feminizm taki i owaki

Feminizm, a raczej feministki to ciekawe zjawisko. Nie będę doszukiwać się na ten moment różnic w definicjach, za to paskudnie będę używać sztuczek takich jak stereotypy i inne przejaskrawienia. Będzie historyjka o duchowym i materialnym rozwoju feministki – mam na myśli osobę, która zdaje sobie sprawę z nierównego sposobu traktowania w naszym społeczeństwie kobiet i mężczyzn i stara się dążyć do zmiany tego stanu rzeczy.
Nierówne traktowanie to jedno, a jak się na to reaguje to drugie, stąd też i różne są feministki. Wśród "myślącej" starszej młodzieży i młodszych studentek popularny jest gatunek feministki walczącej.

Feministka walcząca jest przede wszystkim głośna.
a)Jak tylko znajdzie punkt zaczepienia zrobi całkiem przypadkowemu słuchaczowi wykład o tym, jak oburzające jest oczekiwanie od kobiet, żeby poświęciły swoją karierę zawodową dla macierzyństwa. Do przechowania dzieci są przecież żłobki (uwaga, żłobki, a nie tata w domu na utrzymaniu żony, to istotny punkt), a życiowym celem kobiety jest robienie kariery (co wcale nie oznacza, że ma się to przełożyć na zdolność samodzielnego utrzymania się).
b) Słysząc o rozwodzie starszej koleżanki oburza się na ojców, którzy zostawiają matki z dziećmi, zmuszając je tym samym do pójścia do pracy i nigdy nie widzi niejakiej niezgodności punktu a z punktem b. A w ogóle tylko świnia może zostawić inteligentną kobietę na rzecz ładnej, a już nie daj boże na rzecz po prostu miłej.
Feministka walcząca to zwykle młoda, dobrze zapowiadająca się i wygadana jak jasna cholera humanistka. Nie zaprząta sobie głowy logiką swoich wywodów. Opiera się na prostym, wszystko wyjaśniającym założeniu, że kobieta ma gorzej, więc należy każde gorzej zmienić na lepiej. Nijak z tego nie wynika, że należałoby też usunąć przywileje kobiet, lub też że przywileje kobiet w jednym miejscu powodują dyskryminację w innym, bo społeczeństwo to system naczyń połączonych. Ona oczywiście chce dobrze, chce zasadniczo zbawiać czas i ma nadzieję, że do tego wystarczy, że jest towarzyską gwiazdą.
Feministka walcząca opowiada o potrzebie finansowej niezależności kobiet na randce, po czym z wdziękiem uśmiecha się jak słuchacz rodzaju męskiego płaci za nią rachunek. On w końcu ma więcej pieniędzy, bo jest mężczyzną (nieważne, że na etapie wczesno-studenckiego życia pieniądze często ma z roznoszenia ulotek, którym to roznoszeniem równie dobrze mogłaby zająć się walcząca feministka, co zresztą czyni, ale przy bardziej efektywnych towarzysko okazjach niż praca)

W tym czasie ta część płci żeńskiej, która obdarzona została ścisłym umysłem i zdolnościami analitycznymi stara się, jak może nie wtrącać się w takie rozmowy, bo po pierwsze wypada z kółka towarzyskiego humanistek, które zwykle są bardziej pewne siebie i przyciągają więcej ludzi dookoła, a po drugie…hmmm… uczenie chłopców matematyki i poprawianie im zadań domowych wystarczająco pogarsza możliwości bycia obiektem mniej lub bardziej romantycznego zainteresowania płci brzydszej na tym etapie. Mając ścisły umysł trzeźwo ocenia się swoje szanse.
Mniej więcej w połowie studiów szeregi walczących feministek zaczynają się przerzedzać, bowiem młode, towarzyskie studentki zaczynają tworzyć stałe związki i rodzić dzieci, nie zawsze akurat w tej kolejności. Zaczyna się też proza życia – jedne mają partnerów zapatrzonych w swoją prywatną gwiazdę i jednocześnie zdolnych tej gwieździe zapewnić warunki do dalszego błyszczenia na towarzyskim firmamencie, inne dochodzą do wniosku, że na mężczyzn(a zwłaszcza na swojego mężczyznę) nie można zrzucać wszelkich grzechów świata i zaczynają trochę inaczej na życie patrzeć i trochę bardziej doceniać to płacenie rachunków w restauracjach, coraz bardziej też są to wspólne rachunki, część wspólnego życia.

