money, money, must be funny in a richman’s world

Czy można zarabiać na prowadzeniu bloga? Teoretycznie tak, bo jest to strona w sieci, która jak każda inna może stanowić przestrzeń reklamową. A praktycznie? Wydaje mi się, że stosunkowo niewielka liczba blogów (raczej sztuki, niż dziesiątki sztuk) może uzyskać sensowny zysk poprzez adsense, lub analogiczne Onet boxy – mają na to szansę blogi popularne, a jednocześnie mocno sprofilowane na coś, co daje się sprzedawać i reklamować w sieci (samochody, komputery, aparaty fotograficzne etc). Sama popularność nie wystarczy, bo w przypadku adsense nie wystarczy, że użytkownik widzi reklamę, musi się nią jeszcze zainteresować i kliknąć.
Adsense to swoją drogą bardzo fajna zabawka do obserwowania zachowań użytkowników strony. Można pokombinować z ustawieniami wyglądu, umieszczenia i różnymi rodzajami jednostek reklamowych i obserwować co skłania ludzi do "kliknięcia". Ci którzy bywają na naszym blogu bezpośrednio mogli zauważyć, że boxy są od jakiegoś czasu. Pojawiały się różne jednostki reklamowe – wnioski nie są zaskakujące – tak zwane "skierowania" nie przyciągają specjalnie uwagi, nikt raczej nie zainstaluje firefoxa czy innego programu, pod wpływem popatrzenia na ikonkę na blogu – ta forma wydaje się zupełnie chybiona, chociaż nie wykluczam, że na blogach adresowanych do młodzieży, tudzież młodszej młodzieży może działać całkiem inaczej (czytaj lepiej;)).
Nasz layout trochę mi ogranicza możliwości sprawdzenia jak działa na użytkownika umiejscowienie boxa w określonym miejscu pola widzenia … ale wszystko przede mną. Oczywiście – wiem, że akurat ten rodzaj zachowań użytkowników sieci jest już zbadany i opisany, niemniej skoro nie zajmuję się tym zawodowo, jest dla mnie większą frajdą "odkrywać" samodzielnie niż sprawdzić w literaturze. W pewnym momencie zastanawiałam się, czy taka ciekawość małych twórców stron nie jest jedną z sił napędzających adsense. Dlaczego? Ano – boxów na stronach jest dużo, sumarycznie dla zarządzającego reklamami rynek tworzony razem przez tych maluchów jest całkiem spory, a na dodatek praktycznie darmowy, ponieważ czas w jakim te strony osiągają granicę wypłaty jest długi, a część z nich pewnie w ogóle jej nie osiągnie. Swoją drogą – jakiś czas temu u VaGli pojawiły się artykuły o sposobach traktowania dochodów z adsense przez Urzędy Podatkowe – z nich też widać, że jeszcze samo pojawienie się tego rodzaju dochodu u osoby fizycznej jest nowością.
Wszelkiego rodzaju boxy są reklamą "na stronę" a nie "na bloga". W czym tkwi różnica? Strona oferuje informacje, blog to forma komunikacji. Boxy reklamowe tej komunikatywności bloga w żaden sposób wykorzystać nie mogą. Mogą to za to zrobić wszelkiego rodzaju teksty na zamówienie. Takie potencjalnie mogą być z korzyścią dla obu stron, jeśli piszący dostanie do oceny produkt leżący w sferze jego zainteresowań i go oceni – oceni, a nie ocukrzy i jednocześnie wywoła zainteresowanie, czy być może dyskusję, w grupie będącej dla reklamodawcy grupą targetową.
Jak widać – ryzyka tu są bodaj większe niż potencjalne zyski. Producent może nie być zainteresowany rzetelną oceną, piszący (ach jak ja nie lubię słowa "blogger") ryzykuje swoją reputację i nie do końca wiadomo, czy pisze swoją opinię czy też stara się zarobić.
W polskiej sieci pojawił się serwis krytycy.pl – rzecz warta poobserwowania, będzie widać (a właściwie już widać, chociaż skala jeszcze malutka) jak ludzie radzą sobie z problemem zarabiania na wyrażaniu własnej opinii. To zarabianie na opinii nie jest zresztą rzeczą nową – tak przecież robią dziennikarze, ci jednak maja prawo prasowe i prawo pracy by choć trochę się bronić.
Pojawienie się krytyków wywołało dyskusję tu i ówdzie, zresztą w niektórych miejscach dyskusję na zamówienie, bo krytycy (słusznie!) postanowili przetestować swój pomysł na sobie. Udanie przetestowali, skoro jako serwis bardzo młody i mały (w tej chwili zrzeszają mniej niż 170 blogów) już całkiem bezpłatnie pojawili się w kilku miejscach uważanych za opiniotwórcze w polskiej sieci. Widać, że pomysł jest nośny, choć dyskusyjny. Pojawiły się i zachwyty, że wreszcie potencjał blogów zostanie wykorzystany i krytyka, że to najlepszy sposób zmiany swojego bloga w śmietnik. Gdzieś pomiędzy – bardziej wyważone rozważania, ile autor może wrzucić "tekstów sponsorowanych" by zachować tożsamość swojego bloga i jak pisać by czytelnicy nie mieli wątpliwości co do tego, że bloger pisze w swoim imieniu. Wiarygodność jest istotną rzeczą w przypadku blogów ze swojej natury "przyklejonych" do autorów.
Krytycy.pl oferują etykę blogvertisingu i dolną stawkę za tekst, poniżej której bloger zejść nie może. Tylko że – wyraźne zaznaczenie, że tekst jest tekstem reklamowym – traktowane bywa różnie. Jak dla mnie niektóre z tekstów były bardzo "niewyraźnie" oznaczone. Nie tylko dla mnie jak widać, a krytycy (jeszcze? jak długo?) starają się reagować na sugestie – w końcu w blogosferze mają rzeszę gorliwych i całkiem bezpłatnych testerów. Duży plus za to, że potrafią z tej wartości skorzystać, zrozumienie blogosfery dobrze rokuje serwisowi, a co rokuje źle?
"Dolna granica" jak dla mnie ustawiona bardzo nisko – 15 zł za tekst. Czyli albo autor będzie pisał na tematy, na które napisałby i bezpłatnie (to jest wersja zakładająca, że bloger dba o swój blogowy byt bardziej niż o chwilowy zarobek), albo – napisze coś byle jak, na czas, zupełnie nie sprawdzając o czym pisze. Niestety netto może mieć rację, że nie ma znaczenia sam tekst. W Internecie jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o SEO.

