości spersonalizowania sobie strony głównej. Nie interesuje mnie w pierwszej kolejności ile osób zarejestrowało się w serwisie – po co więc wyświetlają mi to na mojej stronie głównej? Naprawdę ktoś uważa, że taka informacja będzie zachęcać do częstszych odwiedzin? Na razie niestety jest to informacja równoznaczna z faktem, że serwis działa niewydajnie i para idzie w gwizdek (czytaj utrzymanie tego przy życiu, a nie rozwój). Załóżmy, że jednak szukam tej zaginionej miłości z szkolnych lat. Wklepuję dzielnie w wyszukiwarkę imię i nazwisko. To znaczy wklepuję zaraz po tym jak uda mi się znaleźć wyszukiwarkę ludzi. Rzecz, która powinna być w tym serwisie cały czas pod ręką, jest sprytnie zakamuflowana w menu. Dodajmy – niewygodnym, małymi literkami napisanym, dhtmlowym menu. Wkurzające. Dobra, znalazłam, wklepałam, znalazło mi. Znalazło mi multum ludzi jak przypadkiem wpisałam Jana Kowala. Aha, znalazło też Kowalskich. No zajebiście. Tak, user po latach nastu może nie pamiętać, czy to było Kowal czy Kowalski, ale user nie jest aż tak głupi by mu nie dawać zdecydować czy pamięta czy nie. Nie ma precyzyjnego wyszukiwania, to serwis dla niepamiętających.
No to jak teraz odnaleźć właściwego Jasia Kowala na długiej liście? Pewnie znam wiek osoby poszukiwanej, ale nasza klasa wieku mi na liście nie pokazuje. Pokazuje za to liczbę podlinkowanych znajomych poszczególnych Kowalskich. No halo, co mnie to interesuje? Przecież nijak nie pomaga znaleźć właściwej osoby. Za to duża liczba znajomych jest modna w wszystkich takich serwisach, toteż jakość tych "znajomości" i ich społecznościowy element jest żaden. Nie da się na bazie takich serwisów generować żadnych akcji społecznych – szkoda, ale taki jest Internet – tu nie mówimy o jakości znajomości, ale o ich liczebności, łatwości nawiązywania i wymienności.
A teraz załóżmy, że jednak nie znalazłam gościa, może się jeszcze nie zarejestrował, ale zrobi to za kilka dni? Zdefiniowałabym sobie stałe wyszukiwanie – jeśli pojawi się X Y lat V z miasta Z to powiadom mnie. Zdefiniowałabym, gdyby w tym serwisie można było zdefiniować cokolwiek. Trudno, nie znajdę mojego Kowala aka Kowalskiego, to może poszukać swoich klas. Oops, kilka instancji mojej szkoły, kilka instancji "moich" klas. Jeden z kolegów się zlitował i w kolejnej kopii klasy wpisał "nasza klasa jest tutaj – adres". Inaczej pewnie odpuściłabym sobie szukanie. Zadziwia, że w serwisie, który ma ułatwiać ludziom grupowanie się według szkół, nie przewidziano najprostszej kontroli poprawności wprowadzanych danych. Można by użytkownikowi, który wpisuje liceum im. S.Sempołowskiej zasugerować, że w systemie jest już liceum Stefanii Sempołowskiej – w tym samym mieście, więc być może to samo? Drugi problem z tej działki, to brak konsekwencji – do szkół można wprowadzić konkretne klasy swojego rocznika, ale już nie da się wprowadzić swojego rocznika do wyższej uczelni. Użytkownicy zwykle w takiej sytuacji naginają system do swoich potrzeb, tym samym do reszty rozbijając spójność danych o szkołach. Mój rocznik na studiach ma osobną instancję wydziału dla siebie… oprócz tego jest jeszcze kilka instancji tegoż wydziału.
Serwis został wymyślony przez studentów, więc nie wiedzieli co zrobić z nauczycielami. Nauczyciele przecież identyfikują się ze szkołami, w jakich uczyli, ale z kolejnymi klasami już nie koniecznie. Pomysł z zapisywaniem się nauczycieli do klas więc chyba niespecjalnie dziala. Jednak nauczyciel bystre stworzenie – umie się dostosować, np założyć "klasę" nauczycieli.
Dalej się pastwić nie będę, zresztą wcześniej inni już trochę słów naszej klasie poświęcili.