Tymczasem na scenie pojawiają się feministki zwyczajne. Większość z nich nigdy by się feministkami nie nazwała. Matematyczki, informatyczki i inne panie z zawodów technicznych przyzwyczajone do przebywania wśród mężczyzn płacą za siebie odruchowo, bo z od lat kolegami spotykają się w różnych sytuacjach – nie tylko z okazji randek. To drobiazg. One po prostu są niezależne finansowo. We współczesnym świecie zawody techniczne i analityczny umysł to całkiem niezły towar.

Widzą, że są czasem traktowane na gorszych warunkach niż koledzy. Starają się to zmienić wykorzystując możliwości sytuacji, czasem jest to prawo, czasem po prostu zmiana pracy, skoro pracodawcy wydaje się, że mężczyzną może płacić więcej, bo kobiety i tak nie zaryzykują odejścia. Nie chcą zmieniać świata, chcą mieć lepiej dla siebie tu i teraz.

Czasem próbują wyjaśnić humanistkom dlaczego niższy wiek emerytalny kobiet, czy dłuższe urlopu macierzyńskie są wątpliwym przywilejem ze względu na zależności ekonomiczne, ale zwykle szybko zostają spacyfikowane wrzaskiem niemowlęcia wychowywanego według najnowszych teorii psychologii dziecięcej, albo stwierdzeniami, że nie znają życia, bo np. mają za mały staż małżeński, za mało dzieci, nie pracowały w polu i podobnymi "bezdyskusyjnymi" argumentami. Z drugiej strony nijak nie potrafią pojąć, dlaczego koleżanki zamiast nieustannie się dokształcać wracają do poziomu literek i poznawania programu przedszkola. Umysły ścisłe, po technicznych studiach zdążyły się już upodobnić do kolegów, z równie analitycznym spojrzeniem na świat. Świat traktują jak zestaw równań do rozwiązania.
Najzdolniejsze faktycznie robią kariery i nie siedzą z dziećmi w domu, czasem w domu zostaje tatuś humanista, czasem mężczyźni boją się takiej kobiety bardziej niż w czasach gdy na przerwie w szkole rozwiązywała im zadania z całkami.

Feminizm i na gruncie ideologii i na gruncie zachowań jest potrzebnym zjawiskiem. Równie potrzebnym jak niegdyś nacjonalizm, który ukształtował świadomość narodową. Minął czas gdy prosty podział ról na kobiece i męskie był potrzebny. Dziś większą część zachowań wpisanych w te role przejęły różnego rodzaju urządzenia mechaniczne. Sprzęty pojawiają się szybciej niż kształtują nowe wzorce zachowań.

Feminizm jest potrzebny, ale też ponieważ dotyczy rzeczy tak osobistej jak relacja damsko-męska, to jak w soczewce skupia życiowe paranoje i wygodne płycizny, w jakie chętnie się wpada.

2 Responses to feminizm taki i owaki »»


Comments

  1. komentarz by tryt | 2007/11/12 at 20:17:39

    Prawdziwa feministka stwierdziłaby, że to musiał mąż Cię zmusić do napisania takiego wpisu. A w ogóle to musisz być zmanipulowana przez dominujących w społeczeństwie samców…

    Dość ciekawa sprawa: Mam kilka koleżanek, które bardzo cenią sobie pracę zawodową. Te, w których pracy dominują kobiety (patrz: przedszkolanki, nauczycielki, etc), opowiadają, że atmosfera jest mało przyjemna. Panie robią sobie złośliwości, starają się zdobyć lepszą pozycję zawodową w „dowolny” sposób.
    Te, które pracują w zawodach bardziej otwartych na mężczyzn, stwierdzają, że wolą pracować z facetami niż z kobietami, właśnie ze względu na lepsze relacje w pracy.

    Jeszcze jedno spostrzeżenie: Jak w pracy pojawia się plotka, że ma przyjść nowa osoba i jest nią kobieta, to pracownicy płci brzydkiej, są zazwyczaj pozytywnie podekscytowani wyrażając swoje zadowolenie zazwyczaj nie przebierając w słowach. Pracujące już panie mają zazwyczaj posępne mini i już na wstępie tworzą koalicje przeciw (miałem ostatnio okazję obserwować taką sytuację we własnej pracy – miodzio).

    Konkluzja: Pojawia się pytanie: Czyżby największymi antyfeministkami nie są same kobiety?

    Kiedyś Elffaran w rozmowie użyła argumentu: Bo je tak w domu wychowali…

    … A kto je tak wychował?

  2. komentarz by negativ | 2007/11/12 at 21:11:35

    > Pracujące już panie mają zazwyczaj posępne mini i już na wstępie tworzą koalicje przeciw

    Muszę się przyznać – zaintrygowałeś mnie. Co to jest ‘posępne mini’?

    negativ

    ps. PNMSP


Leave a Reply »»