jestem kobietą…

Nowa społeczna kampania na mieście “dowartościowująca” kobiety. Firma przyjazna mamie to taka, z której można wyjść punktualnie. I mamuśka z dziećmi, które są już raczej w wieku, kiedy to same potrafią odebrać się ze szkoły i przygotować obiad, ale przecież bycie mamą zobowiązuje… Załamujące. Kolejna kampania po “jestem w ciąży, boję się, że mnie zwolnią” i partii kobiet z plakatami sprowadzającymi kobiety do roli gołych dup.

Przepraszam bardzo szanownych autorów tychże kampanii – jestem kobietą, ale nie jestem chodzącym inkubatorem, nie jestem samobieżnym robotem do obsługi dzieci, które obsłużyć się mogą same i nie używam swojego tyłka jako argumentu w dyskusji rzekomo merytorycznej.

Każda taka kampania utrwala wizerunek kobiety, która nie interesuje się niczym więcej niż forkowaniem się i to pewnie jakimś podstępem, bo nie ma mowy o świadomym udziale płci przeciwnej w tym procesie. A jedyna praca na jaką kobiecie można pozwolić to taka, która jej w tym mnożeniu będzie pomagać. Bo przecież kobieta z pewnością nie jest w stanie sobie życia zorganizować z uwzględnieniem i pracy i dzieci.
No halo – do spłodzenia dziecka trzeba dwojga. Gdzie kampanie uświadamiające, że ojciec też musi czas dziecku poświęcić? “mam małe dziecko, boję się, że mnie zwolnią jak wezmę urlop tacierzyński” i rozczulający młody tatuś równolegle do kobiety z brzuchem… Gdzie propagowanie brania urlopów i zwolnień do opieki nad dzieckiem przez ojców? Dopóki pracodawca nie poczuje, że potrzeby czasowe związane z dziećmi i rodziną są takie same w przypadku kobiety i mężczyzny, dotąd nie będzie równouprawnienia na rynku pracy. Co więcej – potrzeba czasu wolnego od pracy jest równie ważna dla człowieka bez dzieci. Hasło powinno brzmieć – “firma z której mogę wyjść punktualnie – firma przyjazna ludziom”, i grupka ludzi w parku… albo “też potrzebuję urlopu”
A idiotyczne kampanie z mamuśką wychodzącą “o czasie” są upokarzające dla kobiet, które nie mierzą swojej wartości liczbą dzieci, pracują z pasją, ale mimo to też chciałby wychodzić “o czasie” .
Na dodatek to kolejna akcja ograniczająca szanse na rynku pracy dla wszystkich kobiet – przecież patrząc na matkę odbierającą 10-12 letnie dzieci z szkoły -nasuwa się wniosek, że jedyne co kobietom można zaoferować to praca w precyzyjnie ustalonych godzinach, od 10 (dzieci trzeba do szkoły zawieść) do 15 (i ze szkoły odebrać, a później zajmować się nimi do kolejnego ranka). Umówmy się, że to eliminuje wiele zawodów, również ten wykonywany przeze mnie. Sorry – nie życzę sobie, żeby mnie prześladowano takimi plakatami, i to najprawdopodobniej za pieniądze z moich podatków (nie chciało mi się tracić nerwów na sprawdzanie, kto za tego bubla odpowiada).

4 Responses to jestem kobietą… »»


Comments

  1. komentarz by Gurthg Shae | 2007/11/21 at 11:25:03

    partia kobiet to największy blamaż “feministek” jaki kiedykolwiek, ktokolwiek zrobił. Oczywiście plakat wyborczy skierowany do motłochu, który “subtelnej” ironii gołych bab walczących o “równouprawnienie” nie pojmie, bo nie ogarnie. Na dodatek z braku wyobraźni samym plakatem ów elektorat się nie zainteresuje, bo do tego trzeba by mieć wyobraźnię.

    A co do tematu: piszę te słowa siedząc w domu z chorym dzieckiem w ramach opieki nad dzieckiem :D , więc chyba nie jest aż tak źle.

  2. komentarz by elffaran | 2007/11/21 at 20:30:58

    Patrząc jednostkowo – znam kilku panów uważających branie urlopów i zwolnienia na opiekę nad dzieckiem za oczywiste i normalne, ale nadal to jednostki i środowisko osób o wyższym poziomie wykształcenia niż średni. Jednak i na poziomie statystycznej średniej też ten model się upowszechniłby się z powodów praktycznych – zasady, że zwolnienie bierze ten, kto może. Tymczasem durne kampanie psują dobre dla rodziny trendy (elastyczność podejścia zwykle daje korzyści wszystkim) na rzecz wizji “mamy co wszystko dzieciom poświęca”. A na koniec dnia bezdzietne słyszą, ze powinny popracować za koleżanki z dziećmi, bo i ich czas przyjdzie.

  3. komentarz by emelef | 2007/11/24 at 09:39:53

    Nie sprowadzałabym bycia matką, czy w ogóle rodzicem, do odbierania dzieci ze szkoły, gotowania obiadów i generalnie naprawiania rowerków. Można też, jak zgaduję, w ramach “dawania sobie rady”, chcieć zwyczajnie spędzić z dziećmi trochę czasu, nie trzymając ich na nogach do późna wieczór.
    Owszem, kampania mogłaby nie ograniczać się tylko do matek, ale dopiero co była też inna: http://www.eppr.pl/wydarzenia/wydarzenia_wiecej/01_08_07.htm – niektóre billboardy nadal wiszą. Obie były/są sponsorowane m.in. przez EFS.

  4. komentarz by elffaran | 2007/11/24 at 13:58:59

    Poprzedniej kampanii nie widziałam, wygląda zabawniej :) Obecna jest imo słaba i szkodliwa dla wszystkich kobiet – i tych co mają dzieci, i tych co ich nie mają.
    Czepiam się pomysłu na lansowanie wychodzenia z pracy punktualnie obrazkiem kobiety z “młodszą młodzieżą”, a nie tego, jak i ile czasu chcą rodzice spędzać z dziećmi i które z nich więcej.
    Mamy w jednych rodzinach mogą chcieć być mamą domową, w innych wręcz przeciwnie – to osobisty wybór rodziców i ich odpowiedzialność za potomka. Kampanie społeczne powinny służyć pokazywaniu możliwości wyborów a nie zamykaniu dróg. (i znów mi małżonek powie, że piszę jak wojujący socjolog ;) )


Leave a Reply »»