Przejdźmy więc do kluczowego pytania, co w tym serwisie jest magicznego? Sukces. Sukces reklamowy, trudno mówić czy marketingowy sensu stricte, bo czy będzie z tego zysk to inna sprawa. Jednak niewątpliwym sukcesem jest liczba zarejestrowanych. To największa książka adresowa w Polsce. Nie linkedin, nie goldenline, nie profeo, ale właśnie nasza klasa umożliwia efektywne znalezienie kontaktu z poszukiwaną osobą. Uwaga, można to równie dobrze wykorzystać do różnego rodzaju niekoniecznie miłej dla adresata działalności. Nikt nie wie, kim stali się koledzy z klasy. Po cichutku pojawiają się informacje o napastowaniu przez niezrównoważone osoby, o szantażach.
Czy będzie to sukces finansowy – spora szansa, to fantastyczna baza dla spersonalizowanego spamu reklamowego – mamy wiek, płeć, wykształcenie i region.
A teraz z całkiem innej bajki – coś, co rzuciło mi się w oczy (dosłownie!) przy wędrowaniu po serwisie. Zdjęcia! Fantastyczny materiał dla socjologa! Nasza klasa daje stosunkowo małe możliwości pochwalenia się życiowym sukcesem, a przecież to właśnie chcą ludzie zrobić wobec swoich dawno nie widzianych kolegów (zobaczcie, a mnie się udało!). Pisanie w rubryczce "czym się zajmuje" jest mało efektywne, pole jest słabo eksponowane, zresztą – jak w jednym czy dwu zdaniach pokazać sukces? No chyba, że ktoś sobie wpisze "prezydent", ale umówmy się – zadziała to tylko w kilku, dobrze identyfikowalnych przypadkach.
Czego nie da się opisać, da się pokazać. Na zdjęciach właśnie. Zdjęcia wrzucane do serwisu wydają się dzielić na kilka charakterystycznych kategorii:
- Zwyczajne – takie się znalazło akurat, osoba nic nie chce udowadniać ani pokazywać, za to chce dać się rozpoznać, najmniej interesująca kategoria, ale chyba najmniej liczna
- Popatrzcie na co mnie stać – zdjęcia z egzotycznych wycieczek (obowiązkowo podpisane, że tu oto piję drinka w BziumCium w kraju Dalekiej Kosztownej Podróży), zdjęcia przed efektownym domem, meblem itp.
- Jestem teraz taki fajny/fajna (już nie jestem największym zasmarkańcem w klasie, no ba przecież ten serwis przypomina i dziecinne frustracje, które prawie każdemu się zdążyły) – zdjęcia z różnymi gadżetami, które w popularnej świadomości sprawiają, że osobnik jest bardziej "sexy", w tej kategorii przodują mężczyźni serwując zdjęcia z gitarami, samochodami terenowymi, z sprzętem wspinaczkowym, w przypadku kobiet do tej kategorii zaliczyłabym różne specyficzne ujęcia "w ruchu", dające wrażenie że osoba tańczy, albo jest na imprezie, oraz zdjęcia ala modelka.
- A jednak mi się udało – kategoria w dużej mierze kobieca, zdjęcia z dziećmi, mężem, ale i panowie lubią pokazać zdjęcie z wybranką w ślubnej sukni
- Z przymrużeniem oka – wszelkiego rodzaju fotograficzne żarty
Gdybym była wciąż jeszcze studentką socjologii to wybrałabym sobie analizę statystyczną i jakościową tych zdjęć, na temat pracy magisterskiej. Ciekawe jaki w dużej próbce były rozkład według płci i według wieku. No i – jakie powody podali by użytkownicy wybrania akurat takich zdjęć? A zawodowo – popracowałabym nad tym, by serwis z takim potencjałem oferował usługi, które zatrzymają w nim użytkowników, bo wielka fala minie i jakość usług zadecyduje ile z niej zostanie w basenie. No i czy serwis pozostanie „naszą klasą”? Duża liczba znajomych jest modna, jak już nadmieniłam, użytkownicy więc chętnie dołączają wszystkich, których jeszcze pamiętają – niekoniecznie ze szkoły, bo czy po nastu, lub kilkudziesięciu latach szkoła jest jeszcze ważna?(no poza elementem, czy Kasia przytyła… to zawsze warto sprawdzić)
Posted by By: elffaran |