Na obecną chwilę mamy kontrastowy zestaw – z jednej strony bardzo udaną moim zdaniem kampanię samych krytyków, z drugiej mocno żenujące kampanie jakiś przydrogich sklepików internetowych. Wniosek – to może być świetne medium do promowania wydarzeń (nie tylko tych w sieci, w końcu czytelnicy to żywi ludzie), serwisów społecznościowych i rzeczy/funkcji/gadżetów powiązanych, ale jeszcze kilka akcji typu tania ulotka sklepowa i zniechęcę się do jednego z moich ulubionych blogów. No właśnie – jako czytelnik i odbiorca mam bardzo mieszane uczucia odnośnie realizacji punktu mówiącego, że w treści wpisu reklamowego nie może być wspomniane, że jest to wpis reklamowy. No halo. Główny proces komunikacji na blogu odbywa się poprzez treść wpisów i komentarzy do nich i tam właśnie szukam też informacji o inspiracji do napisania określonych rzeczy. W treści, a nie w obrazku ze strzałeczkami na koniec. Informacja, że ktoś napisał dany tekst na zlecenie podana w treści może dać czasem bardziej pozytywny odbiór, niż zastrzelenie czytelnika na koniec artykułu obrazkiem w stylu "tu byli krytycy". Zwłaszcza, że we wszystkich innych mediach sama forma przekazu nie pozostawia złudzeń, że to reklamy. Przykładowo reklamę w TV każdy rozpozna, nawet jeśli nie widział wcześniej ekranu poprzedzającego blok reklamowy – i nie przeszkadza to wcale w nuceniu potem piosenek z reklam, czy zapamiętaniu nazwy produktu. Wracając do krytyków, na ile sprawdzają, czy akurat ten warunek z nie zaznaczaniem “reklamowości” tekstu w tekście jest spełniony? … np tu nie jest, a sam tekst jest i “sponsorowany” i “ciekawy” i pewnie skuteczny w promowaniu idei, czyli – pełnia szczęścia.

Na koniec odległa dygresja – sama kwestia, że blog może być źródłem zarobków u niektórych budzi opór, ale – czy nie jest ideałem dostawać pieniądze za robienie czegoś, co robić się lubi?

A co do zarabiania na blogach – jest jeszcze linklift i text link ads - jedno i drugie nie znane mi bliżej, więc nie będę się mądrzyć w tym temacie (chwilowo ;) )

3 Responses to money, money, must be funny in a richman’s world »»


Comments

  1. komentarz by Dominik | 2007/11/16 at 13:53:17

    Masz błąd w adresie do netto – dwa razy h w http…

  2. komentarz by elffaran | 2007/11/16 at 16:24:10

    dzięki, poprawione, chociaż kto miał trafić i tak trafił do netto ;)

  3. komentarz by inny gość | 2007/11/20 at 23:24:14

    można jak johnchow.com blogować tylko o zarabianiu pieniędzy poprzez bloga. :)


Leave a Reply »»